Dlaczego wielkie marki inwestują w esport?

Worlds 2017 Foto: Riot Games

Mercedes-Benz, Spotify, MasterCard, State Farm, Bose, AXE. Większości z tych marek nie trzeba nikomu przedstawiać, bo są doskonale znane w Polsce. Wyjątek może stanowić State Farm, który jest jednym z największych ubezpieczycieli w Stanach Zjednoczonych, ale na pewno znajdą się też tacy, dla których nie jest to marka anonimowa. Mówimy tu o liderach rynku w swoich dziedzinach, produktach o zasięgu globalnym i nie jest to jedynym, co łączy te firmy. Wszystkie one sponsorują właśnie trwające mistrzostwa świata w League of Legends - najpopularniejszej grze komputerowej na świecie.

Esport to nie zabawa już

W 2005 roku Abradab twierdził, że "rap to nie zabawa już". 15 lat później śmiało można to samo powiedzieć o esporcie. Rozgrywki w grach komputerowych z roku na rok zyskują na popularności. Mógłbym teraz przytoczyć badanie rynku Newzoo, które podaje liczbę fanów esportu w milionach na całym świecie i spekuluje o przychodach globalnych branży na poziomie miliardów dolarów już w niedalekiej przyszłości. Ale nie ma chyba na to potrzeby.

Żeby przekonać się o tym, jak wielkim zjawiskiem jest esport wystarczy spojrzeć na partnerów, którzy wspierają imprezy, drużyny czy samych zawodników. Bo już od kilku lat, nie mówimy tu "tylko" o producentach słuchawek czy laptopów, a o globalnych koncernach zajmujących się niemal wszystkim.

Zjawisko globalne

Myślę, że najlepiej będzie zacząć, od wymienionych na początku mistrzostw świata w League of Legends. Półfinał zeszłorocznych mistrzostw świata w szczytowym momencie oglądało prawie 4 miliony widzów z całego świata. Tegoroczna edycja już teraz cieszy się olbrzymim zainteresowaniem, co można sprawdzić na niezawodnej stornie Esports Charts badającej oglądalność turniejów esportowych.

W fazie wstępnej turnieju, pięć najchętniej oglądanych spotkań przebiło milion widzów. A najlepsze zespoły jeszcze nie grały. Jednak co imponuje bardziej, niż duży "peak" to fakt, że średnio transmisję śledzi ponad 700 tysięcy osób. Warto dodać, ze wydarzenie było transmitowane przez 41 godzin. Dla sponsorów to świetna wiadomość.

Po pierwszym dniu głównego turnieju wyniki poszybowały w górę i pięć najchętniej oglądanych spotkań turnieju w szczytowym momencie przebija 1.7 miliona fanów. A wszystko wskazuje na to, że będzie jeszcze lepiej.

Inaczej niż w telewizji

Tradycyjnie przyzwyczajeni jesteśmy do tego, że reklamy zamknięte są w osobnych blokach i mają swój własny czas antenowy, a ewentualnie w trakcie programu może pojawić się lokowanie. W esporcie lokowanie się nie pojawia, a jest obecne cały czas.

To powtórka jednego ze spotkań. Warto spojrzeć w lewy dolny róg ekranu i przewijać mecz co kilka minut. Pojawi się tam reklama każdego sponsora. Przez niemal cały mecz wyświetlane są loga, hasła lub produkty i jest to część transmisji. Nie można tego zakryć, wyłączyć czy pójść do kuchni po herbatę, bo jest przerwa na reklamy. Widz, obcuje z reklamą cały czas, nawet podświadomie, ale zostaje to w głowie.

Nie znaczy to oczywiście, że nie ma też tradycyjnych reklam. Są jak najbardziej. Podobnie jak sponsorowane segmenty, czy dodatkowe materiały dostępne dla fanów tylko w serwisach sponsorów.

A co z Polską?

Na krajowym podwórku też nie mamy się czego wstydzić Orbit, Puma, Sprite, Alior Bank, Kit Kat, Old Spice, Red Bull, STS czy Play to tylko niektóre przykłady marek, które w ostatnich latach inwestowały w polski esport. Spoglądając na zdjęcia z eventów na ściance sponsorskiej już nie zdarza się, że jest duży luz i można wrzucić olbrzymie logo jednego sponsora, wręcz przeciwnie - marki walczą o miejsce.

Oczywiście na razie skupiliśmy się tylko na partnerach wydarzeń czy organizacji. Oprócz nich przecież swoich sił w branży próbują tez kluby sportowe, które otwierają swoje sekcje, powstają klasy w szkołach i kierunki studiów zajmujące się tematyką esportu, prężnie działają agencje reprezentujące zawodników i najbardziej rozpoznawalne osoby, a na samych graczach prowadzone są także badania dofinansowywane przez państwo i Unię Europejską.

Cały czas do przodu

I tak to się rozwija. Nieustannie. Już od kilkudziesięciu lat. Zgadza się. Wbrew pozorom esport nie jest czymś nowym. Już od wielu lat gracze spotykali się i rywalizowali, a fani, którzy wtedy sami też często byli uczestnikami turniejów, z wypiekami na twarzach śledzili zmagania. Jedyne co się zmieniło, to skala.

Widać to po puli nagród i wypłatach zawodników. Teraz transfery opiewają na setki tysięcy, a nawet miliony dolarów. Przed pandemią niemal co dwa tygodnie odbywał się turniej, gdzie do zgarnięcia było przynajmniej 100 tysięcy dolarów.

Gdyby narysować "krzywą rozwoju esportu" to cały czas pięłaby się ona w górę. Czasem szybciej, czasem wolniej, ale cały czas do przodu. Dlatego warto mieć to na uwadze i pamiętać, że esport to nie zabawa już, to przyszłość.

Zobacz komentarze