Nie kończy się nagonka w USA. Walmart wycofuje reklamy brutalnych gier... nie rezygnuje jednak ze sprzedaży broni

Trump Foto: Unsplash / Unsplash

Ze względu na strzelaniny największa sieć handlowa w USA, czyli Walmart, wycofuje ze sklepów reklamy brutalnych gier. Problemem jest to, że broń palna nadal zostaje na półkach.

W samych marketach Walmart doszło niedawno do dwóch strzelanin, w których zginęły 24 osoby. Nie powinno więc dziwić, że sieć sklepów chce przyczynić się do zapobiegania eskalacji przemocy. Problemem jest to po jakie środki sięga zarząd marketów.

W liście do pracowników sklepu widnieją wymogi usunięcia reklam brutalnych gier oraz filmów, oraz zakaz włączania gier obrazujących przemoc na konsolach pokazowych w sklepie.

Niedawno Donald Trump wypowiedział znamienne słowa, które ugodziły w prężnie rozwijający się rynek gamingowy.

"Musimy zatrzymać proces gloryfikacji przemocy w naszym społeczeństwie. To dotyczy także makabrycznych i przerażających gier wideo, które wciąż się pojawiają. Dziś zbyt łatwo dochodzi do tego, że młodzi ludzie są otoczeni kulturą, która celebruje przemoc. Musimy to zatrzymać lub zdecydowanie zredukować i to się musi stać natychmiast".

Wydawałoby się, że w XXI wieku, przy dostępie do internetu, każdy jest w stanie racjonalnie stwierdzić, że oskarżanie gier o wywoływanie przemocy jest co najmniej skrajnie nieodpowiedzialne. Równie dobrze można oskarżyć o to filmy, media, muzykę albo kult broni palnej w USA. Co ciekawe, rząd Stanów Zjednoczonych nigdy nie widzi winy w tym ostatnim czynniku i zawsze jest on sprytnie pomijany.

Dlaczego jest tak? Ano dlatego, że przemysł zbrojeniowy generuje ogromne zyski. W Stanach Zjednoczonych istnieje obecnie jeden z największych nieoficjalnych arsenałów na świecie. Statystyczne na każdego mieszkańca tego kraju przypada 1,2 broni, a warto przypomnieć, że to kraj liczący blisko 327,2 miliona mieszkańców. Natomiast sieć marketów Walmart jest jednym z największych dystrybutorów broni palnej w USA. Na półkach tych sklepów można znaleźć zarówno żywność, gry, ubrania, jak i broń palną oraz amunicję. A to sporo mówi o potrzebach i przyzwyczajeniach obywateli.

Żeby być jednak obiektywnym, warto przytoczyć Szwajcarię i Islandię, czyli kraje, w których mieszkańcy również mają prawo do posiadania broni palnej, lecz nie dochodzi w nich do tak licznych przestępstw i strzelanin. Problemem jest tutaj kult rozwiązywania problemów na własną rękę w USA, czyli obraz kowboja, który sam jest swoim szeryfem.

Broń Foto: Unsplash / Unsplash

Najczęstszym argumentem zwolenników wolnego dostępu do broni jest stwierdzenie, że to nie broń zabija, lecz ludzie. Jest to prawda, jednakże ludzie wychowani w państwie, w którym moją prawo do samowoli przy wykorzystaniu broni, raczej nie są pozytywnym odniesieniem. Warto dodać starą, sprawdzoną maksymę, a mianowicie – przemoc rodzi przemoc. Obywatele żyjący w strachu przed kolejnymi strzelaninami będą bardziej skłonni do zakupu broni w celu samoobrony i prawdopodobnie, rząd USA zdaje sobie z tego sprawę. Dodatkowo mieszkańcy będą też bardziej skłonni do użycia jej, a do pomyłki albo złej interpretacji w sytuacji kryzysowej niewiele potrzeba.

Warto również dodać, że nie ma żadnych badań potwierdzających teorię Trumpa jakoby gry wpływały na liczbę morderstw w USA. Gry są wciąż medium stosunkowo młodym, a strzelaniny zdarzały się na długo przed powstaniem przemysłu gamingowego. Spora liczba polityków pomija jednak fakt, że czynnikiem, który może prowadzić do strzelanin, a który jest obecny od założenia Stanów Zjednoczonych może być sama broń.

Źródło: Materiały własne

Zobacz komentarze