Viktor Wanli: Chcemy, aby w 2019 nasi gracze przeprowadzili się do Warszawy

Viktor Wanli Foto: Team Kinguin

Ostatni dzień 2018 roku, więc i ostatni wywiad w tym roku na naszym portalu musi być z najwyższej półki. Tym wyjątkowym rozmówcą jest Viktor Wanli, założyciel i głównodowodzący organizacji Team Kinguin. Razem z nim porozmawialiśmy o tym co działo się podczas minionych 12 miesięcy, a także o tym co czeka jego organizację i poszczególne zespoły w 2019 roku. Nie zabrakło trudnych pytań o transfery, pieniądze i nowych zawodników.

Tomek Chomczyk: To był dobry rok dla Team Kinguin? 

Viktor Wanli, Team Kinguin: Ogólnie uważam, że tak. Udało nam się w tym roku poprawić wyniki gospodarcze, a i z tych sportowych jesteśmy w miarę zadowoleni. Uważam, że awans do ESL Pro League ma bardzo duże znaczenie dla teamu CS:GO i samej organizacji. ELIGA, której jesteśmy częścią, przechodzi taki okres remontowy, z którego mogą wyniknąć fajne rzeczy. Do tego wejście na rynek esportu Polsatu. Uważam, że wbrew pozorom, był to udany rok dla polskiego esportu i dla Team Kinguin również. 

Zakontraktowanie TaZa było dla was najważniejszym momentem minionych 12 miesięcy?

Na pewno jednym z najważniejszych. Wyniki, jakie mieliśmy wcześniej na scenie CS:GO, nas nie zadowalały. Ambicje moje, sztabu i akcjonariuszy były takie, aby mieć drużynę światowej klasy. Inwestujemy w to tak duże środki, więc mamy naturalnie duże oczekiwania. Każda przegrana, każde niewyjście z grupy, nas po prostu boli. Może czasem nawet bardziej niż zawodników. Teraz jest trochę lepiej, bo TaZ to bardzo poprawił, ale generalnie mieliśmy wielkie problemy z motywacją u zawodników poprzedniego składu CS:GO. 

Kiedyś czytałem wywiad z Marcinem Gortatem, który powiedział, że w NBA u młodych zawodników występuje tzw. choroba złotego Rolexa. To znaczy odbija im, gdy dostają duże pieniądze. Czy w esporcie też występują coś takiego? 

My mamy ten problem cały czas. Z jakiegoś powodu ludzie myślą, że jak się dostaną do Team Kinguin, to są już na szczycie. W pewien sposób nam to schlebia, ale z drugiej strony chcielibyśmy, aby nie przestawali się rozwijać. Chcemy wpoić zawodnikom, że nie chodzi o to, aby zainkasować 30 tysięcy dolarów za 5-6 miejsce, tylko wygrać kilka turniejów z rzędu, aby udowodnić światu i sobie, że jest się najlepszym. 

Myślisz, że to wynika z tego, że jest tak duża liczba turniejów? 

Z poprzednim składem CS:GO mieliśmy taki problem. Otrzymywaliśmy sygnały takiego zachowania zawodników, że kiedy dochodzili do pewnego etapu zawodów, to już im mniej zależało. Wychodzili z założenia, że pewną kwotę zarobili, więc nic się nie stanie, jeśli kolejny mecz przegrają

TaZ sam sobie wybrał z kim chce grać? 

Tak. Wiktor sam wskazał z kim chce grać, a Giovani (COO drużyny) to zrealizował. 

Jesteś rozczarowany brakiem awansu na Minora w Katowicach? 

Nie było to dla mnie niespodzianką. 

Naprawdę?

Polscy zawodnicy od zawsze mają problem ze stabilizacją. Drużyna jest w stanie wygrać jakiś turniej, aby tydzień później na innym odpaść w fazie grupowej. Topowe teamy tak nie robią. Jeżeli mają serię gorszych wyników, to w odpowiednim momencie reagują, nawet za cenę posadzenia na ławce największej gwiazdy. Daleko nie trzeba szukać przykładów, spójrzmy na sytuacje snaxa. Kupili go za wielkie pieniądze, nie pasował do stylu gry, więc posadzono go na ławkę. W polskich zespołach brakuje takiej “drużynowej świadomości”.  

Wiem, że zawodnicy byli w centrum treningowym, gdy grali zamknięte kwalifikacje. Rozmawiałeś o z nimi o tej porażce? 

Grali tylko pierwszy dzień, a potem pojechali do domów. Sami podjęli taką decyzję, z czego nie byłem zadowolony. Niby mają świadomość i dojrzałość jak powinno wyglądać życie profesjonalnego zawodnika, ale jednak zdarzają się takie sytuacje. Kiedy pierwszy raz Wiktor powiedzieli mi, że chcą być tak dobrzy jak Astralis... zaśmiałem się. Powiedziałem Wiktor, wytłumacz mi jak chcesz być na takim poziomie, skoro wiesz jak trenują, jak się przygotowują, jak chcesz to osiągnąć? 

I co powiedział? 

Wiadomo, nie ma na to jasnej odpowiedzi, ale on wierzy w tych chłopaków.  

Viktor Wanli Foto: Team Kinguin

Dziwi mnie, że nie chcieli zostać w centrum treningowym, bo po tej wycieczce, którą mi zrobiłeś, uważam, że mają tutaj świetne warunki. 

Jest to jeden z fundamentów naszego rozwoju. Daje to nam takie możliwości, o jakich wcześniej nie myśleliśmy. Żeby dobrze to zobrazować powiem tak – Legia ma swój stadion na Łazienkowskiej, organizacja esportowa Team Kinguin ma swoje centrum treningowe na ulicy Poleczki. Nasze drużyny, ale również te, które do nas przyjadą w gości, mogą tu trenować, spać, jeść i robić wszystko, co będzie im potrzebne w przygotowaniach.  

Jakie jeszcze etapy rozwoju są przed Team Kinguin w 2019 roku? 

Oprócz otwarcia Kinguin Esports Performance Center, w 2019 roku chcemy zatrudnić na pełen etat specjalistów do mentalnego i fizycznego przygotowania zawodników, bo w tej chwili działa to na zasadzie freelancerskiej. Chcemy pokazać innym organizacjom, że warto dbać o takie rzeczy, bo będą z tego korzyści. Oczywiście może mówiąc to działamy na korzyść naszej konkurencji, ale z drugiej strony, jeżeli będziemy budować mocne regionalne struktury, to potem globalnie wszyscy z tego skorzystamy. Do tej pory nie było sensu zatrudniać psychologów na pełen etat, ponieważ gracze przebywali głównie w domach, albo na wyjazdach. 

To znaczy, że chcecie mieć graczy na miejscu? 

Tak. Gracze koniecznie muszą się przeprowadzić do Warszawy wraz ze swoimi rodzinami. Uwierz mi, że stać ich na to, aby wynająć sobie mieszkanie w stolicy, bo zarabiają kilkukrotnie więcej niż średnia krajowa. To jest normalne, muszą przyjechać za pracą. Grając w domu przebywają 7-8 godzin wyizolowani od swoich bliskich. To w czym jest problem, aby na ten czas przyjeżdżali do naszego centrum treningowego, a potem spędzali czas z rodziną? Diametralną różnicą jest jednak fakt, że na miejscu będą mieli wsparcie mentalne, fizyczne i żywnościowe. Jeśli chodzi o drużynę CS:GO, to absolutnie jest konieczne, aby w 2019 roku przeprowadzili się do Warszawy i będziemy tego wymagać. Z ekipami Fortnite’a nie mamy na razie takich planów, bo to też wymagałoby zmiany umów. 

A co jeśli gracz jest niepełnoletni i musi chodzić do szkoły? 

Mieliśmy przypadek Nishy. Uzyskaliśmy zgodę rodziców, przeprowadziliśmy chłopaka do Warszawy i zakwaterowaliśmy wraz z całym zespołem w gaming housie. 

No właśnie, Nisha i jego koledzy. Podziękowaliście za współprace chłopakom, mimo iż byli najlepszą drużyną w Polsce. 

Naszą ambicją nie jest posiadanie najlepszych drużyn w Polsce, ale na świecie. W przeszłości prowadziłem ekipy, które były najlepsze globalnie, więc chce również tego tutaj w Kinguin. To podobnie jak w CS:GO. Co z tego, że jesteśmy najlepsi w Polsce, jeśli w rankingu HLTV jesteśmy poza TOP30. Jeżeli w 2019 roku sytuacja nadal tak będzie wyglądać, nie będziemy kontynuować współpracy. Wracając do Doty, na chwilę obecną nie myślimy o zakontraktowaniu żadnej drużyny z tej gry. 

Nie jest Ci smutno, jak patrzysz na sukcesy Nishy? 

Właśnie jestem bardzo szczęśliwy. Mówiąc szczerze, to ten zespół, w którym występował w naszej organizacji, nie był tak samo zmotywowany do osiągania sukcesów jak on. Jestem zadowolony, że znalazł odpowiednich kolegów, a my mogliśmy dołożyć cegiełkę do jego rozwoju. Z ciekawostek mogę powiedzieć, że kiedyś prowadziłem rozmowy na temat zakontraktowania Team Secret. Niestety cena była zbyt wysoka, więc musiałem odpuścić. 

Transfery, to zawsze wdzięczny temat do rozmów dla dziennikarzy. Ciężko było oddać MICHA do Virtus.Pro? 

Zarząd drużyny zazwyczaj ostatni dowiaduje się o kłopotach wewnątrz drużyny. Z tego co wiem, były problemy tego typu, że MICHU często wyłamywał się z koncepcji teamu i grał bardziej indywidualnie. To jest fajne dopóki przynosi rezultaty. Niestety kiedy jest to nagminne i bezskuteczne, wtedy pojawiają się problemy. Szczerze mówiąc nie była to dla nas trudna decyzja, bo czuliśmy, że możemy na tym zyskać. Szczególnie drużynowo. 

Nie zmienia to jednak faktu, że to jest super gracz i jeden z najlepszych indywidualnie w Polsce. Wierzę, że mentalnie na tyle się rozwinie w nowym zespole, że będzie przedkładał interes drużynowy, nad swoje osiągnięcia.  

A teraz Virtus.Pro zgłaszało się po twoich zawodników?  

W tej chwili nie jesteśmy chętni oddawać żadnego z naszych zawodników. Rozmawialiśmy z Wiktorem i chcemy trzymać się w takim składzie, jaki obecnie mamy. Pojawia się jednak wielkie “ale”, ponieważ nie chcemy przedłużać umów z zawodnikami, którzy nie dostosują się do nowego programu treningowego.  

Sprowadziliście też w tym roku aż dwie drużyny Fortnite’a. 

Chcieliśmy mieć pewność, że wybieramy najlepszych zawodników w Polsce. Te składy były do siebie bardzo zbliżone poziomem, dlatego zdecydowaliśmy się zainwestować w oba.  

AGO puściło swoich chłopaków z Fortnite’a na bodajże dwa zagraniczne turnieje lanowe, a wy na żaden. Z czego to wynika? 

Na pewno myślimy nad tym, jak pomóc im w rozwoju. Chcemy wprowadzić ich na ten sam poziom opieki, jaki mają gracze CS:GO. Na razie ten okres do końca 2018 roku braliśmy za taki testowy, aby sprawdzić, jak się zaaklimatyzują. Wydaje mi się, że pozytywnie przeszli tę weryfikację, więc możemy przejść do kolejnego etapu.  

Viktor Wanli Foto: Team Kinguin

Co dalej? W 2019 roku zobaczymy nowych graczy w Team Kinguin? 

Chcemy cały czas się rozwijać, więc myślimy o rozszerzeniu składów. Nie mówię tu tylko o grach PC-owych, ale również o mobilnych. Ten rynek cały czas udowadnia, że jest i będzie przestrzeń na kolejne inwestycje. Trzeba jednak mieć świadomość, że gry mobilne nigdy nie dorównają popularnością tym PC-towym. Zawsze będą cierpiały z powodu mniejszego ekranu. Z resztą nawet badania pokazują, że osoby zaczynające swoją przygodę na platformach mobilnych, potem i tak przechodzą na konsolę bądź komputer. 

A League of Legend? Krążą słuchy, że robicie przymiarki w tym aspekcie? 

Tutaj po pierwsze trzeba wziąć pod uwagę kontekst Teamu Kinguin i ELIGI, która była negocjatorem przed inauguracyjnym sezonem Ultraligi. Niestety jednak obie organizacje się nie dogadały, a w konsekwencji żadna z drużyn w ramach ELIGI nie weszła w ten projekt. Uważam to za błąd. Z drugiej strony wiem, że nie było zbyt wielkich chęci ze strony Polsatu, aby otworzyć swój ekosystem na potrzeby ELIGI. Do tego organizacje z ELIGI nie czuły wsparcia, że ciężar prowadzenia zespołów w ramach projektu będzie rozłożony, a owoce sukcesu podzielone równomiernie do zaangażowania. Sytuacja dynamicznie się zmienia. My, jako Team Kinguin, prowadzimy obecnie rozmowy z Ultraligą, więc jest bardzo prawdopodobne, że w 2019 zobaczycie drużynę League of Legends w Team Kinguin. 

Mam wrażenie, że kluby sportowe są dla was wielką motywacją do tego, jak prowadzić organizację esportową.  

Piłka nożna w formie profesjonalnej istnieje na świecie już ponad 100 lat. Przez ten czas sformułowane takie systemy, które powinny być inspiracją dla esportu. Nie mówię tu tylko o mechanizmach rozgrywek, ale również systemach treningowych i formacie drużyn. Nie ma potrzeby, aby esport kreował swoje zasady, jeżeli można czerpać z rozwiązań zastosowanych w sporcie. Wierzę, że gracze powinni dochodzić do pracy na swoje boisko, gdzie razem trenują, a potem wracają do domów. Etap młodości esportu już się skończył. Branża wchodzi w etap dojrzewania. Pojawiają się duże firmy, nowi inwestorzy, którzy są właścicielami klubów NBA, NHL czy NFL. My bardzo chętnie wejdziemy w jakieś współprace z klubami sportowymi, ale musi to przynosić korzyści obu stronom.  

Była propozycja bliższej współpracy ze strony Legii Warszawa? 

Nie będę ukrywał, że przez pewien czas rozmawialiśmy z Legią Warszawa odnośnie współpracy, jednak na chwilę obecną nie ma żadnych konkretnych rezultatów. Była nawet mowa o współpracy tylko z drużyną CS:GO, jednak z drugiej strony Legia nie była przygotowana na to, aby poważniej inwestować w esport. Domyślam się, że jest to spowodowane tym, że drużyna piłkarska, która jest głównym motorem napędowym klubu, nie zakwalifikowała się do europejskich pucharów. Skończyły się czasy, kiedy drużyna esportowa kosztuje kilkaset czy kilka tysięcy złotych. Tak jak mówiłem, branża dojrzewa. Może w 2019 wrócimy do tematu.  

Kinguin Esports Performance Center Foto: Team Kinguin

Zostając jeszcze przy aspekcie sportowym. Zastanawialiście się nad stworzeniem akademii Team Kinguin? 

Tak. Rozmawialiśmy z Mariuszem i Wiktorem, ale doszliśmy do wniosku, że na razie powinniśmy skupić całą uwagę na pierwszej drużynie. Dążymy do tego, by bardziej ustabilizować wyniki i wejść na absolutnie topowy poziom. Nie ma co się oszukiwać, do pracy z akademią byłyby potrzebne też zasoby pierwszej drużyny. Nie czuję, aby teraz był właściwy moment, a Mariusz i Wiktor poświęcali swoją uwagę na pracę nad dodatkowym projektem.  

Jak wyglądają umowy z graczami? Czy są podobne do tych zawieranych ze sportowcami? 

Umowy podpisujemy zawsze długoterminowo, nigdy nie uzależniamy tego od wyników. Zazwyczaj podpisujemy je na dwa lata, czasem są to trzy lub cztery. Teraz pojawił się taki trend, że umowy są bardzo zbliżone do tych zawieranych ze sportowcami, więc potrafią mięć nawet 90 stron. Uwierz mi, nawet sobie nie wyobrażasz, ile tam jest różnego rodzaju klauzul. 

Zapytam wprost. Zawodnicy CS:GO mają klauzulę odstępnego? 

Tak, jest to podstawowe kryterium. Każda umowa zawiera taką klauzulę. Powiem szczerze, obecnie w esporcie wygląda to tak, że bardziej się opłaca negocjować transfer zawodnika, niż wpłacać tę klauzulę.  

Uważasz, że w 2019 roku będzie więcej polskich organizacji czy mniej, ale z solidnymi fundamentami? 

Chciałbym, aby było więcej. Uważam, że projekt Polsatu tutaj bardzo mocno otworzył drzwi na polski rynek esportowy. Więcej drużyn, więcej inwestorów, więcej chętnych do kreowania esportu, na pewno spowoduje, że nasz regionalny ekosystem się rozwinie. To czego brakuje, a co my jako Team Kinguin też chcielibyśmy zmienić, to sprowadzenie zagranicznych graczy. Uważam, że jest to warunek konieczny, aby Polska stała w pierwszym szeregu esportu na świecie.  

Tylko zauważ, że nasz kraj zawsze potrafił wychować światowej klasy zawodników, i to w różnych grach. 

Absolutnie, będzie to kontynuowane. Nie zmienia to jednak faktu, że import graczy zza granicy wpłynąłby pozytywnie na aspekty sportowe, ale również podniósł poziom biznesowy. Jeżeli sprowadzimy młode talenty czy prawdziwe gwiazdy, zwiększymy zainteresowanie naszą społecznością, ligami, a co więcej zyskamy uwagę inwestorów.  

Możemy liczyć na twoją obecność w studiu "Misji Esport" w kolejnym sezonie?

Jeżeli mnie zaprosicie, z radością przyjdę.

Zobacz komentarze