Prezydent miasta Katowice: Podczas weekendu IEM, jedna osoba wydaje średnio 600-700 złotych

Marcin Krupa

Na konferencji zapowiadającej rozgrywki Intel Extreme Masters udało nam się porozmawiać z Marcinem Krupą, prezydentem miasta Katowice. Opowiedział nam o swoich doświadczeniach z grami komputerowymi, magii hali Spodek, a także jak IEM wpływa na rozwój miasta Katowice.

IEM jeszcze nie znudził się Katowicom?

Marcin Krupa, prezydent miasta Katowice: Absolutnie nie. Intel Extreme Masters i cały esport ciągle nas interesują, a nawet z roku na rok coraz bardziej. Cały czas myślimy nad rozwijaniem tego przemysłu. Intel Extreme Masters, to nie tylko rozgrywki esportowe, ale również wielkie targi, które pokazują nowe osiągnięcia technologiczne. Bardzo się cieszę i całym sercem wspieram tę inicjatywę.

Jak imprezy z cyklu IEM przełożyły się na promocję miasta w Polsce i za granicą?

Marcin Krupa, prezydent miasta Katowice: To jest jedna z największych zalet, że możemy reklamować nasze miasto. Przecież to ponad 160 milionów wejść na stream z imprezy, a rozgrywki oglądają ludzie z całego świata. Mieszkańcy reagują bardzo pozytywnie. Poza kwestiami związanymi z samymi rozgrywkami, IEM wpływa również na rozwój gastronomii, hotelarstwa, transportu i kultury. To jest bardzo duży biznes dla społeczności w naszym mieście. Statystycznie wchodzi nam, że osoba przyjeżdżająca na jeden dzień na IEM wydaje średnio ponad 140 złotych, a wraz z każdym kolejnym dniem pobytu ta liczba rośnie i podczas całego jednego weekendu Intel Extreme Masters oscyluje w granicach 600-700 zł. To wpływa na rozwój lokalnych przedsiębiorców, ale i większych biznesów, które korzystają z hendicapu rozpoznawalności naszego miasta.

Co wyróżnia Katowice na tle innych miast, że kolejny raz IEM będzie stacjonował w Spodku?

Marcin Krupa, prezydent miasta Katowice: Może chodzi o samo miejsce. Przecież Spodek jest bardzo charakterystyczny i nawiązuje do tego kosmosu i tych magicznych momentów, jakie mamy podczas turniejów. To jest istotny czynnik, ale najważniejszym jest chyba obecność kibiców.  Tu zawsze jest niezwykła atmosfera, bez względu na charakter wydarzenia. Ludzie chętnie przyjeżdżają, bo czują w tym miejscu bodźce oddziaływujące z każdej strony.

Roehampton jako pierwsze miasto na świecie ogłosio, że wprowadza stypendia esportowe. Czy w Katowicach są podobne plany?

Marcin Krupa, prezydent miasta Katowice: Na razie mamy otwartą jedną klasę o profilu esportowym w Katowicach. Uczniowie zdobywają tam wiedzę w zakresie właśnie sportów elektronicznych i mało tego, będą mogli współdziałać z firmami związanymi z tym biznesem. Myślę, że wraz z rozwojem tego tematu, na pewno będziemy chcieli oferować naszym mieszkańcom kolejne pola do rozwoju. Moim zdaniem takie inicjatywy jak IEM rokują bardzo dobrze.

Czy Pan złapał już „esportowego bakcyla”?

Marcin Krupa, prezydent miasta Katowice: Jasne, że tak. Ja od najmłodszych lat grałem w gry. Inaczej nie byłbym tak zapalonym orędownikiem Intel Extreme Masters. Cały czas doskonale pamiętam swój pierwszy komputer. To było Atari 800XE, gdzie gry wgrywałem z taśmy magnetofonowej. Zawsze będę wspominał, jak miałem problem z tymi bardziej wymagającymi, bo komputer miał 64 kilobajty pamięci. Rozumiem graczy, którzy teraz narzekają, że cały czas wymagania gier są większe, bo niejednokrotnie podczas wgrywania fajnej gry wyskakiwał mi czerwony ERROR i potem był problem z uruchomieniem maszyny. Niemniej jak już odpaliliśmy, to radość była niesamowita. Schodzili się koledzy i razem graliśmy np. w River Ride. To była fajna zabawa. Teraz oczywiście nie mam już tyle wolnego czasu, ale z przyjemnością popatrzę na najlepszych na świecie podczas Intel Extreme Masters.

Zobacz komentarze