Misja, idee i… niezrozumienie - szczera rozmowa z Jakubem Paluchem, prezesem ELIGI (Cześć II)

Jakub Paluch i Piotr "izak" Skowyrski

Postawił sobie za cel rozwój sportów elektronicznych w Polsce, walkę o dobro drużyn i zmianę postrzegania rywalizacji esportowej wśród rodziców młodych ludzi. Mowa o Jakubie Paluchu, prezesie ELIGI, który w drugiej części naszego wywiadu opowiada o dotychczasowej działalności swojego stowarzyszenia, sposobie jego finansowania, osiągnięciach i planach, zwracając szczególną uwagę na rolę graczy.

Jak to się stało, że wróciłeś do esportu?

Jakub Paluch: Będąc już adwokatem miałem kontakt z esportem, bo obsługiwałem prawnie wiele podmiotów ze sceny. Oczywiście obowiązuje mnie tajemnica zawodowa i w życiu nie wykorzystam pozyskanej wiedzy. Bardzo chciałem wrócić do esportu, ale z drugiej strony miałem ciepłą posadkę w kancelarii adwokackiej, perspektywy rozwoju i dobre zarobki. Czasami natomiast rozmawiałem z Piotrem Lipskim, który nie był moim klientem, ale sporadycznie potrzebował porady, czy odpowiedzi na pytanie. Kiedyś spotkaliśmy się na jakimś afterparty i powiedział, że szuka prawnika z zewnątrz, który rozumie esport.  Poznał mnie z Viktorem Wanli, Tomkiem Wnukowskim, którzy opowiedzieli mi o projekcie „ELIGA”. Pewnego dnia przyszedłem do domu i powiedziałem dziewczynie „Słuchaj, dokonam zmiany”. Miałem od najbliższej osoby potężne wsparcie. W przeszłości już dwukrotnie próbowaliśmy powołać związek polskich drużyn. Raz było bardzo blisko. Dla ELIGI stworzyłem obiektywne struktury, nie faworyzujące żadnej z drużyn. To była wyjątkowa okazja, która mnie skusiła. Czułem, że mam tutaj jeszcze coś do zrobienia.

Co należy do twoich obowiązków jako prezesa? Bo mam wrażenie, że w Polsce ludzie nie do końca rozumieją czym jest ELIGA.

Jakub Paluch: W 2014 roku udzieliłem wywiadu o tym, że organizacje w Polsce nie chcą się uczyć. Trzeba zdobywać wiedzę i przyciągać wykwalifikowanych pracowników, bo skąd się mają brać narzędzia do wypracowywania przychodu, a co za tym idzie z stabilizacji organizacji. W 2018 mamy wspaniałe drużyny, ale niektóre problemy wciąż pozostają. ELIGA wspólnie szuka przyczyn i rozwiązań. ESL czy Fantasy Expo, to ugruntowane podmioty na rynku, które mają wykwalifikowane kadry, środki i historię. Nieco łatwiej im przyciągnąć sponsorów niż drużynom esportowym. Jaka jest przeżywalność większości drużyn w Polsce? Uzależnienie od rocznych budżetów marketingowych nie jest dobrym pomysłem w kontekście planowania firmy i budowania jej stabilności. Trzeba szukać nowych źródeł finansowania, bezpieczeństwa w oczach klientów. Jeden z największych banków inwestycyjnych na świecie Goldman Sachs w swoim raporcie dostrzega, że w najbliższych latach segment esportu ulegnie zmianie, a największe przychody będzie generować sprzedaż sygnału transmisyjnego z rozgrywek. Przecież to drużyny go współtworzą! Trzeba zdać sobie w końcu sprawę z tego, że pojedynczy głos drużyny niewiele znaczy, ale zgromadzenie ich pod jednym parasolem może już wiele zmienić. Trzeba też edukować ludzi o tym czym esport jest i to nie tylko w mediach. Naszym obszarem pracy jest rozmowa również z rodzicami tych wszystkich młodych graczy. Uważam, że powinniśmy poczuwać się do odpowiedzialności za całe środowisko.

Od lewej: Michał Pol, Jakub Paluch i Piotr Bombol

ELIGA ma być tym parasolem?

Jakub Paluch: Tak. Drużyny robią wszyscy aby stworzyć dogodne warunki dla swoich zawodników, bo to oni są najważniejsi. Bez nich nie będzie rozwoju społeczności, nie będzie sponsorów, nie będzie organizacji, a co za tym idzie nie będzie lig. Więc my kolegialnie i solidarnie powinniśmy powiedzieć - poukładajmy to, uporządkujmy, dokonajmy zmian. Kwestia okna transferowego, oszustw, konfliktów między organizacjami. ELIGA ma być tym, co będzie to wszystko trzymać w ryzach, a ELIGĘ mają tworzyć drużyny, które będą ze sobą współpracowały, rywalizując tylko na polu rozgrywek.

Dlaczego oficjalnie na tę chwile są tam tylko cztery drużyny?

Jakub Paluch: Dlatego, że ostatnie czynności w KRS-ie trwały bardzo długo. Ostatnie drużyny dołączyliśmy w listopadzie. Z drugiej strony takie zespoły jak PACT, X-KOM, czy Unicorns, są z nami w jednej grupie i dyskutują, mimo że oficjalnie jeszcze nie należą do ELIGI. Więc to nie jest tak, że są tam 4 drużyny. Za chwile będą kolejne.

Dlaczego ELIGA była tak krytykowana, kiedy pojawiła się na rynku esportowym?

Jakub Paluch: Ludzie nie lubią zmian. Boimy się wszystkich przejawów centralizacji, utraty niezależności, autentyczności. Ostatecznie esport od zawsze należał do społeczności, wywodził się z niej. Jednocześnie potrzebujemy jednak takiego ciała, do dyskusji, do rozwiązywania konfliktów, do wyciągania wniosków, do realizowania wspólnych celów drużyn esportowych. Odbiorcy esportu nie znają dziś intencji ludzi, którzy go tworzą. Dawniej to było klarowne bo robiliśmy to razem, pełni wzajemnego szacunku i wspólnej misji.

Jakub Paluch i laureaci Polish Esports Awards

Jak wyglądają kwestie finansowania ELIGI?

Jakub Paluch: ELIGA czerpie swoje finanse od drużyn. Jednym z jej głównych zadań jest działanie na poprawę ich płynności finansowej, a może nawet zmiana modelu obecnych współzależności rynkowych. Dlatego jesteśmy współwłaścicielami Polskiej Ligi Esportowej. My tam nie przykleiliśmy naszego logo, bo zgrywało się kolorami na ściance. Jesteśmy współwłaścicielami tej marki, odpowiadamy za te rozgrywki. Jeśli ta liga ma zyski, to mają ją wszyscy wspólnicy, a naturalnie też same drużyny. Pracujemy nad poprawą jakości rozgrywek Polskiej Ligi Esportowej. Naszym zadaniem jest uporządkowanie tego rynku, dlatego inicjatywy takie jak „znak jakości” są niesamowicie potrzebne - GG League to doskonały przykład. Drużyny muszą wiedzieć gdzie bezpiecznie grać, bo w przeciwnym razie wrócimy do piwnic. Większość kibiców kojarzy widowiskowe, wielkie, profesjonalne turnieje. Nie wszędzie tak jest. Bardzo często drużyny jadą na turniej, poświęcając swoje środki i zastają tam dramatyczne warunki sanitarne, nie mówiąc o warunkach do gry. Czasami występują problemy z wypłacalnością nagród, czasami z noclegami, dojazdami, regulaminem. Jest bardzo dużo wydarzeń w Polsce, należy zaznaczać te, które zbliżają się do profesjonalnego poziomu. O tym najlepiej wiedzą właśnie drużyny.

A wejście klubów sportowych w esport, to dobry pomysł?

Jakub Paluch: ELIGA współpracowała z różnymi klubami LOTTO Ekstraklasy. Nie ma tam sprzecznych interesów, a jest bardzo dużo kompetencji. Niesamowite jest dzielić poglądy z Legią Warszawa, Wisłą Płock, Piastem Gliwicie itd. Wracając do esportu, półtorej roku temu niewiele wiedziałem o rynku mediowym i prawach do sprzedaży sygnału transmisyjnego, działaniach domów mediowych, domów produkcyjnych itd. Dziś mam szczęście współpracować oraz konsultować się z największymi specjalistami w danych dziedzinach. Dzięki nim wiele się nauczyłem, zrozumiałem. Kluby sportowe też mają unikalne doświadczenia i wiedzę. Jeśli możemy uczyć się od nich, to dlaczego tego nie robimy? Co może być w tym złego? Sponsorów nam zabiorą? Widzów? Nie, bo jeżeli dwa podmioty wymieniają poglądy, to wzajemnie na siebie oddziałują i czerpią korzyści.  Wymiana poglądów, które są ogólnodostępne czy to w literaturze czy w Internecie po prostu przyspiesza ten proces. Drużyny esportowe nabędą wiedzę około-sportową, a to przełoży się na rozwój tworzących je ludzi. Przez to będą mogli realizować ciekawsze i bardziej wartościowe świadczenia sponsorskie, i do przodu ruszy cała koniunktura. Jeśli Pan Leśnodorski, Pan Szumielewicz, Pan Wandzel wchodzą do esportu, to usiądźmy i posłuchajmy, co mają do powiedzenia.

Jakub Paluch Foto: Materiały prasowe

Czym docelowo ma być ELIGA?

Jakub Paluch: Przez 1.5 roku zbudowaliśmy dialog pomiędzy drużynami. Ustaliliśmy wspólne cele, co uważam za wielki sukces. Może mamy trochę niefortunna nazwę, bo wszyscy spodziewają się ligi, czy jakiegoś opiniotwórczego związku. To nie ma być Polski Związek Sportów Elektronicznych, a zrzeszenie drużyn. Przez ostatni rok stworzyliśmy sekcję w Krajowej Izbie Gospodarczej Elektroniki i Telekomunikacji. Stworzyliśmy płaszczyznę do rozmowy ze środowiskami na uczelniach prawniczych: Toruń, Warszawa, Wrocław, Gdańsk. Kontynuowaliśmy dialog ze środowiskami agencyjnymi i marketingowymi na licznych konferencjach. Prowadziliśmy rozmowy z organami administracji państwowej i osobami reprezentującymi polski rząd. Odbyliśmy spotkania z ministrami. Ja jeździłem opowiadać młodzieży i jej rodzicom o esporcie nie tylko do dużych miast, ale i do małych miejscowości. Ciągle zastanawiamy się wewnątrz branży, w którą stronę idziemy, dokąd zmierzamy, kim jesteśmy?

Musimy dzisiaj mówić już o kulturze gier komputerowych, która przeniknęła do popkultury, została z masami na stałe. Gry komputerowe wprawiają w ruch hormony szczęścia, pomagają odreagować stres i agresję, stają się zjawiskiem społecznym, potęgują motywacje do działania. Jednocześnie dla przeciętnego rodzica sprowadzają się do “moje dziecko siedzi przed monitorem i gra w te gierki” albo “ostatnio moje dziecko ogląda tych takich jutuberów”. Opowiadamy im o tym, że to znaczenie więcej. Mówimy o wartościach towarzyszących grom komputerowym i esportowi. Musimy propagować te wartości, bo inaczej kto w przyszłości będzie tworzył esport. Tam więc gdzie wiele osób jest wiele pieniędzy. Musimy stworzyć dogodne warunki zawodnikom, aby mogli być jeszcze lepsi. Do tego potrzebne jest rozwinięte zaplecze. Niezbędne jest więc ukazywanie esportu jako interesującej kariery zawodowej: rób to co kochasz i możesz znaleźć w tym sposób na życie. Ktoś musi wraz z profesjonalnymi drużynami edukować. Ktoś musi tworzyć solidarność na rynku. Ktoś musi budować nowe modele finansowania. Ktoś musi uczestniczyć w legislacji, dbać o interesy podmiotów esportowych. Ktoś musi mówić w imieniu drużyn wewnątrz środowiska i na zewnątrz. Współtworząc ELIGĘ drużyny odzyskują głos przy stole we wzajemnym szacunku.

Zobacz komentarze