Gortat: Izak świeci przykładem wśród gamerów

Marcin Gortat

Legendarny polski koszykarz po 12 latach w NBA stawia na kolejne inwestycje. Jedną z nich został esport - Gortat związał się z Polską Ligą Esportową. – Nie chciałbym się obudzić za 10-20 lat i płakać, że nie wszedłem w esport, że nie wprowadziłem go do moich szkół. To się rozwinie do niesamowitego poziomu – mówi koszykarz.

Marcin Stus: Za panem znakomita kariera sportowa, na pewno ma pan teraz mnóstwo różnych zajęć. Jak to się stało, że jednym z nich został esport?

Marcin Gortat: Widzę, w którą stronę zmierza dzisiejszy świat. Sposób, w jaki rozwija się ta platforma i cały esport to jest coś, czego nie da się powstrzymać i jest to zjawisko globalne. Mimo, że tworzę od 13 lat campy, prowadzę szkoły i wbijam do głów dzieciom, że komputery i wszystkie urządzenia elektroniczne są złe, edukujemy w tym zakresie też rodziców, to są na tym świecie rzeczy, których nie da się już przeskoczyć. Dlatego trzeba się zaadaptować do panujących warunków. Jeśli dzieci chcą to robić, to pokażmy im odpowiedni sposób. Niech zobaczą, co mogą dzięki esportowi osiągnąć, do jakiego poziomu mogą dojść. To mnie zainteresowało. Nie ukrywam, że platforma PLE połączona z moim nazwiskiem, moimi możliwościami na świecie, kompetentnymi osobami w zarządzie, profesjonalistami dookoła… może nam to fajnie wypalić. Nie ukrywam, że będzie to proces. W szczególności dla mnie, będę musiał się uczyć, jak to wszystko funkcjonuje, co ja mogę zrobić dla chłopaków.

W światowym esporcie jest trend, według którego dobry esportowiec to osoba także o dobrym przygotowaniu fizycznym. Czy tak realnie wierzy pan w to, że forma fizyczna przekłada się na to, jak kto występuje przed komputerem?

Oczywiście, że tak. To się przekłada również na koszykówkę prawdziwą. Trzeba być aktywnym, mieć życie poza tym obszarem. To jest udowodnione naukowo. Niektórzy zawodnicy mieli depresję, cały czas jeżdżąc od hotelu do hotelu, mając pospuszczane rolety w oknach. Jeśli tylko spali, jedli i wychodzili na treningi, to coś było nie tak. U nas była rekomendacja, żeby wyjść na spacer, żeby trening czasem organizować na świeżym powietrzu. Gdy w wakacje przygotowywaliśmy się do sezonu, to regularnie mieliśmy treningi na zewnątrz. Wtedy mózg inaczej funkcjonuje. Znam kilku gamerów, którzy świetnie sobie radzą w życiu prywatnym, przykładem świeci Izak. U niego jest regularnie siłownia, jakiś rowerek, czas na rodzinę… A gdy nadchodzi odpowiedni moment, to siada do komputera, do swojej pracy i funkcjonuje. W ten sposób chcielibyśmy przedstawić esport dzieciakom u mnie w szkołach. Na pewno nie będzie to polegało na tym, że zamkniemy ich w szkole na osiem godzin, by tylko grali. Uświadomimy im i rodzicom, jak ten esport powinien wyglądać, jeżeli myślą o profesjonalnej grze.

Jaki jest finalny cel pana klas esportowych? Wytypowanie jakiejś najlepszej piątki powiedzmy w Counter-Strike’u?

Nie chciałbym za ten tytuł być pociągnięty do odpowiedzialności. To jest kwestia ustaleń, ale dlaczego nie? Jeśli ta drużyna byłaby niezła, nie byłaby dla innych jak kaczki pływające na wodzie, to czemu nie? Fajnie by było stworzyć w szkole Marcina Gortata drużynę Counter-Strike’a, zebrać z moich pięciu w szkół w czterech miastach 100-200 osób do klas esportowych, a z tego piątkę, która by grała na dobrym poziomie. Ja bym też chciał stworzyć ligę NBA.

Ma pan na myśli grę NBA2K?

Tak, dzisiaj równolegle z meczami NBA rozgrywane są mecze esportowe, zwłaszcza w czasach covidu. Jeśli takie mecze są transmitowane na ESPN… Cóż, trzeba umieć się dostosować, doszliśmy do punktu, w którym trzeba umieć się zaadaptować do panujących warunków. Nie chciałbym się obudzić za 10-20 lat i płakać, że nie wszedłem w esport, że nie wprowadziłem go do moich szkół. To się rozwinie do niesamowitego poziomu.

Jest pan sportowcem z krwi i kości. Nie miałby pan nic przeciwko, żeby to pana dziecko profesjonalnie zajęło się esportem?

Oczywiście, że nie miałbym nic przeciwko. Jeśli miałoby swoje pasje, nie siedziało wyłącznie przed komputerem do momentu, aż mu oczy wypłyną, to czemu nie? Tak jak powiedziałem – na siłę zmuszać dziecko do sportu – też nie ma sensu. Dziecko musi mieć chęć. Ja zrobiłbym wszystko co w mojej mocy, by pokazać dziecku, że prawdziwa koszykówka, prawdziwa piłka nożna czy siatkówka są fajne, ale nie ma w tym nic złego, by na koniec dnia usiadło przed komputerem i odnosiło sukcesy.

Czy powiązana z panem firma bukmacherska ma udział w tym całym interesie, czy jest to pana prywatna inicjatywa?

Nie, rozmowy są przed nami. Jeśli chodzi o PLE to jest to moja prywatna inicjatywa, oczywiście z całym moim sztabem ludzi. Mamy szkoły, campy, eventy w Stanach, w szkołach, ja też dostarczam platformę, która chłopakom tu mam nadzieję pomoże. Oni są merytorycznie i organizacyjnie przygotowani. Myślę, że ja im niektóre dni otworzę jako Marcin Gortat. Im również będzie łatwiej rozmawiać z wieloma partnerami, mając na pokładzie Marcina Gortata.

Źródło: Materiały własne

Zobacz komentarze