Lamborghini sprzedaje rocznie 8000 samochodów. Jest pomysł na rozwój - to esport

Lamborghini Foto: Lamborghini

Włoska supermarka zawsze starała się zbudować swoją reputację wokół trzech rzeczy: luksusu, prestiżu oraz szybkości. Teraz jako kolejny filar swojej rozpoznawalności Lamborghini chce włączyć esport.

Lamborghini ogłosiło niedawno rozpoczęcie nowej esportowej serii wyścigowej - "The Real Race", która powstanie we współpracy z producentami najbardziej popularnej wyścigówki, Assetto Corsa. Odbędzie się w sumie pięć wyścigów w świecie wirtualnym, a najlepsi pojadą we wrześniu do Włoch na prawdziwe ściganie. - Takie działanie wpisuje się w nasz plan budowania rozpoznawalności w młodszym pokoleniu - mówi Katia Bassi z kierownictwa marki.

Samochody Lamborghini kosztują od 200 tysięcy do 5 milionów dolarów, więc są dostępne dla bardzo wąskiej grupy odbiorców. Bassi uważa, że to właśnie esport jest świetnym narzędziem do promocji marki u młodszego pokolenia. - Sprzedajemy około 8 tysięcy samochodów rocznie. Esport pomoże nam zbudować rozpoznawalność marki. Poza tym dostarczy to nam sporo informacji o młodym pokoleniu, o ich gustach motoryzacyjnych - dodaje Bassi. Pamiętajmy, że wiele drogich marek zrobiło wcześniej podobne ruchy. Mieliśmy już min. Nissan GT Sport Cup, a BMW oraz Porsche zorganizowały własne serie esportowe. Łokciami na rynku w ostatnich miesiącach rozpycha się Ferrari.

W ostatnich tygodniach wirtualne wyścigi przeżywają swój złoty okres. Z powodu światowej pandemii wszystkie wyścigi odbywające się normalnie w realu zostały odwołane. Do simracingu przekonują się nie tylko liczni gracze i fani motorsportu z całego świata, ale i najlepsi kierowcy świata. Gwiazdor F1 Max Verstappen przyznał niedawno, że simracing to "najlepszy sposób na pozostanie w formie przed powrotem do ścigania w Formule 1". Simracingowi poświęcony był niedawno cały odcinek programu "Misja Esport", który możesz obejrzeć poniżej. "Washington Post" rozwój simracingu w dobie pandemii COVID-19 nazywa "astronomicznym".

Na podstawie: Washington Post

Źródło: Materiały własne

Zobacz komentarze