Gwiazdy, innowacje i pomysł - nowa Polska Liga Esportowa

- Mówiąc najprościej, w naszym logo pojawił się pazur. Nowy zespół, nowe wyzwania, nowa wizja. Startujemy! - takie słowa padły z ust Pawła Kowalczyka (CEO Polskiej Ligi Esportowej), na zorganizowanej w lipcu konferencji inaugurującej nowy sezon PLE. Dziś możemy powiedzieć, że projekt ten już zrewolucjonizował polski rynek esportowy i zaostrza pazur na więcej

Gortat = go now

Polska Liga Esportowa niemal od razu znalazła się w centrum uwagi branżowych mediów, ze względu na nazwisko głównego inwestora, którym w lipcu został Marcin Gortat. Były koszykarz NBA, po zakończeniu przygody z zawodowym sportem, postanowił rozwijać się bardziej biznesowo. PLE nigdy jednak nie było dla niego tylko biznesem - Naszym celem jest edukacja dzieci, młodzieży i ich rodziców na temat esportu. Moja fundacja MG13 wspiera różne pasje dzieciaków, a esport stał się jedną z nich. Jeżeli już nasze pociechy siedzą przed komputerami, grają w gry, to niech starają się to robić profesjonalnie. Sam od dziecka gram, ale mi nikt nie pokazał jaką postawę obrać czy jak nadmiernie nie męczyć oczu. My, jako Polska Liga Esportowa, chcemy te właściwe wzorce przekazywać - mówił nam były koszykarz na finałach projektu, odbywających się w warszawskim ESPOCIE.

Ci, którzy myśleli, że Marcin Gortat wchodzi do esportu w pogoni za nowym źródłem biznesowym, bardzo się pomylili. - Przede wszystkim poznałem historię wielu zawodników i to sprawiło, że bardzo mnie to zainteresowało. Oczywiście z każdym kolejnym meczem, z każdą obejrzaną czy zagraną rundą, uczę się coraz więcej o tej dyscyplinie - twierdzi Gortat.

Marcin nie jest jednak typem kanapowego widza. Były koszykarz mocno emocjonował się każdym pojedynkiem w Polskiej Lidze Esportowej, co mogliśmy zobaczyć śledząc jego social media. Oprócz tego łączył się z innymi kibicami na komunikatorach głosowych i na bieżąco komentował wraz z nimi wydarzenia z gry. Niby banał, ale gwiazdy tego formatu, rzadko kiedy wychodzą do kibiców z własnej, nieprzymuszonej woli. Jakby tego było mało, przed jedną z kolejek fazy zasadniczej zapowiedział, że wpłaci 3 tysiące złotych na cel charytatywny, jeśli któryś z zawodników ustrzelić w jednej rundzie pięć fragów. Dokonał tego Wiktor "mynio" Kruk, zawodnik Wisły All in Games Kraków, a Gortat dotrzymał słowa.

Aleją gwiazd

Marcin Gortat to nie jedyna gwiazda, którą możemy zobaczyć wokoło Polskiej Ligi Esportowej. Na finałach turnieju w warszawskim ESPOCIE spotkaliśmy m.in. Żabsona, Piotra Kędzierskiego, Macieja Musiała, Karola "Blowka" Gązwe, a oprócz nich pojawiali się Piotr Gruszka, Kuba Wesołowski, Oliwier Janiak, Martin Lewandowski czy Cezary Trybański. Nie wszyscy są fanami esportu, nie wszyscy wiedzą czym jest esport, ale wszyscy są ciekawi tego świata. - Z grami związany byłem od dzieciaka, esport poznałem niedawno. W Polskiej Lidze Esportowej funkcjonuję trochę biznesowo, ale również jako host. Dużo pracy z kamerą, a doświadczenie w tym aspekcie mam, więc to właśnie staram się wnieść do świata esportu - mówił nam Wojciech "Łozo" Łozowski.

Rozmawiamy z Wojtkiem "Łozo" Łozowskim Foto: Polska Liga Esportowa

Przyciągnięcie tak wielu gwiazd i skupienie ich wokół podmiotu esportowego, nie udało się jeszcze w Polsce nikomu. Oczywiście Intel Extreme Masters w Katowicach gościł największe sławy, ale to impreza globalna. Polski produkt nigdy wcześniej nie był tak popularny, tak intrygujący i co najważniejsze otwarty na nowych widzów. W tym aspekcie Polska Liga Esportowa jest pionierem i dokonała tego podczas tak naprawdę pięciu miesięcy istnienia. A co najbardziej zaskakujące, w dobie pandemii koronawirusa.

Nowe rozdanie

Polska Liga Esportowa S.A. to produkt kompletnie inny, niż ten zapoczątkowany w połowie 2017 roku. Wszystko zmieniło się za sprawą powstania nowej spółki i przyjścia zespołu, na czele którego stanął Paweł Kowalczyk, były szef esportu w Ringier Axel Springer - Nie chcemy powielać utartych schematów. Nasza misja profesjonalizacji esportu w Polsce jest związana z szeroko pojętym mainstreamem. Nie chcemy odkryć koła na nowo, czerpiemy z najlepszych wzorców. Po prostu staramy się wchodzić tam, gdzie do tej pory esport się nie pojawiał. Chcemy rozwijać polski esport i powiedziałbym, niekiedy robimy rzeczy historyczne na skalę światową.

Jednym z przykładów absolutnie pionierskich działań PLE jest to, że po raz pierwszy w historii rozgrywek esportowych, nawet w skali światowej, transmisja z turnieju była prowadzona ze wsparciem tłumaczy języka migowego. Być może z jednej strony mało zaskakująca decyzja, z drugiej jednak liczba osób grających w gry z różnego rodzaju niepełnosprawnością, jest ogromna. Cichym bohaterem Polskiej Ligi Esportowej jest też Radosław Wójcik, który odpowiada za naszkicowanie i wdrażanie planu rozwoju PLE pod kątem komunikacji, public relations i marketingu. A nie ukrywajmy, PR Polskiej Ligi Esportowej zmienił się bezapelacyjnie na duży plus.

Kamil Rzeźnik i Radosław Wójcik Foto: Polska Liga Esportowa

Na tym zaskoczenia ze strony Polskiej Ligi Esportowej się nie kończą. W przeszłości bywało, że zawodnicy czy drużyny odpuszczały PLE ze względu na mniejszy prestiż czy niezbyt okazałe nagrody. Teraz PLE przebija bezpośrednią konkurencje nie tylko pod względem liczby zer na czeku dla zwycięskiej formacji, ale również jakością gratyfikacji dodatkowych. Weekend z Porsche Carrera czy wylot z Marcinem Gortatem na mecz NBA, to na pewno wyróżnienia, o które warto się starać.

Ta nagroda powędruje w ręce Janusza "snaxa" Pogorzelskiego Foto: Polska Liga Esportowa

Sukces buduje się od podstaw

Gdy spojrzymy na liczbę i nazwiska gwiazd na evencie finałowym, czy pierwszą transmisję w języku migowy, możemy dojść do wniosku, że działania PLE o ile nowatorskie, to mogą okazać się krótkoterminowe. Nic bardziej mylnego. - Mamy plan rozwoju na kilka lat. Wszystkiego nie da się zrobić w jednym czasie, tym bardziej, że epidemia nam nie pomagała - mówił Paweł Kowalczyk. Ten plan widać nieco bardziej, gdy spojrzymy na struktury PLE. Po pierwsze, w kadrze zarządzającej projektem mamy osoby w przeszłości mocno związane ze środowiskiem stricte esportowym, ale i takie, które choć ten świat dopiero poznają, mają bogatą wiedzę w kwestiach biznesowych.

Po drugie gry. Tak jak mówił Kowalczyk, PLE nie wymyśla koła na nowo. Postawiło na sprawdzone tytuły, które znają zapaleni gracz, ale i ci casualowi. Na otwarcie dostaliśmy rozgrywki CS:GO, później pojawiło się także F1 czy zmagania na wirtualnej murawie. Do tego ściągniętego potężnego partnera w postaci PZPN, a także nawiązano współpracę z markami długo inwestującymi w polski rynek esportowy tj. LOTTO, Red Bull czy Sokołów. Do grona partnerów wspierających projekt długoterminowo dołączył także eWinner. Popularne tytuły gier, potężni inwestorzy i sprawdzeni partnerzy. Polska Liga Esportowa na otwarcie ma wszystko, by myśleć o ekspansji produktu.

PLE funkcjonowało od 2017 roku, ale wraz z powstaniem Polskiej Ligi Esportowej S.A. w lipcu tego roku, ten szyld dostał nowej energii. Polska Liga Esportowa ma wszystko, by zrewolucjonizować i wprowadzić esport do mainstreamu. Na razie robi to małymi kroczkami, ale najważniejsze jest, że nie zadowala się drobnymi sukcesami.

Zobacz komentarze

Zobacz także

Lista artykułów

Rozwiń więcej