Gliniane filary Złotej Piątki - Jakub Paluch opowiada o największej organizacji w historii polskiego esportu (Część I)

PGS Foto: CS.pl;

NEO, TaZ, kuben, Loord, Luq – tych zawodników kojarzy każdy fan Counter-Strike'a na świecie. Niewielu jednak wie, że zaczynali w PGS Gaming. 120 osób tworzyło tę polską organizację. Z milionem unikalnych użytkowników na stronie i najlepszą drużyną Counter-Strike'a na świecie – to własnie pierwsza profesjonalna organizacja esprotowa w naszym kraju. Jak doszło do podpisania pierwszej umowy sponsorskiej w polskim e-sporcie? Dlaczego „Złota Piątka” odeszła do Meet Your Makers? Kto opowiada za rozłam PGS-u? W rozmowie z naszym portalem Jakub Paluch wspomina trudną historię PGS-u z perspektywy chłopaka, który zaczynał jako redaktor sceny Warcraft III, a doszedł do ścisłego zarządu drużyny i wraz z fnatic, NiP czy SK-Gaming decydował o rozwoju branży esportowej

Jesteś osobą, która odpowiada za sukces „Złotej piątki”?

Jakub Paluch: O kurczę, to będzie długa podróż. Nigdy nie przypisałbym sobie ich sukcesu. Może dołożyłem do tego niewielką cegiełkę. To były chałupnicze czasy. Graliśmy w “piwnicach” w gry komputerowe i niewiele to miało wspólnego z tym jak wygląda dzisiaj esport.  Kochaliśmy gry komputerowe i zastanawialiśmy się jaką przyszłość tworzymy. Nagle cała branża eksplodowała, a tylko niewielu tych pionierów doczekało obecnego stanu rzeczy. Złota PIątka przyczyniła się do popularyzacji esportu w Polsce.

Jak trafiłeś do PGS-u?

Jakub Paluch: W Polsce były dwie najlepsze drużyny Counter Strike’a tj. Arcy (m.in zibi, TaZ, luq) i SpecSter (neo, pitrek), które ze sobą rywalizowały. Mój kolega Philipp „Ryan” Kasprowicz mieszkał obok rodziny Kubskich (mowa o rodzinie neo) i kiedyś wpadł z nimi  na pomysł, aby połączyć te dwie formacje. Wówczas powstała drużyna Team ConneXion czyli w skrócie CNN, a potem ta nazwa ewoluowała, bo co roku zmienialiśmy sponsora. Ja trafiłem tam jako młody chłopak (ze strony ARCY) i byłem redaktorem, który początkowo tylko pisał o scenie Warcraft III The Frozen Throne.

Kiedy pojawił się Pentagram?

Jakub Paluch: To było 8 kwietnia 2004 roku. Nie pamiętam tych czasów aż tak dobrze, więcej na pewno wie Janusz “hayabusa” Kubski i wydaje mi się, że to on odpowiadał za nawiązanie z nimi pierwszego kontaktu. Oczywiście operuje pewnymi uproszczeniami. Ja byłem szarym pracownikiem, który stał gdzieś w 3 rzędzie. Podobno to było tak, że Janusz wysyłał prezentacje do różnych firm. Trafiła ona do ówczesnego Prezesa Zarządu Multimedia Vision, czyli firmy odpowiedzialnej za dystrybucję sprzętu Pentagram. Z tego co słyszałem, jego sekretarka zaprosiła na rozmowę nie tę osobę, co planowali. Kiedy Janusz pojawił się na spotkaniu, na tyle zainteresował Prezesa tym projektem, że ostatecznie Multimedia Vision i marka Pentagram (oraz inne które były w portfelu firmy) przeznaczyły swoje pieniądze na sponsorowanie naszej drużyny. Skutkiem tego było powstanie Team Pentagram (pierwsza zmiana nazwy) i drużyna która może pochwalić się długą historią sukcesów. To był pierwszy w Polsce kontrakt zawarty między drużyną esportową, a poważną firmą sponsorską. Tak jak pierwszy polski profesjonalny zawodnik esportowy to Krzysztof “Draco” Nalepka, który uzyskał w Korei licencje profesjonalnego gracza KESPA.

Ile wówczas osób liczyła wasza organizacja?

Jakub Paluch: Oj, strasznie dużo. Myślę, że wtedy było około 40-50 osób, a później dochodziło nawet do 120. Dlatego też otworzyliśmy fizyczne biuro w Warszawie. Obok siedziby SK Gaming i fnatic jedno z pierwszych.

Jaki był najbarziej udany moment w historii istnienia PGS-u?

Jakub Paluch: Ważnym punktem w rozwoju organizacji było pierwsze zwycięstwo w mistrzostwach świata World Cyber Games (WCG) w 2006 roku we Włoszech, ale chyba najjaśniejszy był rok 2007. Ależ to były emocje, cieszyliśmy się w sposób trudny do wyrażenia. Oglądanie meczów nie było tak komfortowe jak dzisiaj. Kilkaset osób siedziało na IRC i oglądało scorebota. Mieliśmy duży budżet (pomiędzy 100 a 200 tysięcy euro) i konkurowaliśmy z największymi organizacjami na świecie, takimi jak SK Gaming, fnatic, NiP, MIBR. Dzisiaj mogą to się wydawać śmieszne pieniądze, bo obecnie drużyny mają do dyspozycji o wiele większe zasoby. Wtedy jednak pozwalało nam to utrzymywać najlepszych zawodników CS’a na świecie i mieć jedną z ośmiu najlepszych drużyn Warcrafta, wybitnych graczy Need For Speed, Quake i FIFA. Dzisiaj turnieje pokrywają wszystkie koszty związane z przyjazdem zawodników. Wówczas, to my z własnej kieszeni musieliśmy opłacać hotele, bilety i diety.

Jak wyglądała twoja ścieżka kariery w PGS-ie?

Jakub Paluch: Zaczynałem jako redaktor i pomocnik managera drużyny Warcrafta. Mój przyjaciel Marcin „Darky” Sieczkowski, dziś koordynator sekcji esport Wisły Płock, był wówczas moim przełożonym. Kiedy odchodził Hayabusa, który uznał, że nie jest to jego droga (może po prostu miał dosyć użerania się z dzieciakami) i namaścił Philippa “ryana” Kasprowicza na swoje miejsce, i ja dość szybko awansowałem. Jeśli miałbym kogoś wyznaczyć na „ojca sukcesu” Złotej Piątki, to był to właśnie Philipp. To był przecinak, żyleta, niesamowita postać. Ja byłem młodym chłopakiem, którego pasjonowały gry, a ryan miał to wszystko w małym palcu. Kiedy drużyna Warcrafta awansował do WarCraft III Champions League Series (WC3L), gdzie grały najlepsze ekipy na świecie, to ja już byłem Głównym Managerem tej formacji, a tym samym znajdowałem się w ścisłym gronie, które w  PGS podejmowały decyzję. Czyli zarząd operacyjny PGS Gaming to Philipp Kasprowicz, Marcin Sieczkowski, Maciej Śliwiński (redaktor naczelny serwisu) i ja. Formalny to ludzie z MMV, ale to temat na inną opowieść.

Drużyna PGS i Philip "Ryan" Kasprowicz (w dolnym rzędzie pierwszy od prawej) Foto: SK-Gaming;

Z czego wynikał rozłam PGS-u?

Jakub Paluch: To jest strasznie trudny temat. Mówimy o czasach pionierów, w których esportu mogliśmy uczyć się jedynie na własnych błędach. Na pewno po części była to wina naszego braku kompetencji w kontekście zarządzania tak dużą firmą, trochę niejasnych relacji z ówczesnym zarządem MMV. Nie chcę się usprawiedliwiać, ale mieliśmy po 18-19 lat. Wówczas nikt nie myślał o start-upach, inwestycjach mogliśmy jedynie próbować przenosić mechanizmy z tradycyjnego biznesu do biznesu w Internecie. Drużyna utrzymywała się głównie ze sponsorów, no i my ich znajdowaliśmy. Do pewnego momentu udawało nam się robić duże transakcje, umożliwiających konkurowanie z najlepszymi organizacjami na świecie. Ta drużyna ostatecznie przeżyła sześć lat. Naszą konkurencją nie były wtedy Frag eXecutors (FX) czy BENQ.DLETA (DELTA), tylko SK-Gaming, fnatic, MIBR czy NiP. Patrząc na to dzisiaj, powiedziałbym, że “przeskalowaliśmy” tę firmę. 120 osób w firmie? Redaktorzy, managerowie, gracze. Wystarczyłoby 20. Nasza strona miała wówczas milion unikalnych użytkowników. Niestety chyba nie mieliśmy wówczas pomysłu i narzędzi do monetyzowania treści, które tworzyliśmy. Taka liczba unikalnych użytkowników, aktualizowana i ładnie wyglądająca strona, a my kompletnie tego nie wykorzystywaliśmy - nie mieliśmy pomysłu jak. Pamiętajmy, który jest rok. 2007 to w Polsce raczej użytkowanie portalu Nasza Klasa a nie Facebook. To jeszcze moment, w którym YouTube i inne narzędzia, które dzisiaj służą drużynom do monetyzowania same mają problem z mechanizmem zarobkowania. Nie było to popularne, Twitch pojawił się wiele lat później. Trzecim, a może najważniejszym problemem, który dostrzegam po latach było to, że co roku sprzedawaliśmy prawa do nazwy. CNN, Team Pentagram, Pentagram G-Shock,  PokerStrategy – strasznie tego dużo. Gwoździem do trumny, co chyba przyznał nawet Wiktor „TaZ” Wojtas, było “pozbycie się” przez nich rayana. Dla mnie niesamowite jest, że ludzie, którzy pamiętają dawne czasy, wspominają DELTĘ, FX, a niewielu pamięta PGS. Warto dzisiaj czerpać z tych doświadczeń. Esport przeszedł ogromną ewolucję.

Wiesz dlaczego? Bo ludzie, którzy pamiętają już dawne lata, świadomość e-sportową nabierali na przełomie 2010-2011 roku. Nawet jeśli grali w gry, to nie śledzili tego od strony biznesowej.

Jakub Paluch: Słusznie, przyznam ci rację, bo Universal Soldiers budowałem w 2010 roku i faktycznie ludzie częściej wspominają US niż PGS, którego zawodnicy zdobyli multum medali mistrzostw świata i Europy  I to nie tylko w CS’ie. Wiadomo, najbardziej znaną naszą drużyną była dywizja CS’a, ale mieliśmy także świetnych zawodników Warcrafta czy FIFY. Kapitalnie wspominam FX i DELTA. Adam Witkowski, Bogdan Skorupka, to super ludzie. Wydaje mi się jednak, że PGS był znacznie wyżej.

Jakub Paluch (w środku) w towarzystwie Piotra Lipskiego i Maximiliana Kieturakisa Foto: Materiały prasowe

No i potem pojawił się MYM…

Jakub Paluch: Było wówczas takie stowarzyszenie G7 – międzynarodowy związek drużyn esportowych – gdzie debatowały największe organizacje na świecie. My jako jedyna polska drużyna siedzieliśmy przy tym stole. Pamiętam, że wówczas mieliśmy obawy dokąd zmierza esport. To właśnie wtedy pojawiła się drużyna Meet Your Makers (MYM). Dysponowali budżetem w wysokości miliona euro i to było dziesięć lat temu (tak mówiły plotki). To było prawie 5-10 razy więcej niż mieliśmy w PGS. Zaczęli skupować wszystkich najlepszych zawodników na świecie. Pierwszym ich nabytkiem był koreański zawodnik Warcrafta spirit_moon. Dostał wtedy pensję 10 tysięcy dolarów miesięcznie + całą pulę nagród z turniejów. Dziś pensja na poziomie 10 tys. dolarów nie robi na nikim wrażenia, ale wtedy to był kosmos. Zawodnicy w Polsce dostawali po 500 złotych. My wtedy po prostu pasjonowaliśmy się grami, esportem a nie biznesem. Dotarliśmy do przysłowiowego muru. Wyobraź sobie, że 15 lat temu mama przychodzi do mnie do pokoju, a ja jej mówię, że zajmuję się firmą związaną z grami komputerowymi. Wyobraź sobie jej oczy, kiedy dzwonią do mnie chłopaki ze Złotej Piątki i mówią „Kuba, nie działa nam karta kredytowa. Jesteśmy na Brooklynie, nie mamy gdzie spać, jutro gramy turniej. Pomóż.”- a z drugiej strony krzyczy mama – „Jutro szkoła, idź spać, zostaw te gierki”.

Z tego co mówisz wynika, że mieliście dobre relacje z chłopakami ze Złotej Piątki, ale jednak odeszli.

Jakub Paluch: No tak. Po Złotą Piątkę zgłosił się MYM. Nasze stosunki wtedy trochę się ochłodziły. Ja pamiętam, że nawet wyrównaliśmy ofertę Duńczyków, ale nic to nie dało. Myśleli, że tam im będzie lepiej, tak też rozpoczęła się ich tułaczka po organizacjach. AGAIN to nie jest przypadkowa nazwa. Chłopaki wygrali eliminacje do ESWC 2007 i stali na scenie pokazując na palcach „MYM”. Ryan uznał, że bez chłopaków on nie chce dalej uczestniczyć w rozwijaniu PGS-u, bo nie robił tego dla pieniędzy. Przekazał zarządzanie darky’emu, a ja zostałem wówczas jego prawą ręką i drugą najważniejszą osobą w organizacji.  Ostatecznie pozbawieni CS’a, mieliśmy wchłonąć drużynę WILDA (czyli drugą sponsorowaną przez Multimedia Vision), ale tak naprawdę to WILDA wchłonęła nas. Nagle pojawili się ludzie, którzy chcieli nami kierować. Kompletnie mi się to nie podobało, że właściciele z małej organizacji chcą nas uczyć, jak prowadzić nasz projekt. Efekty tej nauki każdy widział, prawdziwe intencje wyszły na powierzchnię. Trochę mi wstyd za D-Link PGS i wszystko, co się wydarzyło wokół tej drużyny.

"Złota Piątka" po dołączeniu do Meet Your Makers Foto: SK-Gaming;

Potem była przygoda w Universal Soldiers.

Jakub Paluch: Miałem zadrę w sercu. Opinia publiczna, wróć... koledzy na forum (śmiech) pisali, że do niczego się nie nadajemy, że PGS to łut szczęścia, że prowadzenie takiego projektu było proste ze “Złotą Piątką” itd. Przez blisko rok pracowałem dla ESL Polska. Ostatecznie namówiłem wtedy Darkiego, abyśmy zbudowali drużynę od podstaw i udowodnili naszą wartość. Tak zaangażowaliśmy się w Universal Soldiers, z charakterystycznym orłem jako identyfikacją wizualną. Łukasz Maciąg tworzył sobie małą drużynę, z ciekawą społecznością. Szybko pozyskaliśmy potężnego sponsora firmę Media-Tech. Zarządzałem tą drużyną i równocześnie kończyłem prawo. Universal Soldiers zaczynało dominować polską scenę esportową.

Złota Piątka wróciła później do polskiej organizacji.

Jakub Paluch: To prawda. Po rozstaniu z ESC Gaming, chłopaki szukali nowego klubu i ostatecznie zagrali w Universal Soldiers. Zobacz, kto poza nimi reprezentował barwy Universal Soldiers: Szpero, Innocent, destru, MICHU, dArk i wielu innych. Naprawdę potrafiliśmy wtedy wyszukiwać zawodników.

Jakub Paluch Foto: Materiały prasowe

Jednak ty zdecydowałeś się wtedy na inną drogę.

Jakub Paluch: Dostawałem propozycje z kancelarii adwokackich, a w tamtych czasach otrzymać taką ofertę było bardzo ciężko. Uznałem, że nadszedł czas by realizować się na nowych polach. Podjąłem pracę we wrocławskich kancelariach adwokackich, a ostatecznie stworzyłem podwaliny własnej. Broniłem w sprawach karnych i obsługiwałem przedsiębiorców.

Ale jak widać wróciłeś do esportu.

Jakub Paluch: Bardzo chciałem wrócić, ale z drugiej strony miałem ciepłą posadkę w kancelarii adwokackiej, perspektywy rozwoju i dobre zarobki. Pewnego dnia Piotrek Lipski poznał mnie z Viktorem Wanli i Tomkiem Wnukowskim, którzy opowiedzieli mi o projekcie „ELIGA”. Przyszedłem do domu i powiedziałem dziewczynie „Słuchaj, dokonam zmiany”. Czułem, że mam tutaj jeszcze coś do zrobienia.

Zobacz komentarze