Początek nowej ery w Bayernie. Bez Hoenessa, ale z esportem

Allianz Arena Foto: AFP

Trudna relacja Bayern Monachium z esportem wreszcie może doczekać się ostatecznego rozstrzygnięcia. Inwestycjom bawarskiego klubu w sporty elektroniczne sprzeciwiał się wieloletni prezes – Uli Hoeness – który przez lata stał za sterami i budował potęgę klubu, stawiając na rynek lokalne i sprawdzone, tradycyjne wartości. Teraz wszystko może się zmienić, ponieważ po 40 latach prezes Bayernu ustąpił ze stanowiska.

Status związku: To skomplikowane

W większości sitcomów mamy do czynienia z dwójką bohaterów, którzy ewidentnie coś do siebie czują, jednak z różnych powodów ich związek nie może dojść do skutku. Ross i Rachel w "Przyjaciołach", Ted i Robin w "Jak poznałem waszą matkę" oraz Bayern i sport elektroniczny. W ostatnim przypadku przeszkoda przez lata była jedna. Uli Hoeness.

Uli Hoeness Foto: AFP

Półtora roku temu obszernie opisywaliśmy skomplikowaną relację między prezesem Bayernu a esportem. Wtedy Hoeness zablokował inwestycję klubu, który chciał przeznaczyć 5 mln euro na drużyny League of Legends, DotA 2 i sekcję Fortnite.

„Teraz Hoeness chce pokazać, że Bayern to wyłącznie sport, a konsole i gry nie pasują do profilu tak ważnego klubu. W ten sposób pogrzebał plany wielu osób, pracujących nad projektem od dawna. Nie chciano po prostu wykupować gwiazd lub innej drużyny, a stworzyć całą akademię. On wygra tę walkę, nie ulegnie presji innych klubów Bundesligi, choć niemal wszystkie mają już swoje zespoły. To dziwne, bo mecz w League of Legends potrafi oglądać nawet 50 mln ludzi jednocześnie” – pisał wtedy „Bild”.

Światełko w tunelu

Pierwsze sygnały, że coś w tej sytuacji może się zmienić, pojawiły się w lutym bieżącego roku. Podczas konferencji SPOBIS w Dusseldorfie Karl-Heinz Rummenigge, prezes rady nadzorczej Bayernu, powiedział, że klub przyjął bardziej aktywne stanowisko w sprawie esportu i przeprowadził analizy, które wkrótce miały zostać omówione na spotkaniu zarządu.

To był dobry znak. Na drodze inwestycji po raz kolejny najprawdopodobniej stanął jednak Uli Hoeness, który na tej samej konferencji powiedział: Bayern jest zainteresowany esportem. Nie podoba mi się to, ale jestem w mniejszości.

Uli Hoeness i Karl-Heinz Rummenigge Foto: Materiały prasowe

Hoeness z wozu, esportowi lżej

Listopad może być przełomem w relacji Bayernu z esportem. Po 40 latach za sterami klubu (z małą przerwą na odsiadkę w więzieniu) Uli Hoeness zrezygnował z funkcji prezesa. Teraz najważniejszymi osobami giganta z Monachium będą Karl-Heinz Rummenigge i Herbert Hainer, były prezes Adidasa, który zastąpił Hoenessa na stanowisku.

Bez głównego hamulcowego na pokładzie nowy "dynamiczny duet" nie potrzebował dużo czasu, by poruszyć temat esportu – tym razem podchodząc do niego już tylko optymistycznie.

– Czekają nas jeszcze finalne rozmowy wewnątrz klubu, ale jeśli mam wskazywać teraz, najbliżej będzie nam do tytułów esportowych związanych z tradycyjnym sportem. Na razie chcemy zebrać doświadczenie w branży, ale decyzję podejmiemy niedługo – zapowiedział Rummenigge.

Wygląda na to, że plany o inwestycji w LoL-a, Dotę i Fortnite'a nie odeszły w niepamięć, ale nie będą priorytetem w najbliższej przyszłości dla niemieckiego klubu. Trudno się temu dziwić. W tych tytułach niemieckich klubów albo nie ma, albo ich wyniki są wyjątkowo nieregularne (Schalke w League of Legends). Z kolei w grach sportowych takich jak FIFA są już zorganizowane rozgrywki dla niemieckich klubów (eBundesliga) wspierane przez EA, a aktualny mistrz świata wygrał tytuł w barwach Werderu Brema.

Teraz albo nigdy

Lepszego momentu na inwestycję w esport może już nie być. Branża rozwija się bardzo dynamicznie. Wystarczy przypomnieć, że rok temu nie mieliśmy jeszcze franczyzy w europejskich rozgrywkach League of Legends. Teraz Bayern musiałby wykupić miejsce przy stole za dużo więcej niż 5 mln euro, które planował przeznaczyć na sekcję esportową w 2018 roku.

Jeśli włodarze ze stolicy Bawarii będą zwlekać, świat esportu może im odjechać, podobnie jak realia rynku transferowego w futbolu. I nie da się tego nadrobić marką klubu, ponieważ w wirtualnych zmaganiach ona po prostu nie istnieje.

Zobacz komentarze