"Setki osób z dnia na dzień straciły pracę". Tak Blizzard uśmiercił esport w Heroes of the Storm [MAGAZYN ESPORTMANII]

"Ciągle się zmieniamy i ewoluujemy. Nie tylko nasze gry, ale też sposób w jaki je rozwijamy i wspieramy. Ewolucja jest niezbędna byśmy dalej mogli robić to, co kochamy, czyli tworzyć wspaniałe gry. To jest ten czynnik, który sprawia, że Blizzard jest Blizzardem". Słowa te napisali blisko rok temu J. Allen Brack i Ray Gresko czyli prezes i członek zarządu Blizzarda w poście, który uśmiercił całą esportową scenę Heroes of the Storm.

Dobre złego początki

Heroes of the Storm to gra typu MOBA wydana przez Blizzard Entertainment w czerwcu 2015 roku. Po sukcesie innych tytułów z tego gatunku jak League of Legends czy DotA 2 wydanych przez Riot Games i Valve również Blizzard spróbował swoich sił w tej dziedzinie. Wszystko wskazywało na to, że będzie to wielki sukces. Wystarczy spojrzeć tylko na reakcję fanów, gdy oglądali trailer na BlizzConie – corocznym konwencie organizowanym przez dewelopera, na który zjeżdżają fani z całego świata.

Gra mogła liczyć na pełne wsparcie dewelopera, który w komunikacie prasowym z połowy maja 2015 roku (około 2 tygodnie przed premierą gry) już zapowiedział mistrzostwa świata i plany zorganizowania profesjonalnej sceny.

– Jesteśmy podekscytowani rozpoczęciem cyklu turniejów Heroes of the Storm i nie możemy się doczekać, by zobaczyć najlepsze drużyny na polu walki. Dzięki trwającym już mistrzostwom świata w StarCrafta II, zawodom World of Warcraft Arena, oficjalnym rozgrywkom w Hearthstone, a teraz także w Heroes of the Storm, rok 2015 zapowiada się niezwykle emocjonująco dla fanów e-sportu – wciąż możemy przeczytać wypowiedź Mike'a Morhaimea, prezes zarządu i współzałożyciela Blizzard Entertainment w komunikacie.

Heroes of the Storm od razu po premierze cieszyło się dużym zainteresowaniem. Tytuł zdobył sporo nagrówd m.in: "Best Competitive Multiplayer" oraz "Best MOBA" przyznawane przez miesięcznik Game Informer. Co więcej, Blizzard zorganizowało również zawody "Heroes of the Dorm", w których gracze mogli wygrać ponad pół miliona dolarów na swoje pokrycie kosztów edukacji, a rozgrywki pokazywała stacja ESPN. Do tego doszedł cykl turniejów wchodzących w mistrzostwa świata, których kulminacja miała miejsce na podczas BlizzConu 2015.

Wszystko zapowiadało się świetnie. Do czasu gdy nagle, bez ostrzeżenia Blizzard wyciągnął wtyczkę, zamykając całą esportową scenę Heroes of the Storm i pozostawiając setki osób bez pracy.

Cisza przed burzą

Ostateczny cios dla HotS przyszedł 13 grudnia 2018 roku. Jednak jeszcze miesiąc wcześniej nic nie wskazywało na to, że setki graczy i komentatorów stracą pracę, a cała ekspertyza, którą przez lata zdobywali, stanie się bezużyteczna jeszcze przed wigilią.

Jak co roku w listopadzie odbył się Blizzcon, na którym zobaczyliśmy finały Heroes Global Championship (HGC). W decydującym starciu Gen.G pokonało Dignitas, zgarnęło pół miliona dolarów nagrody i wysunęło swoją kandydaturę na najlepszy zespół w czteroletniej historii sceny.

To był koniec kolejnego sezonu organizowanych przez Blizzard rozgrywek. Wszystko uległo resetowi, a gracze i organizacje po krótkich urlopach wróciły do swoich zwyczajowych zadań czyli budowania zespołów i dopytywania Blizzarda jak będzie wyglądał kolejny sezon HGC. Tym razem odpowiedzi nie nadchodziły lub po prostu zbywały petentów nie udzielając żadnych informacji. Coś wisiało w powietrzu.

Wtedy nie było wiadomo nic. Organizacje nie otrzymywały żadnych informacji od dewelopera i działały w ciemno wiedząc jednak, że coś jest nie w porządku. Teraz dopiero otrzymujemy przecieki jak wyglądała sytuacja po drugiej stronie barykady. Byli i obecni pracownicy Blizzarda anonimowo zgadzają się opowiedzieć o tym, jak uśmiercono esportową scenę Heroes of the Storm i jak wyglądała sytuacja w firmie.

– Miałem znajomego w departamencie esportowym i cały czas próbowałem się od niego dowiedzieć co się dzieje. Mówiłem mu, że sytuacja jest bardzo zła i gracze się denerwują, a ja nie wiem co im odpowiedzieć. Próbowałem wywrzeć na nich presję, żeby zrozumieli, że muszą z nami rozmawiać, bo my nie wiemy co powiedzieć, a coś trzeba – powiedziało jedno z anonimowych źródeł Inven Global.

Ogłoszenie

Wyrok śmierci nadszedł 13 grudnia, a setki osób straciły pracę. W poście na stronie dewelopera J. Allen Brack i Ray Gresko w 424 słowach zakończyli istnienie HGC.

Powiedzieć, że o całym przedsięwzięciu nie wiedział nikt, to za dużo. Ludzie wiedzieli, co się szykuje, ale nie mogli nic zrobić. Blizzard kazał podpisać NDA (umowę o zachowani poufności z ang. non-disclosure agreement). Jak donosił wtedy Richard Lewis, część pracowników pracujących nad grą została przeniesiona do innych działów w połowie roku, a esportowa część zespołu HotS dowiedziała się o wszystkim na kilka dni przed ogłoszeniem decyzji o zakończeniu wsparcia dla Heroes of the Storm.

Czarna owca w rodzinie

– Szczerze, sposób w jaki operowała gra był niemożliwy do utrzymania na dłuższą metę. Nie nadążaliśmy z produkcją treści. Osoby pracujące przy HotS cały czas byli zawaleni pracą i strasznie zestresowani. Inne tytuły mają jeden duży patch raz na trzy miesiące, więc mogą się trochę poobijać w pracy i pograć w gry. Ale nie zespół HotS. Oni cały czas pracowali, często decydując się na nadgodziny, by gra działała i żyła – powiedziało jedno ze źródeł Inven Global.

Heroes of the Storm już od jakiegoś czasu było spychane na margines. Próżno szukać tytułu w kwartalnych raportach finansowych Activision Blizzard. W dokumentach gra nie istniała. Tajemnicą nie jest, że dużych zysków HotS nie przynosiło, a dodatkowe finansowanie profesjonalnych rozgrywek było wyrzucaniem pieniędzy w błoto.

– Jeśli esport w HotS nie przynosił takich zysków jakich oczekiwano to po co go utrzymywać? Z perspektywy czasu mogę powiedzieć to samo o mojej pracy. "Mamy 800 pracowników, których technicznie możemy się pozbyć, bo ich zadania możemy zlecić komuś innemu i zaoszczędzić trochę pieniędzy". Mogli to zrobić, więc tak się stało – powiedział były pracownik Blizzarda Inven Global.

Wszystko przez Diablo 4?

Blizzcon 2018 był fatalny dla Blizzarda. Głównie za sprawą ogłoszenia Diablo: Immortal oraz pamiętnego pytania "gościa w czerwonej koszulce" czy ten tytuł to żart na prima aprilis oraz odpowiedzi deweloperów na niezadowolenie publiczności pytaniem czy nie mają telefonów, żeby zagrać w Diablo: Immortal.

Jak się okazuje, chcąc zadowolić wściekłych fanów serii, Blizzard postanowiło przyspieszyć pracę nad Diablo 4 tak, by tytuł był gotowy do zapowiedzi w 2019 roku. Skąd jednak wziąć tylu doświadczonych deweloperów? Oczywiście z zespołu HotS.

– W tamtym momencie wiele projektów potrzebowało dodatkowej pomocy. Diablo 4 szczególnie, zwłaszcza jeśli miało być gotowe na BlizzCon 2019. Szczerze, większość deweloperów z zespołu HotS została przydzielona do pracy nad Diablo – zdradziło jedno ze źródeł Inven.

– Wydaje mi się, że pracownicy mieli coś do powiedzenia w kwestii gdzie zostaną przeniesieni. Jednak głownie przebiegało to tak, że "ty się tym zajmowałeś, gra potrzebuje takiego wsparcia, więc będziesz nad nią pracował". Wiem, że niektórzy trafili do tytułów, o których nie mieli pojęcia i nigdy w nie nie grali – dodał inny były pracownik Blizzarda.

Pokłosie

Ostatecznie Heroes of the Storm dalej funkcjonuje. Gra cały czas dostaje nowe porcje contentu tylko wolniej. Niedługo swoją premierę ma mieć Deathwing czyli bohater, którego społeczność domaga się już od długiego czasu.

Życie toczy się dalej, ale niesmak pozostał. Nie chodzi tu o decyzję, by zakończyć wsparcie dla gry. Chodzi o to, w jaki sposób deweloper do tego podszedł. Blizzard z dnia na dzień zlikwidował kilkaset miejsc pracy i nie komunikował się z graczami, organizacjami i zatrudnianymi przez siebie pracownikami oraz komentatorami. Zabrakło ludzkiej przyzwoitości i życzliwości, bo można było to wszystko zrobić lepiej.

Tematy

Blizzard

Heroes of the Storm

Zobacz komentarze

Zobacz także

Lista artykułów

Rozwiń więcej