"W Polsce niektórzy są w stanie spokojnie utrzymać się z World of Tanks"

Grał przeciwko czołowym zawodnikom na świecie w barwach zagranicznych organizacji i jeździł czołgiem w Chinach, Rosji oraz USA - oczywiście tym wirtualnym. Teraz gra w najlepszym europejskim klanie. Michał „vale” Radecki w rozmowie z naszym portalem zdradza czy z World of Tanks da się żyć, o zamieszaniu związanym z zakończeniem czołgowego esportu i o tym, czy grając z WoT można stworzyć wierny fanbase.

Patryk Stec: Polski esport to tak naprawdę dwa plemiona – Counter Strike i League of Legends. Poza tym funkcjonują inne gry, ale mało kto bierze pod uwagę WoT. Dlaczego zacząłeś jeździć czołgiem? Co Ciebie przyciągnęło?

Michał „vale” Radecki: Grać zacząłem we wrześniu 2012 roku po namowie kolegi z pracy, jednak o World of Tanks usłyszałem i zainteresowałem się już wcześniej. Wtedy czołgi były tytułem praktycznie jedynym w swoim rodzaju, ani to klasyczna strzelanka, ani klasyczne MMO, koncepcja była dość ciekawa. Poza tym intuicyjne sterowanie, dość złożone mechaniki penetracji, kamuflażu. Gra w stylu easy to play, hard to master, czyli coś co lubię jako osoba od zawsze nastawiona na rywalizację.

W Polsce jest chyba niewielu wirtualnych czołgistów. Jak wygląda ta scena w naszym kraju?

Nie tak niewielu jak mogłoby się wydawać po popularności sceny competitive czy liczba widzów na platformach streamingowych, ale do tej pory w Polsce stworzono niecałe 8 milionów kont Wargaming (czyli do różnych tytułów, World of Tanks, Warplanes, Warships, Pagan Online itd. – przyp. red.), zdecydowana większość z tych kont to konta stworzone do gry w WoT'a. To prawie 20% populacji naszego kraju. Graczy mamy zatem całe mnóstwo, a co za tym idzie ilość naprawdę dobrych, topowych graczy w Europie. Ilość klanów składających się tylko z Polaków w serwerowej czołówce cały czas góruje nad klanami innych narodowości, a także wielu rodzimych czołgistów gra w najlepszych klanach międzynarodowych.

Grając w WoTa da się zbudować duży fanbase?

Najpopularniejszy polski streamer ma na YouTube 240 tys. subskrybentów i 42 tys. obserwujących na Twitchu. Nie jestem w stanie powiedzieć czy to dużo czy mało. Najpopularniejsi streamerzy WoTa średnio są w stanie osiągnąć 3-4 tysiące widzów. Zdecydowanie lepsze wyniki osiągają rosyjskojęzyczni twórcy, ale region ten jest kilkukrotnie większy pod względem użytkowników od reszty Europy.

Grałeś w zagranicznym klanie, jeździłeś na rozgrywki offline na całym świecie i nagle „boom” – koniec esportu w World of Tanks. Jak do tego doszło?

Na początku może rozróżnijmy pojęcia klanu i drużyny esportowej. Klany są dostępne dla każdego gracza z poziomu gry, mieszczą do 100 graczy i toczą zmagania w potyczkach, wojnach klanów na mapie globalnej (wirtualne terytoria, których zajmowanie w czasie przynosi zysk w wirtualnej walucie gry - złocie) oraz kampaniach, specjalnych wydarzeniach na mapie globalnej o o wiele większe nagrody, w tym specjalne czołgi, kamuflaże i duże ilości specjalnych walut. Drużyny esportowe organizowały się wokół nieistniejącej już Wargaming.net League oraz turniejów w formacie esportowym 7v7 np. na platformie ESL czy FACEIT. WGL podzielona była na 3 ligi, brązową, dostępną dla wszystkich zainteresowanych drużyn, srebrną z ograniczoną liczbą miejsc i nagrodami pieniężnymi dla najlepszych oraz najwyższą, złotą, z regularnymi transmisjami, finałami offline i sporymi nagrodami.

Brzmi to ciekawie, a jednak mimo to WoT jako esport wyraźnie podupadł.

Według mnie największym problemem czołgowego esportu była rozdzielność trybu esportowego (7v7 w trybie ataku/obrony z dwiema bazami obrońcy) z trybami dostępnymi dla casualowych graczy (15v15 w trybie standardowym, czyli każda drużyna posiadała swoją bazę, której musiała bronić przed przejęciem). W grze istniał tryb bitew drużynowych w formacie esportowym, lecz nie był zbyt popularny i niedawno został całkowicie usunięty. Łatwo można więc wywnioskować, że typowy odbiorca mógł nie rozumieć co dzieje się na ekranie, nie utożsamiał się z zawodnikami, gdyż podczas swojej rozgrywki miał zupełnie inne cele. Tak jak w CS:GO czy League of Legends od samego początku zabawy gracz przeżywa to samo, co profesjonalny zawodnik, którego wcześniej oglądał na streamie tak w WoT mógłby być nieco zagubiony.

Kolejna rzecz to konieczność odkrycia poszczególnych czołgów odpowiedniego poziomu, co jeszcze wydłuża drogę początkującego gracza do utożsamienia się z zawodowcami. Tak jak w LoLu mamy dostęp do niektórych postaci od początku czy w CS:GO kupujemy kałacha i możemy zacząć grać, tak tutaj musimy grindować kilka miesięcy zanim zdobędziemy czołgi, których używają zawodnicy ligowi. Jest to więc gra w którą starano się ten esport na siłę wkomponować, co jak teraz widzimy się nie udało. Wargaming inwestował w organizację Wargaming.net League sporo pieniędzy, a nie był zadowolony z efektów, czyli oglądalności ligi.

Dość zaskakujące jednak było jak Wam – profesjonalnym graczom – ogłoszono zakończenie wspierania gry jako tytułu esportowego.

W pewnym momencie reprezentanci wszystkich regionów zostali zaproszeni na Szczyt Esportowy World of Tanks do Nikozji na Cyprze. Trzech graczy z każdego regionu (Europy, Wspólnoty Niepodległych Państw, Ameryki Północnej, Azji oraz Australii) uczestniczyło w prezentacji planu Wargamingu na dalszy esport oraz miało przedstawić swoje pomysły na poprawę sytuacji sceny. Jako jednemu z uczestników tego szczytu wydawało mi się, że pomysły tam przedstawione ustabilizują w końcu sytuację i wprowadzone w życie znacznie poprawią oglądalność WGL, niestety niedługo po tym ogłoszono turniej wieńczący, jak się okazało, ostatni sezon ligi o dość wymownej nazwie The Final Battle. Kolejny sezon według planów miał zacząć się w lutym 2018, lecz w styczniu drużyny zostały poinformowane, że ów sezon się nie odbędzie i nie ma planów na kontynuację esportu w dotychczasowej formie. Słabe posunięcie zważywszy na to, że niektórzy utrzymywali się z tej gry.

World of Tanks Foto: Materiały prasowe

Czyli z gry w World of Tanks da się wyżyć?

W Rosji - na pewno wielu streamerów żyje na całkiem dobrym poziomie, w Polsce niektórzy popularniejsi streamerzy również są w stanie na spokojnie się z tego utrzymać. Na Zachodzie, gdzie koszty życia są wyższe, ludzi utrzymujących się z tworzenia contentu jest garstka. teraz praktycznie jedynym stabilnym źródłem przychodu jest YouTube lub Twitch, z samych nagród turniejowych aktualnie nie ma żadnych szans na utrzymanie się w jakimkolwiek kraju w Europie.

Jak wyglądały takie zawody w Pekinie czy Moskwie? Organizacja inwestująca w World of Tanks działała równie profesjonalnie, jak te, które znamy ze sceny LoL, CS:GO czy DOTA?

Tak, organizacja wyjazdów na LANy była zawsze na najwyższym poziomie. Opłacone przeloty, zakwaterowanie w luksusowych hotelach , wyżywienie, tłumacze, opiekunowie to był standard. Po każdym większym turnieju afterparty z rozmachem. Każdy wyjazd wspominam z utęsknieniem.

Czy osoba grająca w WoTa może z łatwością przerzucić się na inną grę? Czy czołgi są podobne do jakiegoś esportowego tytułu?

Wydaje mi się, że nie. WoT jest bardzo taktyczny, tu nie da się po prostu wybiec zza rogu i strzelić kilku headshotów. Tutaj o wiele bardziej liczy się pozycja względem przeciwnika, kontrola mapy poprzez wizję i szybkie reakcje na to co się dzieje na mapie. Celowanie to głównie śledzenie, czyli powolne, ale płynne poruszanie myszą, typowe "flicki" to rzadkość, gdyż jesteśmy ograniczeni przez prędkość obrotu wieży z działem oraz przez okrąg celownika, który przy gwałtownym ruchu kadłuba czy wieży znacznie nam się rozszerza i trzeba nieco poczekać, aż się "skupi". Naprawdę trudno mi porównać gameplay czołgów do jakiegokolwiek innego znanego mi tytułu esportowego. Jako ciekawostkę mogę zdradzić, że jeden ze znanych mi rosyjskich byłych graczy czołgów, ceh9, przerzucił się z powodzeniem na PUBG - jest kapitanem dywizji w organizacji NaVi, a inny były zawodnik ze sceny europejskiej dość szybko opuścił czołgowy esport i przeniósł się na scenę Hearthstone'a i jest jednym z czołowych zawodników w Europie i na świecie - Bunnyhoppor.

W ostatnim czasie coraz większe znaczenie mają gry mobilne. Nie myślałeś, aby przerzucić się na mobilki albo zagrać w Polskiej Lidze Mobilnej w WoT Blitz?

Grałem nieco w Blitza i szło mi całkiem nieźle, ale dla mnie już chyba za późno na przekwalifikowanie się w tym obszarze i trenowanie na tablecie czy smartfonie. Jako ciekawostkę dodam, że będąc w Nowym Jorku na turnieju Continental Rumble byłem świadkiem chyba pierwszego turnieju offline w WoT Blitz i powiem szczerze, śmieszył mnie widok ludzi grających naprzeciwko siebie na tabletach... ale przestał mnie śmieszyć niedawno, jak dowiedziałem się o organizacji turnieju WoT Blitz Twister Cup z pulą nagród sięgającą 100 tys. dolarów.

Czy zobaczymy Ciebie jeszcze „w czołgu” na zawodowej scenie? Pamiętam, że kiedyś oglądałem stream z rozgrywek, w których grałeś. Wtedy sporo Polaków trzymało za Ciebie kciuki.

Jak najbardziej, regularnie gram w najlepszym europejskim klanie złożonym głównie z byłych zawodowców. Aktualnie scena competitive skupia się właśnie wokół klanów. Raz, dwa razy do roku mają miejsce turnieje o ciekawe nagrody rzeczowe i pieniężne, również o wyjazdy na LANy. W grudniu 2018 roku po zwycięstwie w europejskiej edycji takiego turnieju zostaliśmy zaproszeni do Moskwy, aby zmierzyć się ze zwycięzcą z serwera rosyjskojęzycznego. Był to chyba pierwszy LAN 15v15 w historii i na szczęście udało nam się pokonać gospodarzy i zostać praktycznie najlepszą drużyną na świecie.

Zobacz komentarze

Zobacz także

Lista artykułów

Rozwiń więcej