Tak przyciągają rekrutów: Służymy w lotnictwie, piechocie... ale łączy nas jedna pasja - gry

US Army Foto: Unsplash / Materiały prasowe

W 2003 Christopher Jones zapisał się do armii. Do koszar oprócz twardego charakteru zabrał Playstation 2, Gamecube oraz Xboxa, aby mógł wolny czas umilać sobie graniem. Po 16 latach wciąż jest w armii, jednak gry nie są już dla niego tylko rozrywką - stały się jego pracą.

Jones jest częścią niezwykłej, nawet jak na XXI wiek jednostki wojskowej - drużyny esportowej. Sierżant pierwszego stopnia ma pod sobą 16 wiernych żołnierzy, którzy prawdziwe bronie zamienili na te wirtualne.

Celem jednostki jest zachęcanie młodych ludzi do zaciągnięcia się do wojska. Jones chce przekonywać graczy w wieku od 17-35, że mają bardzo dużo wspólnego z żołnierzami. - Pokazujemy żołnierza bez munduru. Kochamy grać jak wszyscy inni. Różnica polega na tym, że wykonujemy inne zawody. Należymy do armii. Służymy w lotnictwie, piechocie, wszystkich możliwych strukturach armii, ale wciąż łączy nas jedna pasja - gry - mówi.

Drużyna będzie w pełni sprawna 1 października. Gracze z armii specjalizują się w takich grach jak Call of Duty, League of Legends oraz Fortnite. Zawodników z drużyny Jonesa można było spotkać w marcu na PAX East w Bostonie. Zainteresowanie teamem wojskowym było ogromne, a gracze ustawiali się w ogromne kolejki, aby się z nimi zmierzyć.

- Wszyscy byli pod wrażeniem tego, jak wysoki poziom prezentują nasi zawodnicy, szczególnie po tym, jak pokonywali prawie każdego przeciwnika - mówi Jones.

W wieku 34 lat Jones, który był już osobą odpowiedzialną za nabór do wojska, zajmował się w mieście Hammond organizacją turnieju w grze "Street Fighter", na charytatywnej imprezie organizowanej przez wojsko USA. Ze względu na swoją pasję został zatrudniony jako komentator wydarzenia. Impreza była sukcesem do tego stopnia, że Generał Frank Muth odpowiedzialny z nabór do wojska, stwierdził, że esport może być świetnym narzędziem rekrutacyjnym. Dzięki temu Jones został wyznaczony do nadzoru nad programem.

Ze swojego własnego doświadczenia Jones potwierdza, że to świetny pomysł. - Gdy tylko mówię o swoim hobby, wszyscy są zdziwieni - Wow! Armia pozwala Wam grać w gry video? Jest bardzo dużo błędnych stereotypów, które można ukruszyć dzięki takim rozmowom".

Armia nie jest jednak jedyną ofiarą mylnego postrzegania. Wielu fanów gier przyporządkowanych jest do stereotypu niewysportowanych nerdów. - Jeden z uczestników naszej drużyny jest równocześnie członkiem sił specjalnych. Mało tego, zanim wstąpił do armii był półprofesjonalnym graczem - mówi Jones. - Rynek esportu sięga już wartości rzędu miliarda dolarów. Jest już bardzo rozwinięty w Azji i Europie, a w USA naprawdę zaczyna się rozpędzać. To niesamowite - kończy żołnierz.

Materiał przygotowany na podstawie artykułu ze strony stripes.com

Źródło: Materiały własne

Zobacz komentarze