Statek pod banderą Virtus.Pro idzie na dno. Snax był idolem i wzorcem...

Po czterech latach Janusz „snax” Pogorzelski odchodzi z zespołu Virtus.Pro. 24-latek opuszcza tonący statek, który nieuchronnie zmierza na dno. Czy istnieje sposób by powstrzymać tę lawinę niefortunnych zdarzeń?

To co wydarzyło się wczoraj, zaskoczyło nawet największych sceptyków. Odejście Snaxa z Virtus.Pro do mousesports, to jakby Robert Lewandowski ogłosił, że po mundialu nie będzie grał już w reprezentacji Polski i przenosi się do Niemiec. Nie da się opisać, jak wielką startą dla Virtusów jest odejście Snaxa. Abstrahując od tego, że Janusz z Filipem „neo” Kubskim rotowali między sobą prowadzenie zespołu, to przede wszystkim jest to strata jakości. Pod względem strzeleckim Snax jest jednym z najlepszych graczy CS:GO na świecie. Można przytaczać tutaj tysiące akcji, tysiące momentów, w których podnosił z kolan swoją drużynę, ale nic nie odda tego, jak istotną rolę pełnił w zespole VP.

Janusz już za czasów CS 1.6 uchodził za wielki talent. Ponoć jeszcze jako reprezentant Universal Soldiers był obserwowany przez chłopaków ze „złotej piątki”. Swoją szansę dostał jednak dopiero w 2014 roku, kiedy z G5 pożegnali się kubenem oraz lordem.  TaZ, NEO i Pasha przeprowadzili testy wśród czołówki polskiej sceny i po trzech tygodniach ogłosili zwerbowanie Pawła „Byali’ego” Bielińskiego i właśnie Snaxa. Obaj gracze wywodzili się z GF-Gaming, gdzie grali z MICHEM, SZOSZONEM i minise’m.

Snax talent do gier typu FPS miał zawsze, co można zobaczyć na jego okazjonalnych streamach. Nie ma jednak wątpliwości, że to jakim teraz jest graczem, zawdzięcza Filipowi oraz Wiktorowi. Oni ukształtowali go jako zawodnika, dali szansę zaistnieć w najbardziej medialnej drużynie świata i zarabiać fantastyczne pieniądze z grania w gry.

Filip „Neo” Kubski też kilkanaście lat temu przyjął propozycję gry w niemieckiej organizacji, ale po tygodniu się rozmyślił i wrócił do chłopaków. Snax się nie rozmyśli, raczej nie mamy co liczyć. Za czasów CS 1.6 każdy polski nastolatek chciał być właśnie jak neo, który potrafił wygrywać rundy nawet z jednym punktem zdrowia. Za czasów CS:GO każdy chciał być Snaxem. Chytry, przebiegły, świetny aimowo, taktycznie i nieprzewidywalny. Oczywiście fani nadal będą śledzić jego poczynania w mousesports, ale niestety dla niego i całej sceny, nie będą się z nim identyfikować w taki sposób, jak do tej pory.  Dla polskich graczy, szczególnie tych najmłodszych, był ideałem, bohaterem, człowiekiem, który swoją ciężką praca doszedł do momentu, w którym jest jednym z najlepszych zawodników na świecie.

Transfer do mousesports, to na pewno sportowy awans, szczególnie w momencie, w którym Virtus.Pro jest w tak wielkim kryzysie. Od około dwóch lat maszyna do wygrywania się zacięła, i nie naoliwiła jej nawet zmiana Taza na MICHA. Na pewno chłopaki zdawali sobie sprawę z tego, że jest źle, ale nikt nie myślał o transferach. Decyzję snaxa trzeba uszanować, bo widzi jaki potencjał ma skład Myszy. Jest tam czwórka bardzo utalentowanych zawodników, z którymi naprawdę może sięgać po największe laury.

Co dalej z Virtus.Pro? Statek pod rządami kapitana Kubskiego idzie na dno, i to coraz szybciej. MICHU był naturalnym następcą TaZa, ale nikt nie przewidział, że będzie potrzeba szukać drugiego. Kto to może być? Ciężko jednoznacznie wskazać. Ostatnio w ESEA wystąpił morelz, ale to chyba nie jest długofalowy projekt. Tak naprawdę VP stać na każdego, tylko czy włodarze zespołu będą chcieli inwestować w coś, co może za chwilę się rozsypać? Wielkie pieniądze kosztowało ich już sprowadzenie Michała, a pewne jest, że AGO czy Kinguin za swoich zawodników rzucą bajońskie kwoty odstępnego.

W tak problematycznej sytuacji Virtus.Pro nie było nigdy! Zastąpić snaxa chyba się nie da, ale nikt nie zabroni im próbować. Jeżeli do końca roku ta drużyna nie wróci na swój dawny poziom, to chyba już nigdy, bo chłopaki ciągle szukają wyjścia z lasu, ale na ich drodze jest coraz więcej cierni.

Tematy

esport

Zobacz komentarze

Zobacz także

Lista artykułów

Rozwiń więcej