Prawo na dalszym planie. Tak esportowcy podchodzą do swojej kariery [WYWIAD]

„W Polsce niestety jest tak, że gdy młodsi zawodnicy trafiają do organizacji i dostają propozycję współpracy, nie zastanawiają się zbyt mocno nad szczegółowymi skutkami prawnymi zawarcia kontraktu” – mówi nam adwokat dr Jacek Markowski z kancelarii Lex Sport, który zajmuje się obsługą prawną esportowców.

Marcin Stus: Z jakimi problemami zgłaszają się do waszej kancelarii ludzie ze środowiska esportowego?

Adwokat Jacek Markowski: Zacznijmy od tego, kto się w ogóle zgłasza. Przychodzą do nas organizacje i gracze. Podmioty gospodarcze, w szczególności zespoły, są bardziej świadome, że opieka prawna jest im potrzebna. Z graczami bywa różnie – często są to bardzo młodzi ludzie, którzy mają jedną wizję – że skoro mają grać profesjonalnie, to podpiszą umowę i wszystko dalej ułoży się po ich myśli; że spełnią marzenia. A to jednak za mało, bo czasami można się mocno rozczarować. Choć i tak mam wrażenie, że osoby profesjonalnie poruszające się w świecie cyfrowym dobrze znają swoją wartość. Mają świadomość swojej marki, choćby dzięki streamingowi, często w większym stopniu od tradycyjnych sportowców, którymi nasza kancelaria również się zajmuje. A jeśli chodzi o porady prawne? Powiem tak – gracze podskórnie czują, że coś takiego by im się przydało, ale zbyt rzadko idą za tym stanowcze kroki. Możliwe, że jest po ich stronie pewna obawa, że może to zostać źle odebrane przez drugą stronę umowy, że „skomplikuje” to sprawę. Teraz wielu esportowcom otworzył oczy głośny spór prawny w FaZe Clanie z Tfue, dla nich to duża wskazówka. Progracze w Polsce obserwują, co się dzieje za granicą i może to wpłynąć także na sytuację w Polsce.

Turner "Tfue" Tenney, FaZe Clan Foto: FaZe Clan

Ale za esportowcami nie stoją tak silne instytucje jak za sportowcami.

To prawda, gracze nie mają tak silnej pozycji jak w sporcie, gdzie struktura organizacyjna jest znacznie bardziej zaawansowana i może wykazać się bogatym doświadczeniem. Obecnie budowanie takich struktur w esporcie, w oparciu o podstawy prawne zarezerwowane dla sportu profesjonalnego, nie wydaje się najlepszym rozwiązaniem. Głównie dlatego, że żadna organizacja esportowa nie jest uznawana przez Międzynarodowy Komitet Olimpijski. Z polskiej perspektywy uniemożliwia to potencjalne utworzenie Polskiego Związku Sportów Elektronicznych (Esportu). I to się raczej nie zmieni, czyli nie będzie tak, że organizacja stricte sportowa zadba o esportowców, to byłby zbyt długi proces legislacyjny w zakresie obowiązujących obecnie przepisów, a samo obranie takiego kierunku mogłoby okazać się niekorzystne dla dalszego rozwoju esportu. Z drugiej strony politycy są świadomi, jak duży jest potencjał w polskim esporcie i grach; mam tu na myśli choćby CD Projekt, który uzyskał niedawno miano największego producenta gier w Europie. Jeśli ktoś miałby zadbać o interesy esportowców na poziomie ministerialnym, to raczej choćby Ministerstwo Cyfryzacji, zresztą widzieliśmy już pierwsze przymiarki, mam tu na myśli zaangażowanie w Grarantanna Cup. Podsumowując, nie ma obecnie większej, krajowej lub międzynarodowej instytucji, która dbałaby o zbiorowe interesy esportowców. Powinno się to jak najszybciej zmienić, dla dobra całej branży.

Esport w większości uprawiają młodzi ludzie, nieobyci na rynku pracy, niedoświadczeni. Czy organizacje podpisując z nimi kontrakty, jakoś próbują to wykorzystać?

Na pewno subtelnie tak, to jest naturalne, że silniejsza strona chce dyktować warunki. I nie chodzi tu już o wiek czy konstrukcję psychiczną młodego człowieka; esportowiec jest słabszą stroną w tych negocjacjach pod każdym względem. Jeśli chodzi o osoby małoletnie, to nadzieja często jest w rodzicach. Wiadomo, że czasami rodzic jest równocześnie agentem zawodnika, te zjawiska są jednak na tyle świeże, że rodzic nie jest tak świadomy jak w sporcie tradycyjnym. Jesteśmy jeszcze na etapie, że wielu rodziców esportowców trzeba przekonywać, że jest to przyszłościowe zajęcie. Wracając do pytania, taka pokusa po stronie organizacji jest i wynika to z tego, że nie ma zewnętrznych struktur, o których rozmawialiśmy wcześniej. Ponadto, na tym rynku to wydawcy gier rozdają karty, posiadając prawa własności intelektualnej do danej gry i tym samym mając ostateczne zdanie co do zasad panujących w rozgrywkach. Jak sam widzisz, obecne położenie graczy jest trudne. Jedyne pole, które widzę, to ewentualne budowanie siły przez zrzeszenie się samych zawodników. Wtedy nie będzie tak silnego monopolu wydawcy oraz innych podmiotów. Jeśli doszłoby do utworzenia takich struktur i wypracowania zunifikowanych standardów, to pozycja negocjacyjna esportowców byłaby mocniejsza. W Polsce nie ma instytucji, do której mogliby się zgłosić. Dodatkowo, jak już sygnalizowałem wcześniej, dla najmłodszych graczy współpraca z agentem czy prawnikiem to nadal niestety abstrakcja.

adw. Jacek Markowski

Jak duża wśród esportowców jest świadomość, że może w ogóle warto skonsultować z prawnikiem to, co podpisują?

Zawodnicy raczej działają na własną rękę, natomiast same organizacje esportowe są świadome, że warto konsultować się z prawnikami. Ewentualnie, jeśli gracz ma jakieś przykre doświadczenia z przeszłości, to wtedy decyduje się na kontakt. Ale najczęściej trafiają do nas ludzie, którzy są w sytuacji, że mleko już się rozlało; że pojawia się problem i trzeba go rozwiązać.

Może to niezbyt eleganckie, ale… macie dużo spraw z branży esportowej? Pytam, bo jestem ciekaw, czy powszechne jest korzystanie z prawnika.

Porównując do sportu, to esport jest mocno w tyle. Zawodnicy – jak wspominałem, najczęściej zgłaszają się, gdy mają już jakieś przejścia za sobą. Zaawansowana świadomość prawna zawodników dotyczy jedynie najwyższej esportowej półki. Osobiście widzę przestrzeń, by przeprowadzić projekty edukacyjne, które będą pierwszym krokiem w budowaniu świadomości prawnej osób wchodzących do esportu. Chcemy, by młodzi ludzie dobrze wiedzieli, jaka jest ich wartość i jak ją prawnie chronić. Może czasem myślą też, że odpowiedniej obsługi prawnej w polskim esporcie nie ma. Wierzę jednak, że nastąpi efekt kuli śnieżnej i że z czasem korzystanie z profesjonalnej pomocy prawnej stanie się standardem w polskim esporcie.

Czy dochodzi do przypadków, że jest jakaś duża niesprawiedliwość na linii gracz-organizacja, są procesy?

Zdecydowanie na polu międzynarodowym. Często banuje się zawodników i dokonuje się tego wyjątkowo arbitralnie. Mechanizm odwoływania się od decyzji praktycznie nie istnieje albo ma charakter iluzoryczny. Obecnie jest tak, że wydawcy gier lub organizatorzy turniejów posiadają wewnętrzny system orzekania o nałożeniu kar na esportowca i nie przysługuje mu odwołanie do niezależnej instytucji arbitrażowej, jak ma to miejsce w sporcie profesjonalnym. Stan ten wymaga natychmiastowej zmiany.

Kontrakt Foto: Unsplash

Jeśli ktoś się do was zgłasza – to z jakim problemem?

Najczęściej gracze zgłaszają się będąc na etapie negocjowania kontraktu. Proszą o jego analizę. Dla zawodnika najważniejsze są takie aspekty jak wynagrodzenie – jak jest liczone, jak wygląda sprawa udziału w nagrodach drużynowych, jakie ma możliwości zarabiania poza organizacją. Poza tym są kwestie związane z wizerunkiem, własnością intelektualną, zmianą barw klubowych. Ci, którzy się zgłaszają, wiedzą, że na te rzeczy trzeba szczególnie zwrócić uwagę. Swoją pracę opieram na zaufaniu, gracz musi najpierw zrozumieć, czego oczekuje od organizacji, jaki ma być efekt końcowy takiej współpracy, wtedy wspólnymi siłami będziemy dążyć, aby go osiągnąć. Długo rozmawiam z takim zawodnikiem, chcę, żeby się otworzył, opowiedział więcej o dotychczasowej karierze, swoim stylu gry, przedstawił swoje przemyślenia odnośnie analizowanej transakcji, jak również o planach na dalsze etapy kariery. Wtedy jesteśmy bardziej elastyczni, wiemy więcej, możemy to uwzględnić w umowie. Niestety, jak mówiłem, często przychodzą do nas po fakcie, gdy pożar już wybuchł. W pierwszych pokoleniach esportowców trzeba zaszczepić świadomość, że pomoc prawna jest im potrzebna już na samym początku kariery.

Jakie problemy trapią obecnie esport? Match fixing?

Spraw z zakresu match fixingu osobiście nie prowadziłem, ale to jest jedna z najpoważniejszych bolączek esportu. Do tej listy dopisać należy kwestie dopingu, w szczególności elektronicznego dopingu, hazardu, w tym nakłaniania małoletnich do udziału w nim, a także szarej strefy w esporcie, m.in. sprzedaż skórek i innych wirtualnych przedmiotów. Dla przykładu, niewinne z pozoru nabycie skórki na karabin może szybko zmienić się w skin gambling, w którym uczestniczą małoletni. Owszem, funkcjonuje Esport Integrity Commision, ale to ciało międzynarodowe, jak i pozostałe, działa wciąż nieefektywnie. Takie kwestie trzeba właściwie uregulować, bo może się utrwalić niezdrowa tendencja, co będzie rodzić kolejne patologie i tym samym hamować rozwój branży.

Esport nie stracił tak dużo w sensie ekonomicznym w obliczu wybuchu pandemii jak sport i jego siła względem sportu została umocniona. Esport powinien zatem wykorzystać ten moment, aby przedstawić się światu nie tylko jako bardzo dochodowe przedsięwzięcie, ale również jako profesjonalne środowisko, oparte na solidnych fundamentach organizacyjnych. Branża powinna czerpać z dorobku sportu tradycyjnego, zwłaszcza jeśli chodzi o sprawy organizacyjne, ale nie kopiując rozwiązań jeden do jednego (odmienności względem sportu powinny zostać zauważone i zachowane) oraz wyciągając wnioski z popełnionych błędów przez świat sportu w tym zakresie. Esport jest niewątpliwie tworzony przez pasjonatów, lecz aby się dalej rozwijał nie wystarczy sama pasja, muszą iść za tym profesjonalne, długofalowe rozwiązania. Przed nami dużo ciekawych zagadnień od strony prawnej do rozstrzygnięcia. Nie pozostaje nic innego jak obserwować ewolucję branży i podejmować w odpowiednim momencie działania w kierunku stworzenia regulacji, które będą chroniły interesy wszystkich uczestników, w szczególności tych najmłodszych.

Zobacz komentarze

Zobacz także

Lista artykułów

Rozwiń więcej