Cs-owa Polska miksami stoi. Dobra atmosfera daje dobre wyniki

Czasy kiedy Virtus.Pro rozdawało karty na światowej scenie Counter-Strike: Global Offensive pewnie prędko nie wrócą, a kibice w kraju nad Wisłą obecnie muszą się zadowolić nawet z najmniejszych przebłysków polskich ekip. Coraz częściej takie pozytywne emocje dostarczają nam jednak mixowe formacje.

Dobrym case study do analizy sukcesów polskich miksów jest na pewno Polska Liga Esportowa, gdzie niemal w każdym sezonie rozgrywek oglądaliśmy sklejkę, która skradła serca rodzimych fanów.

Grubasy (fines, matty, crank, michi, repo, Gruby, stark)

Zaczęło się od ekipy Grubasów. Nie mówimy tutaj o tuszy jej zawodników, a o formacji, która wywalczyła czwarte miejsce w 1. sezonie w/w rozgrywek, ustępując jedynie miejsca największym - kolejno Team Kinguin, AGO Gaming i PRIDE. Grubasy tworzyli fines, matty, crank, michi i repo, a wcześniej także Gruby i stark. Dziś te nicki są rozpoznawalne wśród społeczności CS:GO, ale to był jeden z pierwszych tak poważnych turniej np. finesa. Brawura, to chyba słowo, które dobrze opisuje styl gry tej ekipy, niemniej potrafili oni zaskakiwać bardziej renomowane drużyny.

Adowkacik (Szpero, kap3r, mynio, morelz, Jaku)

Jeżeli mówimy o ciekawych polskich miksach, to z całą pewnością jednym z najlepiej wspominanych jest Adwokacik. Niesamowita ekipa "ławkowiczów" i odrzuconych graczy, którym udało się wygrać 3. sezonu Polskiej Ligi Esportowej. Na turnieju finałowym, rozgrywanym w Kielcach, pokonali Izako Boars i AGO Esports, a potem wznieśli puchar Polskiej Ligi Esportowej. Myślę, że nie przesadzę, kiedy napiszę, że był to jeden z najfajniejszych momentów w karierze Grzeogrza "szpero" Dziamałka. Będąc rezerwowym Team Kinguin mógł wystąpić w turnieju finałowym i jeszcze pokonać w finale bardzo hypowane wówczas AGO.

Pamiętajmy, że skład Adowkacika, lub jak kto woli tomorrow.gg, które dało im wsparcie na ten event, wcale nie był naszpikowany gwiazdami. Przecież chociażby o Jaku, który był członkiem tej drużyny od początku jej powstania, słyszała zaledwie garstka polskich fanów. Niemniej szkoda, że nie oglądamy go już na najwyższym poziomie.

To jak dobrze grał Adwokacik potwierdza tylko fakt, że wkrótce po evencie w Kielcach, morelz znalazł angaż w Virtus.Pro, a szpero i Kap3r dołączyli do AGO. Sam projekt siłą rzeczy wpadł w stan hibernacji.

Adowkacik Foto: Polska Liga Esportwa

Historia trochę zatoczyła koło, bo nieco ponad rok po tych wydarzeniach, Adowkacik powrócił. Szpero, kap3r i mynio po opuszczeniu swoich drużyn reaktywowali starą ekipę i u boku TOAO i byaliego ponownie straszą mocniejsze ekipy. Wiemy już na pewno, że zobaczymy ich w 3. sezonie ligi LOOT.BET i Alienware Game Arena.

https://esportmania.pl/counter-strike-global-offensive/adwokacik-nowe-porzadki/79q1pzg

MIKSTURA (Byali, Luz, EXUS, Sobol, Sidney)

Szpero i Kaper w kolejnym sezonie ponownie zagrali w finale Polskiej Ligi Esportowej, ale już w barwach AGO Esports. Z resztą ponownie go wygrali, ale bardziej skupmy się na drugim finaliście - Miksturze. Ekipa powołana do życia przez Pawła "byaliego" Bielińskiego, to kolejny przejaw tego, że kumpelska atmosfera w teamie jest podstawą dobrych wyników. Wicemistrzostwo 4. sezonu PLE, to na pewno wynik ponad oczekiwania tych chłopaków i polskich kibiców. Jakby tego było mało, Mikstura dostała się przecież również do zamkniętych kwalifikacji na EU Minora,, eliminując po drodze chociażby Red Reserved.

MIKSTURA Foto: Polska Liga Esportowa

Mikstura powróciła w 2019 roku, ale nie była już tak wybuchowa jak w 2018. Byali próbował ponownie zrobić magiczny roztwór, ale składniki się zmieniały, a moc wywaru nie była nawet porównywalna do tej ubiegłorocznej.

Klan Gadanych Głupot (TOAO, gab, michi, Destroj, Killkapi, repo)

Nazwa na pewno idealnie odwzorowująca charakter drużyny. Niby zbieranina kumpli, ale na finałach 5. sezonu Polskiej Ligi Esportwoej się pojawili. Z resztą w drodze do Warszawy potrafili pokonać Izako Boars czy Warriors Team, to już doskonale pokazuje, na jakim poziomie indywidualnym byli zawodnicy KGG. Niestety na finałach w stolicy mieli dużego pecha, bo już w pierwszym meczu trafili na rywala wagi ciężkiej - Aristocracy. TaZ i spółka dość łatwo rozbili tę sklejkę, ale na pewno chłopaki zasłużyli na miano odkrycia 5. sezonu Polskiej Ligi Esportowej.

KGG Foto: Polska Liga Esportowa

Historia KGG ma trochę smutne zakończenie, bo tak naprawdę żaden z tych graczy nie gra obecnie w czołowej polskiej ekipie. A szkoda. Wydaje się, że można było spróbować współpracy przynajmniej z dwoma lub trzema z nich. Coś jednak podpowiada mi, że jeszcze o nich usłyszymy.

Morał z tej bajki jest tak, że mimo iż nie mamy ekipy w światowej elicie, to i tak mamy wiele powodów do radości na rodzimym podwórku. Polska Liga Esportowa praktycznie w każdym sezonie ma jakiegoś niespodziewanego bohatera i miejmy nadzieję, że nie inaczej będzie w zbliżającej się szóstej edycji.

Zobacz komentarze

Zobacz także

Lista artykułów

Rozwiń więcej