Od wolontariuszki do wnoszenia pucharu i pracy dla wielkiej esportowej firmy. Inspirująca historia Marty

Turniej finałowy Good Game League elektryzuje fanów ze względu na rywalizujące czołowe zespoły CS:GO z Polski i Europy, ale w cieniu tego zamieszania jest nieoczywista bohaterka, Marta Powroźnik. Dziewczyna, która na ubiegłorocznej edycji tego turnieju pracowała jako wolontariuszka, a dziś wniosła puchar na główną scenę. Co więcej, od sierpnia zaczyna pracę w jednej z największych firm w tej branży. Jak to się stało, że w rok zrobiła taką karierę w świecie esportu? Co jest najtrudniejsze w pracy wolontariusza? Jak wyglądały jej początki w świecie gier? Między innymi o tym opowiedziała w rozmowie z nami.

Jak zaczęła się twoja "esportowa historia"? 

Marta Powroźnik: Zobaczyłam post na grupie esportowej, że Good Game League szuka wolontariuszy do pracy przy evencie w Poznaniu. Postanowiłam wysłać swoje zgłoszenie, które później zostało pomyślnie rozpatrzone. To był mój pierwszy event esportowy, na którym pracowałam jako wolontariuszka. Bardzo się wtedy cieszyłam, bo to była duża impreza ze znanymi europejskimi drużynami. Zaczynałam jako administratorka turnieju FIFY. Co prawda chciałam pracować przy CS-ie, ale ze względu na duże zainteresowanie "kanterem", przypisano mnie do FIFY. Oprócz tego robiłam też inne rzeczy jak np. siedzenie na kasie. Od tego zaczęła się moja przygoda z esportem, bo przez to, że zdobyłam doświadczenie jako wolontariuszka na finałach GG League, wyjeżdżałam też na inne eventy typu Poznań Game Arena, Games Clash Masters czy Intel Extreme Masters. Aplikowałam wszędzie, gdzie się dało.

Finansowałaś te wyjazdy z własnych środków?

W większości tak. Tam gdzie jeździłam jako wolontariuszka, nie miałam opłaconego noclegu. Ewentualnie organizatorzy zapewniali wyżywienie, a czasem zwrot kosztów podróży. Nocleg akurat nigdy nie był dla mnie przeszkodą, bo nie potrzebowałam pięciogwiazdkowego standardu. Byle było łóżko i dach nad głową. 

Pozytywna zajawka, tak chyba można powiedzieć o twojej pasji.

Dzięki wolontariatowi poznałam masę fajnych osób. Takich, które się wkręciły w temat wolontariatu, ale również zawodników czy ekspertów. Dlatego uznałam, że warto jeździć na te wszystkie eventy, nawet jeśli muszę dużo dokładać z własnych środków finansowych. Potem może cię ktoś zauważyć i zaoferować pracę. Tak też było w moim przypadku. Pierwszym eventem, za który dostałam wynagrodzenie finansowe było ubiegłoroczne PGA. Osoby, które poznałam w Poznaniu, były związane z ESL i po prostu mnie poleciły. Tam już było wszystko zapewnione ze strony organizatora. Hotel, wyżywienie, zwrot kosztów podróży i jeszcze dostałam pieniądze za swoją pracę. Tak się zaczęła moja stała współpraca z firmą ESL, bo potem zostałam administratorem ligi online, a następnie pracowałam także na Intel Extreme Masters w Katowicach. To była fantastyczna, dwutygodniowa przygoda, ale bardzo pracochłonna.

Teraz historia zatoczyła koło, bo znowu jesteś na finałach Good Game League w Poznaniu.

Bardzo się cieszę, bo tym razem organizatorzy sami się do mnie odezwali, czy chciałabym pracować przy ich evencie. Tym razem już jako pracownik, a nie wolontariuszka. Oczywiście się zgodziłam. Obsługiwałam wszystkie przystanki GG League, łącznie teraz z imprezą finałową. Na każdym tegorocznym przystanku Good Game League pełniłam tę samą rolę, czyli player menadżera. Opiekuje się drużynami, ale także jestem kierowcą. 

To chyba nie jest lekka praca?

Zdecydowanie nie. Fakt, że jestem kierowcą, jest szczególnie meczący, bo cały czas muszę być dostępna. Ciągle muszę być gotowa, że trzeba gdzieś jechać i kogoś przewieźć. Samo opiekowanie się drużynami też nie jest łatwe. Oni mają milion pytań na minutę, oni mają problemy, oni mają różne zachcianki i trzeba im zawsze jakoś dogodzić. Na pewno potrzebny jest profesjonalizm i opanowanie, bo czasem można się nasłuchać, że coś jest nie tak, jak sobie wyobrażali. Na pewno z zawodnikami z Polski łatwiej się pracuje niż z tymi zagranicznymi. 

Powiem szczerze, że byłem mega zaskoczony, kiedy dowiedziałem się, że wniesiesz puchar na scenę finałów Good Game League. Zawsze robiły to wielkie gwiazdy typu Pasha na IEM czy Szpero na finałach Polskiej Ligi Esportowej. GG League te wyróżnienie przyznał tobie.

Naprawdę sama byłam zaskoczona, gdy się o tym dowiedziałam. Mateusz zadzwonił do mnie w środę, i to w momencie gdy kończyłam się pakować. Gdy mi to powiedział, uświadomiłam sobie, że muszę spakować sukienkę, buty i rzeczy do makeupu. Głupia byłabym, gdybym jednak się nie zgodziła. Piotrek i Mateusz, czyli szefowie GG League, chyba chcieli pokazać, że nawet zaczynając od wolontariatu, można się "wspiąć tak wysoko". 

Marta i host sceny GG League Sara Leszczyńska

Skąd w ogóle twój pomysł na esport? Dziewczyny stanowią coraz większą część tej społeczności, ale nadal jest ich mało. 

Po prostu od małego grałam w gry komputerowe, kuzyni mnie tym zainteresowali. W zeszłym roku byłam na swoim pierwszym Intel Extreme Masters, to też był mój pierwszy turniej esportowy. Kiedy zobaczyłam, jak to wszystko funkcjonuje, uświadomiłam sobie, że chce być częścią tego świata. Po tym IEMie wkręciłam się bardziej w esport jako esport, a nie tylko gry komputerowe. Tak jak mówiłam, następnie były wolontariaty w GG League i tak poszło. 

Masz 22 lata i chcesz wiązać swoją przyszłość zawodową z esportem, czy jest to dla ciebie po prostu hobby?

Właściwie od sierpnia zaczynam pracę w dużej esportowej firmie z normalną umową. Na razie nie mogę zdradzić, jaka jest to firma, ale wymaga to ode mnie przeprowadzki do Warszawy. Będę zajmować się projektami związanymi z eventami odnośnie różnych gier. To już nie będzie tylko Counter-Strike, ale także inne tytuły.

Pracowałaś lub byłaś wolontariuszką na wszystkich największych eventach w naszym kraju. Którzy organizatorzy wywarli na tobie najlepsze wrażenie?

W moim serduszku zawsze będzie Good Game League, bo od tego się wszystko zaczęło. Wydaje mi się jednak, że IEM to dalej jest poziom wyżej. ESL jest w tej branży dłużej, a do tego odpowiada za organizowanie turniejów na całym świecie. Trudno mi się wypowiedzieć o Games Clash Masters, bo tam byłam głównie kierowcą i jakoś nie przyglądałam się temu wydarzeniu od strony organizacyjnej czy produkcyjnej.

Jaka jest prawda o wolontariacie w esporcie? Mam wrażenie, że na tych największych turniejach widzę ciągle te same osoby. 

Na pewno dla większości osób, które pracują jako wolontariusz tutaj, na finałach GG League, nie jest to pierwsza tego typu praca. Kojarzę parę osób np. z ubiegłorocznego Games Clash Masters, ale wydaje mi się, że nie ma teraz żadnej osoby, która była wolontariuszem na ubiegłorocznych finałach GG League. To też wynika z tego, że jak ktoś zdobył doświadczenie w wolontariacie, zaczyna szukać pracy zarobkowej. Tym bardziej, że praca przy organizacji takich turniejów nie jest w ogóle porównywalna do pracy biurowej. Tu jednak siedzi się często od wczesnych godzin porannych do bardzo późna. Podstawa to nie zrazić się na początku, bo potem będzie tylko fajniej. Na pewno nie można narzekać na nudę, ponieważ na tego typu eventach ciągle jest coś do zrobienia. Czasem nawet nie masz czasu zjeść kanapki. Nie chcę, żeby ludzie pomyśleli, że jest to jakaś kolonia pracy i cały czas trzeba funkcjonować na pełnych obrotach, ale pracując przy organizacji tych największych turniejów, czas bardzo szybko mija.

Tematy

wolontariat

GG League

ESL

Good Game League

turniej

praca

Zobacz komentarze

Polish Esport Awards

Sponsor Plebiscytu

Zobacz także

Lista artykułów

Rozwiń więcej