Od BassHuntera do Drake'a. Jak gwiazdy muzyki inwestują w esport

O tym, że branża esportowa to coś więcej niż "granie w gierki", trzeba przekonywać coraz mniej osób. Nie tylko w Polsce, ale na całym świecie rośnie świadomość tego, że nie jest to już niszowe hobby, a biznesowa okazja. Okazja, która wkrótce może być warta więcej niż przemysł filmowy. Skrzętnie z tego korzystać chcą światowej sławy... muzycy, którzy coraz częściej flirtują z esportem i stają się jego częścią.

Wzrost znaczenia esportu i gamingu jako całości nie jest tylko życzeniowym myśleniem i pustymi słowami. Nie trzeba długo przeglądać Google'a, żeby znaleźć badania rynku z ostatnich lat, które wskazują na dynamiczny rozwój branży. Przykładów jest wiele, dlatego nie dziwcie się, że Metallica, Imagine Dragons, Steve Aoki, Drake czy Post Malone trzymając rękę na pulsie, interesują się gamingiem i esportem.

Więcej takich historii znajdziesz na stronie głównej Onet.pl

Zaczęło się niewinnie

Wszystko zaczęło się tak, jak to zwykle w gamingu i esporcie bywa. Nikt sławny nagle nie postanowił zainwestować i pokazać, że "gry są cool". Inicjatywa musiała pochodzić z wewnątrz. To znaczy, któryś fan gier musiał zdobyć sławę i wtedy pokazać swoje hobby światu. Tak było w przypadku BassHuntera.

W 2006 r. DJ wydał album LOL, który sam w sobie nie cieszył się dużą popularnością, ale każdy fan muzyki popularnej w z tamtych lat natychmiast skojarzy piosenkę Boten Anna. A od niej jest już tylko krok do "Vi sitter här i venten och spelar lite DotA", co w wolnym tłumaczeniu znaczy "siedzimy z chłopakami i gramy w Dotę".

Obecnie na YouTubie oficjalny teledysk ma blisko 42 mln wyświetleń, ale dodany został w 2015 r., podczas gdy piosenka zadebiutowała prawie 10 lat wcześniej. To sprawia, że trudno ocenić ile osób tak naprawdę widziało klip, ale na pewno przynajmniej część pozazdrościła artyście i też zebrała ekipę do gry w Dotę.

Drugi przypadek z tych wczesnych lat, który warto przeanalizować, to Darude i jego hit "Sandstorm". Sam w sobie utwór nie jest wybitny, choć na pewno znajdą się tacy, którzy mają inne zdanie, ale miał on ogromny wpływ na kulturę internetu, a w tym gamingu.

"Sandstorm" było tak popularne, że Darude zapraszany był na eventy esportowe, żeby wykonać go na żywo, a transmisje śledziło wtedy kilkadziesiąt tysięcy widzów. Warto o tym pamiętać, bo już wkrótce rosnąca widownia esportowa przyciągnie nieco większe gwiazdy.

Rockowo-metalowy mainstream

Wraz z rozwojem branży gamingowej oraz esportowej organizatorzy turniejów oraz deweloperzy korzystali ze swojego rosnącego w świecie znaczenia i zaczęli próbować ściągnąć na swoje eventy coraz większe gwiazdy. Dość niespodziewanie zaczęło im się to udawać.

BlizzCon to coroczna impreza organizowana przez Activision Blizzard, podczas której prezentowane są nowości, nad którymi pracuje firma, a na event ściągają fani z całego świata. Oprócz tego, podczas konwentu rozgrywane są światowe finały w esportowe tytuły jak StarCraft 2 czy Overwatch. W 2014 r. gospodarze ściągnęli legendarną grupę Metllica, która dała koncert przed 26 tysiącami entuzjastów gier Blizzarda. Niezła różnica w porównaniu z Darude czy BassHunterem, prawda?

Ale to nie koniec. O ile o powodów występu Metalliki na BlizzConie nie trudno się domyślić, tak historia występu Imagine Dragons na mistrzostwach świata League of Legends w tym samym roku jest już zupełnie inna i nawiązuje do esportowych tradycji. Grupa nagrała "hymn" imprezy utwór "Warriors" oraz dała występ przed meczem finałowym na stadionie "Mistrzostw Świata" w Seulu, który wypełniało ponad 40 tys. fanów LoLa z całego świata.

>>> Rick Fox, Simon Pegg i... Justin Bieber? Oni grają w League of Legends<<<

Jak się okazało, muzycy, którzy byli wtedy u szczytu sławy, sami byli graczami. Według plotek czasem nawet spóźniali się na koncerty, bo przeciągał im się mecz w LoLa, a nie chcieli wychodzić z gry. Warto przypomnieć, że w tamtym momencie Imagine Dragons było jednym z najpopularniejszych zespołów na świecie. Latem 2013 r. ukazał się album "Night Visions", a wraz z nim hit "Radioactive", który dominował listy przebojów. Bezpiecznie możemy przyjąć, że panowie zapewne nie zgodziliby się na występ i nagranie piosenki, gdyby sami nie byli fanami gry.

Gwiazdy muzyki w nowej roli

Z czasem jednak gwiazdy muzyki wpadły na zupełnie inny sposób związania się ze światem esportu i gamingu. Zamiast patrzeć na te dziedziny tylko pod względem kolejnych przystanków na trasie koncertowej czy jak spełnienie zachcianki, bo ktoś jest graczem i fanem jakiegoś tytułu, największe gwiazdy zaczęły inwestować w drużyny esportowe.

Z jakiegoś powodu jednak najchętniej z branżą wiążą się raperzy i DJ-e. Steve Aoki sam już na komputerze raczej nie gra, ale w przerwach od koncertowania w klubach na Ibizie czy Miami sprawdza, jak radzi sobie Rogue, organizacja esportowa, której jest współwłaścicielem. Zresztą w Rogue zainwestowali także członkowie Imagine Dragons, u których jak widać zainteresowanie tematem nie minęło z upływem czasu.

Wśród raperów trudno o większą gwiazdę, niż Drake. Jego utwory na samym YouTubie mają miliony, a nawet miliardy wyświetleń. "God's Plan" czy "Hotline Bling" przez długie tygodnie dominowały listy przebojów, a sam Kanadyjczyk jest jedną z największych gwiazd rapu ostatnich lat. Dlatego gdy w 2018 r. Drake zdecydował się na kilka meczy Fortnite'a z najpopularniejszym wtedy streamerem na świecie - Tylerem "Ninja" Blevinsem, zainteresowanie było gigantyczne. Ich wspólną grę na żywo śledziło ponad 600 tys. osób.

Wygląda na to, że raper przekonał się wtedy o sile gamingu i esportu. I to na tyle mocno, że jeszcze w tym samym roku zainwestował w amerykańską organizację 100 Thieves. "Złodzieje" mają za sobą też innych mocnych inwestorów. Ich właścicielami są Cleveland Cavaliers. Zgadza się, 100 Thieves jest w zasadzie esportową dywizją drużyny występującej na co dzień w NBA. Nie dziwi więc, że Drake czuł się bezpiecznie zostawiając im swoje pieniądze.

>>> Rzucił mikrofon i wziął do ręki pada. Co Snoop Dogg robi w esporcie?<<<

Zupełnie nowe rozwiązania

Na bardzo ciekawe rozwiązania w pewnym momencie zaczęło decydować się Epic Games, twórcy Fortnite. Połączyli oni olbrzymią popularność swojej gry z koncertami gwiazd. Jednak nie robili oni tego na konwencie czy finale rozgrywek esportowych. Epic wprowadziło istnie pandemiczne rozwiązanie kilka lat przed koronawirusem i zorganizowało koncerty wewnątrz gry.

Konkretnego dnia o konkretnej godzinie, po wejściu do meczu gracze mogli obejrzeć koncert dziejący się w 100 proc. w świecie gry. Trzeba przyznać, że twórcy wykorzystali potencjał wirtualnego świata i może nie jest to tak imponujące, jak hologram Tupaca, ale też robi wrażenie.

Teraz w podobny sposób 25. urodziny świętować będą Pokemony. Twórcy z okazji ćwierćwiecza serii zapowiadają wirtualny koncert Post Malone'a, który na potrzeby wydarzenia zmieni się w trenera Pokemon. Nie jest to zapewne przypadkowy wybór. Artyście na pewno nie trzeba tłumaczyć, czym jest gaming czy esport, bo sam od kilku lat jest udziałowcem esportowej organizacji Team Envy.

Post Malone Foto: Materiały prasowe

(Show)biznes is (show)biznes

Ta historia wyjątkowo mocno pokazuje jedno. Gry komputerowej nie są tylko hobby, któremu oddajemy się w pojedynkę i trochę też w sekrecie, bojąc się, że zostaniemy wyśmiani przez znajomych. Wszyscy grają, a jak nie grają to lubią pooglądać, jak grają inny. Od pewnego czasu gry komputerowe przestały być postrzegane jako zajęcie dla ludzi bez znajomych, a zaczęły być zajęciem dla wszystkich ze znajomymi. Jeszcze mocniej podkreślił to ten rok, bo jak tu się spotkać, gdy obowiązuje lockdown - tylko online.

Gigantyczna oglądalność na platformach streamingowych dedykowanych dla graczy jasno wysyła sygnał - tu jest rozrywka i tu warto być. Dlatego wchodzą w to gwiazdy muzyki, które dawno temu tak samo weszły z radia do telewizji. Teraz wchodzą do internetu. A tam rządzą gracze.

Tematy

esport

gaming

metallica

Drake

Post Malone

Snoop Dogg

darude

Imagine Dragons

Zobacz komentarze

Lista artykułów

Rozwiń więcej