24-letni Polak na ustach całego świata. W swojej dyscyplinie jest gigantem

Przez pięć lat był jednym z najlepszych esportowych graczy w Europie. Nie udało mu się jednak nigdy wygrać żadnego trofeum. Dwa razy grał w półfinałach mistrzostw świata, ale jego gablota była pusta. W tym roku to się zmienia. Marcin "Jankos" Jankowski profesjonalny zawodnik gry League of Legends wreszcie zbiera owoce ciężkiej pracy. Został mu już do zrealizowania tylko jeden cel – mistrzostwo świata.

Początkowy brak sukcesów

Polak od lat należy do ścisłej europejskiej czołówki. Pierwszy raz do League of Legends European Championship (LEC) awansował w 2014 roku i od tamtej pory nieprzerwanie występuje w najlepszych rozgrywkach na starym kontynencie. Co więcej, jego drużyny nie walczyły o utrzymanie. Na 12 splitów w karierze Jankos tylko raz nie zakwalifikował się do play-offów.

Jednak przez pierwsze pięć lat kariery, mimo obecności w elicie i bardzo dobrej gry gablota Polaka była pusta. Ponadto w play-offach półfinał był często barierą nie do przejścia dla naszego rodaka. Dopiero w 2018 roku Jankos stanął przed szansą na wygranie pierwszego trofeum. To jednak się nie udało.

Kim pan jest, panie Jankos? Jak Polak dotarł na szczyt i został gwiazdą światowego formatu

Brak zwycięstw nie przeszkadzał mu w święceniu sukcesów międzynarodowych. Jankos dwukrotnie zagrał w półfinałach mistrzostw świata (w 2016 i 2018 roku). W najbardziej prestiżowych rozgrywkach w świecie League of Legends jest to jeden z najlepszych wyników w historii, dla zawodnika z zachodu. Bowiem rozgrywki międzynarodowe dominują formacje z Azji, głównie Korei Południowej i Chin.

Przez długi czas wydawało się, że właśnie taka będzie spuścizna polskiego zawodnika. Dobry gracz, który nigdy nie postawił kropki nad i. Nigdy niczego nie wygrał. Tak było aż do tego roku.

Jankos Foto: Riot Games

Pierwszy tytuł

W tym sezonie jednak G2 Esports, organizacja, którą reprezentuje Jankos, nie ma sobie równych. Drużyna gwiazd, bo tak trzeba o niej mówić, jak burza przeszła przez wiosenny split LEC, w finale pokonując swoich rywali 3:0. Dodatkowo był to najkrótszy finał (mecze trwały niecałe 70 minut) w sześcioletniej historii rozgrywek. Takiej dominacji Europa nigdy nie widziała.

Co najważniejsze dla polskich fanów Jankos mógł po raz pierwszy w karierze podnieść trofeum. Nie był już tylko dobrym graczem. Był mistrzem. Nikt wtedy jeszcze nie podejrzewał, że wkrótce na jego konto trafi kolejny tytuł mistrzowski.

G2 Esports wygrywa wiosenny split LEC 2019 Foto: Riot Games

MSI czyli "małe" mistrzostwo świata

Europejscy mistrzowie reprezentowali swój region w turnieju Mid-Season Invitational, drugich po mistrzostwach świata, najważniejszych zawodach w świecie League of Legends. Jankos i G2 Esports wspięli się na wyżyny swoich umiejętności w półfinale turnieju odsyłając do domu trzykrotnych mistrzów świata, SKT T1 z Korei Południowej. W finale Jankos i jego koledzy ustanowili kolejny rekord. Był to najszybszy finał międzynarodowego turnieju w historii. Niecałe 70 minut potrzebowali zawodnicy G2 Esports, by pokonać rywali ze Stanów Zjednoczonych i zostać najlepszą drużyną na świecie.

Jankos z pucharem MSI Foto: Riot Games

MSI często określa się jako "małe" czy "nieoficjalne" mistrzostwo świata. Dzieje się tak, ponieważ w turnieju grają tylko mistrzowie z trzynastu największych lig League of Legends na świecie. Dlatego sam turniej nie jest aż tak prestiżowy.

Powrót do Europy

W LEC reprezentanci G2 Esports znów okazali się najlepsi na starym kontynencie. Tym razem do trofeum drużynowego Jankos dołożył także wyróżnienie indywidualne. Polak został MVP rozgrywek. W drużynie wysadzanej gwiazdami, w której występują gwiazdy ligi, to właśnie Jankos został uznany za najlepszego zawodnika w Europie.

Mistrzostwa świata

Przed zespołem Polaka stało ostatnie wyzwanie w sezonie - Worldsy, czyli mistrzostwa świata. G2 stawiane było w gronie faworytów do tytułu. Po raz pierwszy w historii zespół z zachodu jechał na najważniejszy turniej w sezonie nie po to, żeby wyjść z grupy, ale żeby zgarnąć pełną pulę. Do tego zabrakło naprawdę niewiele. Jankos i jego drużyna dotarli aż do wielkiego finału, jednak w Paryżu lepsza okazała się chińska formacja FunPlus Phoenix, która niespodziewanie zwyciężyła w finale 3:0.

Trudno jednak taki wynik odbierać jako porażkę. Zespół dominował konkurencję przez cały rok i przegrał tylko jedno spotkanie w sezonie. Pech w tym, że to właśnie ono decydowało o tytule mistrzów świata.

Jankos Foto: Michal Konkol / Riot Games

W pogoni za ideałem

Po takim sezonie większość drużyn nie zdecydowałaby się na zmiany w składzie. W końcu wygrałeś trzy z czterech tytułów i przegrałeś tylko jeden mecz w całym sezonie. Po co zmieniać taką ekipę? Odpowiedź jest prosta. Po to, żeby tym razem nie przegrać.

G2 zdecydowało, że w nowy sezon dwóch graczy wymieni się pozycjami. Było to niezwykle ryzykowne posunięcie, ale z drugiej strony mówimy tu o Capsie i Perkzie. Ten pierwszy od 2018 roku nazywany jest najlepszym midlanerem w historii zachodniego League of Legends, a ten drugi uznawany jest za najlepszego gracza w historii zachodniego League of Legends. Jeśli komuś taki manewr ma się udać, będzie to właśnie G2.

Kolejny sukces

Trudno ocenić, czy roszada w składzie okazała się sukcesem. G2 znów wygrało sezon zasadniczy w Europie. Dodatkowo Jankos w pełni zasłużenie po raz drugi z rzędu został wybrany MVP ligi, a wisienką na torcie było pokonanie odwiecznych rywali 3:0 w finale. Niestety na międzynarodowy test "nowego" G2 będziemy musieli trochę poczekać. Ze względu na pandemię koronawirusa MSI zostało przełożone z maja na lipiec. Oznacz to, że kolejnym wyzwaniem Jankosa będzie... obrona tytułu mistrza Europy. Kolejny split rozpocznie się już 22 maja, a G2, jak to ma w zwyczaju, będzie głównym kandydatem do kolejnego mistrzostwa.

Jankos Foto: Riot Games

Tematy

LEC

jankos

league of legends

polska

G2 Esports

Zobacz komentarze

Zobacz także

Lista artykułów

Rozwiń więcej