Hatchy: Problemem esportu jest to, że wszystko jest budowane krótkofalowo

Hatchy Foto: Misfits

Polska scena Lola to nie tylko utalentowani gracze, którzy są rozchwytywani w całej Europie. Coraz więcej w ostatnich latach mówi się o polskich trenerach, którzy zaczynają zaznaczać swoją obecność na europejskiej scenie. Jednym z nich jest bez wątpienia Adrian “Hatchy” Widera, który już w 2016 roku wziął udział w turnieju MSI. Teraz Hatchy pracuje w Misfits, gdzie od nadchodzącego sezonu będzie nadzorował pracę zespołu LEC oraz akademii. Porozmawialiśmy z nim o przygotowaniach do kolejnego sezonu, jak wyglądał proces rekrutacji w Misfits, jego oczekiwaniach na wiosenny split oraz kolejnym sezonie "Zahatch o esport".

Mikołaj Sołkiewicz: Wreszcie udało ci się dostać do LEC. Myślisz, że to będzie dla ciebie przełomowy sezon?

Adrian “Hatchy” Widera: Przed samym sezonem trudno powiedzieć, czy będzie on przełomowy. Na pewno będzie wyjątkowy pod względem miejsca, w którym się znajduję. Myślę jednak, że każdy sezon mojej pracy był wartościowy. Teraz, gdy oficjalnie przejąłem główny skład Misfits, mam świadomość, że w ubiegłym sezonie wcale nie byliśmy jedną z najsilniejszych drużyn w Europie. Proces ponownej wspinaczki na szczyt jest czasochłonny i na pewno spring split 2021 będzie czasem przeznaczonym na rozwój naszych zawodników.

Wiadomo, że cele mamy wysokie, ale mamy też świadomość, że osiągnięcia będą zdobywane z biegiem czasu. Wydaje mi się, że najważniejsze jest to, jaką strukturę planujemy zbudować. Dla mnie sukcesem w tym roku będzie, jeśli naprawdę będziemy czuli ten progres i jeśli wszyscy – zarówno gracze i sztab trenerski będziemy działać sprawnie. Przełom to dla mnie walka o najwyższe trofea, a na to przyjdzie nam jeszcze poczekać, ale cieszę się, że udało mi się dostać do LEC.

Patrząc wstecz, wydaje się, że dobrze czujesz się w projektach długoterminowych.

Według mnie problemem esportu jest to, że wszystko jest budowane bardzo krótkofalowo. Ciężko jest wtedy mówić o jakiejkolwiek myśli szkoleniowej czy rozwijaniu talentów, ponieważ każda drużyna istnieje razem tylko przez split. Zawsze mi zależało, żeby robić coś dłużej, bo właśnie wtedy są prawdziwe owoce tej pracy. Myślę, że to jest bardzo potrzebne scenie - ten brak strachu, że za chwilę wszystko się zmieni, że w każdej chwili możesz zostać wyrzucony z drużyny i wszystko trzeba będzie budować od nowa.

Kiedy byłem w devils.one mieliśmy ambitne plany, a wszystko wyglądało bardzo dobrze. Ostatecznie wygraliśmy Ultraligę już w drugim splicie, a kolejny rok mógł być jeszcze lepszy. Niestety pojawiły się problemy finansowe, a organizacja nie była w stanie dłużej opłacać naszych pensji. Zmusiło nas to do szukania sobie nowych drużyn i każdy poszedł w swoją stronę. Takie sytuacje się zdarzają, ponieważ esport, zwłaszcza poza LEC, jest mało opłacalny, więc ciężko mówić o długoterminowych planach. Inwestorzy często tracą pieniądze i to normalne, że w pewnym momencie zaczynają się zastanawiać czy nie lepiej porzucić esport. Dla mnie idealny scenariuszem są drużyny juniorskie, w których będziemy mogli prowadzić zawodników od najmłodszych lat, tak jak w piłce nożnej. To czasami dzieje się w Chinach, gdzie szkółki kontaktują się z najmłodszymi zawodnikami z Europy, aby ściągać ich do Chin i rozwijać ich przez lata, a także uczyć języka. Wszystko po to, żeby byli gotowi grać w ich barwach w LPL’u. Na ten moment to są rzeczy nieosiągalne na przykład na regionalnych scenach. Powoli staramy się jednak robić jakieś kroki ku temu na poziomie LEC.

Coaching Team Misfits Foto: Misfits

Twoja rola w drużynie jest dosyć nieoczywista. Nie będziesz head coachem składu LEC, ani akademii, będziesz natomiast współpracował z obiema drużynami.

Moja rola jest stworzona na potrzeby i możliwości Misfits. Kiedy rozmawiałem z Deficio, powiedziałem mu, że chciałbym piastować właśnie takie stanowisko. W naszym przypadku mamy dwie drużyny, a do tego kilkuosobowy sztab trenerski, więc potrzebny jest ktoś, kto będzie czuwał nad funkcjonowaniem całości. Wszystko musi być dobrze zaplanowane i jest to niesamowicie ważne w długoterminowych projektach. Ja jestem tutaj odpowiedzialny za tworzenie całej struktury, a także za rozwój zawodników i trenerów jednocześnie. Gdy w drużynie jest jeden trener, to skupia się głównie na tym, co jest tu i teraz. Ja chcę być tą osobą, która wyciąga jak najwięcej wniosków długoterminowych, żeby stworzyć optymalną drogę rozwoju dla zawodników i trenerów.

Moim zadaniem jest zauważyć rzeczy, które robią dobrze oraz te, które cały czas muszą poprawić. Wtedy trenerzy i analitycy mogą się w pełni poświęcić swoim obowiązkom, a ja monitoruję całą sytuację i udzielam wskazówek. Jestem obecny przy każdej rozmowie na przykład po scrimach, ale też oglądam każdą z tych gier. Staram się wyciągać wnioski i strukturyzować je na tyle, żeby dla każdego tworzyć indywidualne profile rozwoju, do których będziemy mogli się później odwoływać. To jest cały system, który pozwala skupić się zawodnikom i trenerom na tych samych celach, żeby wszystko to co chcemy robić było czarno na białym. Oni mogą się skupić na tym, że w danej grze konkretne zagranie było lepsze, a ja patrzę na te 20 czy 50 ostatnich gier i wyciągam wnioski. Potem musimy się zastanowić jakie kroki podejmiemy, żeby poprawić to, co jest naszym największym priorytetem u każdego z zawodników.

Taka rola chyba nie jest jeszcze zbyt popularna w Europie, nawet pośród drużyn w LEC?

Wydaje mi się, że jest to bardziej kwestia nazewnictwa, bo rzeczy, które robię, są potrzebne i każda drużyna w jakimś stopniu się tym zajmuje. To, co zauważyłem i jest problemem wielu trenerów, to fakt, że troszeczkę za bardzo skupiają się na tym, co jest teraz i nie potrafią planować działań na przyszłość. Najważniejszy jest zawsze balans między postępem długoterminowym a osiąganiem wyników w chwili obecnej. Nie można ignorować żadnej z tych rzeczy. Myślę, że mamy obecnie w Misfits bardzo zdrowy system, jeśli chodzi o sztab trenerski i czujemy się z nim komfortowo. Bardzo dużo rozmawiam zarówno z zawodnikami i trenerami. Chciałem, żeby każdy miał jasno określone, na czym musi się skupić. Myślę, że daje to duży komfort psychiczny zarówno im, jak i mnie.

Gdy LEC znów będzie rozgrywane offline, będziemy mogli cię zobaczyć na scenie, czy jednak będziesz się trzymał gdzieś z tyłu?

To jest jeszcze kwestia, o której nie dyskutowaliśmy otwarcie. Zdecydowanie będę miał tego typu możliwość, natomiast nie jest to moim priorytetem. Wydaje mi się, że dużo lepiej będzie, jeśli na scenie będą Enatron i Candyfloss. To jest ich zadanie, żeby być z drużyną cały czas i to oni są odpowiedzialni za elementy strategiczne. Ja mam się skupić na tej długoterminowej wizji, więc po co mam być na scenie? To jest właśnie ważne do zrozumienia dla trenerów, że powinni odgrywać przydzieloną rolę. Trzeba przede wszystkim wypełniać swoje obowiązki, więc jeśli rozwój drużyny obecnie należy właśnie do nich, to moim zdaniem powinni być na scenie z zespołem. Ja prawdopodobnie na scenie pojawię się, jeśli coś pójdzie nie tak, natomiast nie zakładam tego scenariusza.

Hatchy Foto: ESL Polska

We vlogu, który pojawił się na twoim kanale na Youtube, opisywałeś po kolei swoich współpracowników w sztabie trenerskim Misfits. Sam wybierałeś zespół, czy miałeś go narzuconego z góry?

Każda decyzja, którą podejmowaliśmy zarówno jeśli chodzi o graczy, jak i trenerów, była konsultowana z zarządem, ale miałem bardzo dużo zaufania z ich strony. Wyglądało to tak, że ze wszystkich aplikacji, które dostaliśmy, zdecydowaliśmy się wspólnie na paru kandydatów, którzy wydawali się najbardziej obiecujący. Następnie odbywaliśmy z nimi rozmowy. Było kilku kandydatów, z którymi rozmawialiśmy długo, ale ostatecznie się na nich nie zdecydowaliśmy. To też była sprawa, z którą wszyscy chcieliśmy się poczuć komfortowo, żeby nikt nie czuł do kogoś negatywnych emocji na samym starcie. W przypadku trenerów była to dość prosta decyzja, choć mieliśmy jeszcze paru bardzo dobrych kandydatów, ale uznaliśmy, że wybrane przez nas osoby lepiej pasują do naszej wizji drużyny.

Spadła na ciebie duża odpowiedzialność. Obecne Misfits to tak naprawdę twoja wizja drużyny. Czy były jeszcze osoby, które pomagały ci złożyć te składy i wpłynęły na twoją ostateczne decyzje?

Zaczęliśmy od tego, że ściągnęliśmy trenera, którym był Enatron i większość późniejszych decyzji działa się po konsultacji z nim. Kiedy dobierałem kogoś do coaching staffu to bardzo ważna była dla mnie jego opinia. Mówiłem mu wtedy: „Najważniejsze jest dla mnie, żebyś ty spędził z nim czas, pogadał o grze i zobaczył czy nadajecie na tych samych falach.”. Nie było ostatecznie tak, żebym nie umiał podjąć jakiejś decyzji. Oczywiście inni ludzie mieli na mnie wpływ, bo nie jestem osobą zamkniętą na opinie innych. Wręcz przeciwnie, bardzo ważny dla mnie był ten odzew, jak nasi trenerzy czują się z osobami, które mamy potencjalnie zatrudnić.

Ile czasu zajęło wam skompletowanie składu?

Tutaj odpowiedź zależy od tego, który moment uznamy za początek budowania składu na nowy sezon. Ja dowiedziałem się o tym niedługo przed wygranymi przez nas finałami LFL w Monako, czyli w październiku. Myślę, że mogę śmiało powiedzieć, że jako jedna z nielicznych drużyn zdecydowaliśmy się przepracować ten offsezon. Robiliśmy tryouty, nawet nie po to, żeby zobaczyć jaki poziom indywidualny prezentują zawodnicy, bo ciężko to stwierdzić poza sezonem, ale dlatego, że chcieliśmy zobaczyć, w jaki sposób się komunikują. Jaka jest dynamika drużyny oraz po prostu, jakimi są ludźmi. To wszystko mogliśmy odkryć już podczas tych testów. Proces ten zajął nam około dwóch do trzech tygodni dla dwóch zespołów.

Macie obecnie nawet nie 6, ale można powiedzieć, że 7-men roster, ponieważ w drużynie jest obecnie 2 toplanerów i 2 supportów. Na bocie zakładamy, że głównie oglądać będziemy Vandera, ale górna alejka to nadal zagadka. Możesz nam powiedzieć, czy Agresivoo będzie grał w LEC od pierwszego tygodnia?

Nie powiedziałbym, że możemy zakładać cokolwiek. Przede wszystkim ściągnęliśmy świetnych zawodników i ważne było dla nas, żeby nie mieć uprzedzeń. Nie myślimy, że starterem będzie HiRit czy Agressivo, ponieważ staramy się być obiektywni. Po to mamy sztab trenerski, żeby wybrać to, co jest najlepsze dla drużyny. Mamy otwartą głowę. Jest środek grudnia i wszystko jeszcze może się zdarzyć. Wiemy, że LEC wystartuje 22 stycznia, więc jeszcze wiele czynników może wpłynąć na nasze decyzje. Często gramy scrimy wewnętrzne, czyli obie drużyny grają na siebie, wymieniamy zawodników, sprawdzamy różne możliwości i analizujemy wyniki. Chcemy stworzyć możliwie najlepszą drużynę. Myślę, że jest za wcześnie na robienie jakichkolwiek założeń. Cały sezon będzie czasem na obserwację naszych graczy i po to właśnie mamy wszystkich w jednym biurze, żeby w razie potrzeby móc rotować między naszymi składami.

Agresivoo Foto: O'Gaming

Jednak prędzej czy później nadejdzie moment wyboru składu. Kto będzie miał ostateczny głos w tej kwestii?

Myślę, że ostateczny głos nie należy do jednej osoby. Gramy codziennie po 5/6 gier przez 6 dni w tygodniu, więc decyzja tak naprawdę przyjdzie sama. Będziemy mieli pogląd na sytuację zarówno z perspektywy trenerów i graczy. Jest bardzo dużo czynników, które jesteśmy w stanie sprawdzać, zatem nie spodziewamy się, żeby był problem w tej kwestii.

Czy wybierając skład akademii, wiedziałeś, że chcesz właśnie tych graczy, czy jednak były decyzje, które spędzały ci sen z powiek i musiałeś je analizować długimi godzinami?

Było zdecydowanie parę takich rzeczy, ponieważ bardzo wielu nowych zawodników napłynęło do LEC. Jest sporo graczy, których rozważaliśmy i nie były to łatwe decyzje do podjęcia. Myślę, że ostatecznie było tak wielu dobrych, utalentowanych zawodników, że żeby znaleźć tych, którzy na pewno wypadną najlepiej, musieliśmy się nieźle nagłowić. Nie wiedzieliśmy przez długi czas, na kogo się zdecydujemy, ale ostatecznie wybraliśmy skład, w który wierzymy najbardziej. Mogę powiedzieć z przekonaniem, że ostatecznie dostaliśmy tych zawodników, których chcieliśmy.

Oczywiście wszyscy zwracają uwagę na „polskie Misfits”. Myślisz, że łatwiej ci się będzie pracować z tyloma rodakami, czy nie jednak narodowość nie ma tutaj znaczenia?

Myślę, że paradoksalnie będzie mi się pracowało trochę trudniej. Wielu tych zawodników znam od lat, a łatwiej jest trenować graczy, których się jeszcze nie zna. Posiadasz wtedy taki startowy respekt, który wiąże się właśnie z nieznajomością. Zupełnie inaczej wygląda to z ludźmi, których znam od 4-5 lat. Uważam to za moje zadanie, żeby tym wszystkim dobrze zarządzić.

Kolejnym aspektem jest dużo większa presja ze strony społeczności polskiej. Wiadomo, że w idealnym scenariuszu, jeśli ja jestem tutaj na czele, wszyscy chcieliby, abym wystawiał Polaków w głównym składzie. Niestety nie mogę się tym kierować, bo przede wszystkim liczy się dobro drużyny. W tym miejscu chciałbym poprosić naszych rodaków o wyrozumiałość. Jeśli faktycznie Polacy będą najlepsi to prawdopodobnie dostaną szansę zagrania w LEC. Ogólnie jestem bardzo zadowolony, bo jeśli spojrzymy na sytuację obiektywnie, to mamy niesamowicie silną akademię. Agresivoo – mistrz Francji, Shlatan – mistrz Polski, Sertuss – mistrz Niemiec, Woolite – wielokrotny triumfator w Polsce oraz tegoroczny zwycięzca European Masters, a do tego wszystkiego wracający z LEC’a Jactroll. To są absolutnie topowi zawodnicy, którzy będą celować, by wygrać wszystko. Zostali oni wybrani do naszego składu nie ze względu na narodowość, ale przez ich niesamowite osiągnięcia i wyjątkowe umiejętności.

devils.one po wygraniu drugiego sezonu Ultraligi Foto: Ultraliga

LEC startuje 22 stycznia, jak idą wasze dotychczasowe przygotowania przed sezonem?

Trenujemy od początku grudnia i na razie zaskoczyliśmy się pozytywnie. Wszyscy chyba czujemy ulgę, ponieważ oczekiwaliśmy, że na początku może być trudniej. Wiemy jednak, że cały czas mamy dużo rzeczy do naprawienia, bo oczywiście nie jesteśmy jeszcze nie wiadomo jak wspaniałą drużyną. Najważniejsze, że potencjał jest naprawdę duży i jesteśmy zadowoleni z tego, jak przebiega nasz okres przygotowawczy.

Jakie są twoje predykcje na spring split co do akademii, a jakie do drużyny w LEC?

Tak jak mówiłem, jeśli chodzi o drużynę LEC, to spring split jest z założenia mniej ważny. Naszym zadaniem na wiosnę jest rozwijać zawodników, pozwolić im nabrać doświadczenia i zgrać się ze sobą nawzajem. Nie znaczy to, że sam rezultat nie jest w ogóle istotny. Chodzi o to, że podczas spring splitu chcemy stworzyć solidny fundament, aby móc nawiązać walkę z czołowymi drużynami w lecie. Jeśli chodzi o akademię mamy graczy, od których zawsze oczekuje się zwycięstw. To nie jest tak, że planem minimum jest wygranie wszystkiego, bo takie podejście tworzy nierealne oczekiwania. Z pewnością jednak chcemy uplasować się w ścisłej czołówce European Masters i to nie jest cel narzucony przez organizację. To właśnie nasi gracze mają ambicje, żeby wygrać wszystko.

Czy mimo nowych obowiązków znajdziesz czas na drugi sezon “zahatch o esport”?

Zahatch o esport to projekt, który dużo ludzi pokochało. Mam z nim bardzo dużo świetnych wspomnień i pokazało mi to, że naprawdę warto się starać. Mieliśmy ogromny odzew, a przypływ ludzi na twittera był zaskakujący. "Zahatch o esport" to coś, co mi się podoba i chciałbym to znowu zrobić, ale pojawia się pytanie na jaką skalę.

Kiedy robiliśmy pierwszy sezon to była praca niemal 24 godziny na dobę. Fakt, że na wiosnę nie zakwalifikowaliśmy się na EU Masters z Misfits Premier paradoksalnie bardzo mi pomógł w stworzeniu kanału na Youtube. Przeniosłem się wtedy do Poznania, gdzie był również producent polskiego młynu Abej. Obaj byliśmy w gaming housie i pracowaliśmy dzień i noc. Teraz pytanie, czy będąc w LEC i zajmując się też akademią, znajdę na to czas.

Być może wróci jeden z formatów, a może zrobimy jakiś gościnny program, jednakże wchodząc w nowy rok, nie chcę niczego obiecywać. Mogę powiedzieć tylko, że jeśli będzie taka możliwość, spróbujemy coś zrobić. Natomiast jeśli nie będziemy tego czuli albo zmęczenie weźmie górę, to nie będziemy tego próbowali robić za wszelką cenę. Podsumowując, teraz moim głównym celem jest praca z Misfits, ale "zahatch o esport" to coś, co bardzo lubiliśmy i jeśli znajdziemy na to czas, to chcielibyśmy zrobić to ponownie.

Zobacz komentarze