Kryzys w innej części świata może odmienić naszą branżę. Esportowy bojownik ruszył pierwszy klocek domina

Sytuacja polityczna w Hongkongu stała się bardzo gorącym tematem w świecie esportu po niedawnym incydencie który wydarzył się w trakcie turnieju Hearthstone'a. Podłoża całej sprawy nie są tak łatwe jak mogłoby się wydawać, a reakcje mogą zaważyć na rozwoju branży.

Aby zrozumieć to, co się dzieje w Hongkongu, a tym samym słowa wypowiedziane przez "Blitzchunga" niezbędne jest cofnięcie się ponad 150 lat do tyłu. W 1842 roku podpisano traktat kończący pierwszą wojnę opiumową. Była to wojna między Wielką Brytanią a Chinami, a jak sama nazwa wskazuje, powodem konfliktu było opium, narkotyk, od którego obywatele Chin byli uzależnieni. Traktat ten zakładał, że Hongkong będzie od tego czasu pod jurysdykcją Wielkiej Brytanii.

To właśnie Brytyjczykom Hongkong zawdzięcza silną gospodarkę. W 1961 roku stanowisko sekretarza finansowego przejął James Coprerhwaite. Był klasycznym liberałem, ludzie, którzy go znali śmiali się, że spał z książką Adama Smitha „Badania nad naturą i przyczynami bogactwa narodów”. Doprowadził do uwolnienia gospodarki, zlikwidował większość podatków a te, które zostały, sprowadził do minimum, wycofał cła, zniósł regulacje w gospodarce, a nawet zakazał urzędnikom prowadzenie badań statystycznych, by nie utrudniać przedsiębiorcom życia. Niebagatelne znaczenie miało też położenie Hongkongu jako jednego z głównych szlaków handlowych. Tym samym Hongkong stał się azjatyckim “Wallstreet” a obecnie PKB per capita w tym 7-milionowym kraju jest 5x większe niż w Chinach oraz klasyfikuje się w czołówce na świecie. Miasto w ciągu kilkudziesięciu lat rozwinęło się tak:

hong-kong-864884 1280 Foto: Materiały własne

Do pierwszych większych napięć między obywatelami, a władzą w Państwie Środka doszło w 2014 roku. Rząd Chin postanowił, że część władzy zostanie wybrana nie jak do tej pory w wyborach a przez komitet nominacyjny, który oni sami powołają. Hongkończycy wyszli na ulice, tworząc parasolową rewolucję. Trwała ona pół roku, w jej wyniku życie straciło prawie 500 osób, a niemal 1000 zostało rannych. Chiny utrzymały status quo.

To już pokazało zakusy rządu na wolność obywateli w Hongkongu. Kolejny raz Hongkończycy na ulice wyszli w czerwcu tego roku. Był to skutek ogłoszenia przez rząd Chin projektu ustawy, który miałby pozwolić prowadzić konfiskatę mienia i ekstradycję do Chin, podejrzanym o przestępstwa. Wielu mieszkańców uznało to za mechanizm do pozbycia się niewygodnych biznesmenów. Mimo rezygnacji z procedowania ustawy przez hongkońską szefową administracji Carrie Lam ludzie nie przestali wychodzić na ulice. Domagali się jej rezygnacji oraz niemieszania się Chin w politykę wewnętrzną. Demonstracje powoli zaczęły przeradzać się w regularne bitwy z policją. Bardzo często dochodziło do sytuacji, gdy po zakończonej manifestacji na grupę wracającą do domów napadały uzbrojone, zamaskowane bojówki. Efektem tego była plotka o powstaniu prorządowych organizacji paramilitarnych.

protest Foto: Peter Y Chuang / Unsplash

Kraj pogrążony w długotrwałych sporach wewnętrznych coraz bardziej odczuwał tego skutki w kieszeniach. Dynamika wzrostu PKB spadła z 3% do 1%, straty na giełdzie wyniosły 600 miliardów dolarów, a sprzedaż dóbr luksusowych spadła o 50%! W połowie sierpnia Donald Trump wygłosił, że zakończenie represji wobec demonstrantów polepszyłoby relacje między Stanami Zjednoczonymi a Chinami. Chińczycy jednak zagrozili, że jeżeli władza w Hongkongu nie poradzi sobie z falą demonstracji, to możliwa będzie interwencja chińskiego wojska.

Pierwszego października w Chinach odbywało się święto narodowe, w Hongkongu doszło do kolejnych manifestacji, które po chwili przerodziły się w regularną bitwę z policją. Policjanci po raz pierwszy użyli ognia w stronę grupy demonstrantów. Skutkiem kolejnych manifestacji była decyzja o ustanowieniu zakazu zakrywania twarzy w czasie demonstracji. Obywatele Hongkongu w tym celu używali specjalnych masek, w jednej z nich wystąpił “Blitzchung”, profesjonalny gracz Hearthstone.

O tej sytuacji słyszeli już wszyscy. Pojawiała się w największych światowych mediach. Profesjonalny gracz Hearthstona w pomeczowym wywiadzie pojawił się na transmisji w charakterystycznej masce noszonej przez protestujących i zaczął wykrzykiwać: „Wyzwolić Hongkong, rewolucję naszych czasów”. Jest to pierwsza tak głośna sytuacja, w której polityka miesza się z esportem. Już później gracz dodał, że wie o tym, że ta sytuacja może kosztować go karierę, a poświęcił temu swoje ostatnie cztery lata życia, ale jeżeli straci swój kraj, utraci nie tylko karierę, ale wszystko.

Blizzard podjął szybką reakcję. Gracz został zablokowany, ponadto nagrody zdobyte przez niego zostały zamrożone. Absurdalny wydaje się fakt, że oprócz tego karę ponieśli również reporterzy przeprowadzający ten wywiad, którzy byli niewinni całej zaistniałej sytuacji.

Fani gry nie zostawili suchej nitki na twórcach, namawiając się wzajemnie do bojkotu gry oraz deklarując wsparcie dla “Blitzchunga” i całego Hongkongu. Widać to również po nastrojach inwestorów. Blizzard w ciągu ostatnich dni stracił 2% na cenie swoich akcji. Wielu ludzi sugeruje, że decyzja Blizzarda podyktowana jest popularnością gry w Chinach i płynących bezpośrednio korzyści z mikropłatności. Podobne zachowanie widzimy ze strony firmy Apple. Amerykański gigant zablokował w App Storze aplikacje pomagającą Hongkońskim demonstrantom. Nie chcą oni drażnić chińskiego rządu, produkty firmy są bardzo chętnie kupowane w tym kraju.

stooqpl Foto: stooq.pl / stooq.pl

W historii mieliśmy przykłady łączenia polityki ze sportem. Pozytywnym przykładem może być Nelson Mandela, którego zachowanie podczas finału mistrzostw świata w rugby przeszło do historii. Jako czarnoskóry prezydent wyszedł pierwszy pogratulować reprezentantom RPA historycznego sukcesu, jakim był triumf w tak prestiżowych rozgrywkach. Rugby w RPA było uznawane za grę dla „białych”. W reprezentacji występował tylko jeden czarnoskóry zawodnik. Zdarzenie przeszło do historii. Jednak częściej bywało odwrotnie. Próbowano jak najszybciej to możliwe konflikt odciąć od sportu, ze względu na możliwe konsekwencje.

Czy tak samo będzie w esporcie? Aktualnie odbywają się mistrzostwa świata League of Legedns, których uczestnikiem jest drużyna Hong Kong Attitude. Mogliśmy usłyszeć wiele plotek o tym, że w trakcie transmisji będzie zakaz wypowiadania pełnej nazwy drużyny. Riot Games uspokaja, że to informacje wyssane z palca, a cała sytuacja będzie wyglądać jak do tej pory.

Jest to pierwsze tak duże zjawisko łączące te branże z polityką międzynarodową, w którą zamieszane są światowe potęgi, jak Chiny oraz USA. Esport to branża jeszcze raczkująca. Dopiero w tym roku wycena osiągnęła ponad miliard dolarów, co i tak nie jest wynikiem imponującym. Adidas firma zajmująca ostatnią lokatę w prestiżowym rankingu 100 najdroższych marek świata jest szacowany na 130 miliardów dolarów!

Codziennie dostajemy kolejne wiadomości o tym, co się dzieje w Hongkongu. Są eksperci którzy nie wróżą dobrze temu regionowi:

"Hongkong nie ma większych szans, by przekonać Pekin, że należy mu się większy zakres swobód. Zaznacza, że taki wniosek można wysnuć na podstawie polityki siłowej, którą Chiny stosują i stosowały w przeszłości. - Hongkong nie jest już Chinom tak potrzebny, jak to było jeszcze kilkanaście lat temu. Jego znaczenie dla gospodarki chińskiej zmalało. Być może w Pekinie zostanie podjęta decyzja, że nawet brutalnie traktując ten region, Chiny nie ucierpią na tyle, aby było to dla nich nieopłacalne" - to słowa wypowiedziane przez dra Włodzimierza Cieciure.

Producenci tytułów esportowych bezpośrednio i pośrednio związani z całą sytuacją stoją w potrzasku. Opinia publiczna wyraźnie wspiera “Blitzchunga” oraz społeczeństwo Hongkońskie, z drugiej strony stoją jednak Chiny wraz z ogromnym rynkiem i potężnie rozwiniętą infrastrukturą. Zbyt impulsywne reakcje mogą być jedynie pretekstem dla rządzących do ograniczania rozwoju branży, a są osoby, które na rozroście esportu tracą, więc to będzie ich naturalna aspiracja. Najbardziej prawdopodobnym scenariuszem, który zostanie ostatecznie zrealizowany, jest powolne wyciszanie konfliktu, ignorowanie głosu społeczeństwa i liczenie, że „wszystko rozejdzie się po kościach i zostanie zapomniane”.

To będzie oznaczać jedno, że ofiara, jaką poniósł “Blitzchung” poszła na marne. Choć pozostaje się łudzić, że otworzył oczy jednostkom na co dzień nieinteresującym się polityką.

Tematy

hong kong

hearthstone

RiotGames

polityka

Blizzard

Zobacz komentarze

Zobacz także

Lista artykułów

Rozwiń więcej