NASZ RAPORT: Tak kluby Ekstraklasy radzą sobie z esportem

Poziom polskiej piłki ligowej pozostawia wiele do życzenia – wszyscy wiemy to nie od dziś. Ciągły problem braku kwalifikacji do europejskich pucharów, kłopoty z wypłacalnością w terminie i inne tego typu historie znamy aż za dobrze. Uciekając od smutnej codzienności piłkarskiego kibica w Polsce, szukamy plusów w funkcjonowaniu polskich klubów piłkarskich w świecie wirtualnym – esporcie. Oceniamy kolejno każdy klub, który postawił na tego typu przedsięwzięcie. Kto wypadł najlepiej?

LEGIA WARSZAWA

Legia Warszawa Foto: Materiały prasowe

Zacznijmy od największego klubu w Polsce. Legia była pionierem, jeżeli chodzi o badanie esportowych gruntów w polskich klubach piłkarskich. Start oraz pierwsze miesiące funkcjonowania sekcji miała naprawdę udane. Organizacja międzynarodowego turnieju FIFA już na samym początku była pokazem siły oraz chęci kooperacji pomiędzy macierzystym klubem a samą sekcją. Liczne kampanie PR-owe, z czego na pewno najbardziej w pamięci zapadło zdjęcie podczas IEM Katowice 2019. Zawodnicy jednej z największych esportowych organizacji świata FaZe Clan mieli na swoich trykotach herb warszawskiego klubu. Wynikało to ze współpracy pomiędzy właścicielem Legii – Dariuszem Mioduskim a CEO FaZe Clan’u.

Legia eSports została dwukrotnie nagrodzona statuetką Polish Esports Awards w kategorii inicjatywa roku, co dobitnie pokazuje z jakim impetem warszawski klub wszedł w świat wirtualnej rozgrywki. Mimo wszystko po jakimś czasie czar prysł. Tak jakby o sekcji zapomniano, zaczęło pojawiać się mniej contentu związanego z samym esportem w klubie. Przypomnijmy, że zawodnikiem Legii Warszawa jest Miłosz “milosz93” Bogdanowski 4-krotny mistrz Polski oraz kapitan Narodowej Drużyny Esportu, również reprezentant naszego kraju pod banderą PZPN-u. Pierwszy sezon Ekstraklasa Games miał być potwierdzeniem dominacji legionistów na polskim podwórku. Tak się jednak nie stało, zawodnicy z “eLką” na piersi musieli uznać wyższość Pogoni Szczecin, zadowalając się jedynie srebrnymi krążkami. Kilka miesięcy później z sekcją rozstał się drugi zakontraktowany ówcześnie zawodnik - Michał “sroka” Srokosz. Powodem była chęć zmiany trybu życia. Do tej pory nie ogłoszono jego następcy, a Miłosz pozostał jedynym zawodnikiem w grze FIFA. Tydzień później “milosz93” wygrał Finały Rundy Zimowej Ekstraklasa Games na platformie PS4. Podczas trwania koronawirusa, klub zaczął chętniej angażować swojego esportowego zawodnika. Showmatche z klubami z całej Europy czy charytatywny mecz z Maciejem Rosołkiem podczas zbiórki dla Powstańców. Widać w sekcji lekką stagnację, ale zobaczymy jak to się potoczy w niedalekiej przyszłości.

O kluby ekstraklasy i ich działania w esporcie zapytaliśmy znawcę obu światów, zarówno tej tradycyjnej piłki kopanej, jak i wirtualnej. Kuba Polkowski (FootTruck) wzbogaci nasze uporczywe szukanie punktów zaczepienia swoimi przemyśleniami.

Kuba Polkowski:

Podczas pierwszej edycji Ekstraklasa Games to po sekcji esportowej Legii Warszawa było widać największy profesjonalizm. Odprawy przedmeczowe, kameralny sztab ludzi wokół, bootcampy - to wszystko sprawiało, że można było odnieść wrażenie, iż Legia gra w innej lidze. Mam jednak taką refleksję, że wraz z odejściem z klubu Bogusława Leśnodorskiego i Macieja Wandzla ta „zajawka” na sekcję esportową mocno przy Łazienkowskiej wygasła, a może i nawet zaczęła być kosztowną w utrzymaniu kulą u nogi. W klubie zwolniono sporo ludzi, w tym Krzysztofa Stalewskiego, który był odpowiedzialny za tę sekcję. Pojawiły się problemy finansowe i ewidentnie szukano oszczędności na różnych polach. Dzisiaj w zasadzie Legia Esports to Miłosz Bogdanowski. Chłopak ciągnie ten wózek w pojedynkę, ale mam nadzieję, że wraz ze stabilizacją finansową klubu, który zaraz odda piękny ośrodek treningowy do użytku i który zarobi sporo pieniędzy na sprzedaży wychowanków, w tym między innymi Michała Karbownika, przy Łazienkowskiej do inwestują także i esport. Korelacja tych dwóch światów to niewątpliwie przyszłość piłki nożnej i świetna droga do promocji klubu wśród młodszych kibiców. Nie bawię się tutaj w profetę, bo na Zachodzie to już się dzieje.

LECHIA GDAŃSK

Lechia Gdańsk Foto: Materiały prasowe

Dobry wynik podczas turnieju Ekstraklasa Games (sezon 1) dał nadzieję, że klub znad Bałtyku będzie prężnie budował swoją markę na arenie esportowej. Sam projekt został nazwany Raging Lions, nazwa spaja pazur gier komputerowych oraz nawiązuje do lwa - symbolu Gdańska. Po zakończonych finałach Ekstraklasa Games w Warszawie (maj), słuch o Lwach zaginął. Odbywały się drobne ekscesy w postaci meczów pokazowych, ale nic na większą skalę. Lechia Gdańsk obudziła się dopiero przed startem sezonu FIFA 20, gdzie poznaliśmy oficjalnych reprezentantów klubu. Nowym nabytkiem okazał się Bartosz “seVen” Majewski, a w sekcji na dobre zadomowił się już znany wcześniej Tomek “toninho” Galiński. Była to również ostatnia rzecz, którą wykonał koordynator sekcji przed swoim odejściem - Kamil Zieliński. Ten, otrzymał szansę wdrożenia w struktury AVEZ, gdzie zdaniem wielu radzi sobie bardzo dobrze. Był to tak naprawdę początek końca. Bartosz Majewski, były reprezentant Piasta Gliwice Esports nie obronił swojego miejsca w zamkniętych eliminacjach do Rundy Zimowej Ekstraklasa Games. Przez co jedynym zakontraktowanym graczem w drugim sezonie w barwach Lechii był “toninho”. Ostatni post, który pojawił się na fanpage’u Raging Lions jest z 3 marca. Od tamtej pory nie została na nim zamieszczona żadna treść. To koniec? Aktualizacja: drużyna Raging Lions rozegrała towarzyskie spotkanie z zawodnikami Wisły Płock.

Kuba Polkowski:

Do sekcji esportowej Lechii Gdańsk od początku podchodziłem z dużym dystansem, bo wiem jak wiele spraw w tym klubie stoi na głowie. Brak płynności finansowej, duża roszada ludzi w marketingu i biurze prasowym, także w piłkarskiej szatni, no i regularne problemy z otrzymaniem licencji na grę w Ekstraklasie. Pakowanie się w esport od początku brzmiało bardziej jako powiew fantazji, aniżeli długofalowa wizja rozwoju tego projektu. Sekcja powstała i żyje sobie własnym życiem, dryfuje spokojnie, zawodnicy rozgrywają jakieś mecz pod szyldem Raging Lions, ale nie mają za dużego wsparcia z klubu.

ARKA GDYNIA

Arka Gdynia Foto: Materiały prasowe

Zostańmy jeszcze chwilę w okolicach Trójmiasta. Tak naprawdę przygoda Arki Gdynia w esporcie jest jedną z dłuższych, jeżeli chodzi o polskie kluby. Wydaje nam się, że pod względem osiągniętych wyników przez reprezentantów w FIFA jest to obecnie najbardziej wyróżniający się zespół. Tuż przed obecnym sezonem klub z Pomorza postanowił włączyć w swoje szeregi utalentowanego Gracjana “El Polako” Gołębiowskiego. Na sukcesy nie musieliśmy długo czekać, zapewnione od klubu wsparcie zaowocowało wyjazdem na turniej do Atlanty oraz Paryża. Ostatnim polskim klubem, który mógł pochwalić się reprezentantem na zagranicznych zawodach była Legia Warszawa - ale to paręnaście miesięcy wstecz. Kolejną sprawą nobilitującą jest fakt, że ówczesny menedżer sekcji esportowej wygrał wyścig na fotel selekcjonera reprezentacji Polski w eFutbolu PZPN. Najwidoczniej włodarze Arki znają się na ludziach. Nieco gorzej wygląda sytuacja w CS-ie. Gracze tego tytułu, którzy współpracowali lub mieli bliską współpracę z klubem, często narzekają na dialog z osobami zarządzającymi oraz na warunki, a przecież Arka jako nieliczna ma swój gaming house. Niedawno Arka otworzyła również dywizję League of Legends.

Kuba Polkowski:

W Arce chyba tak naprawdę nikt nie wie, co z tym esportem zrobić. Rozwijać? Doinwestować? Czy może zlikwidować? Paradoksalnie w tym roku, jeżeli chodzi o FIFĘ, to odnieśli zdecydowanie największe sukcesy spośród wszystkich polskich ekip. A to oczywiście dzięki świetnej postawie Gracjana „ElPolako” Gołębiewskiego, który w FIFIE 20 jest najlepszym polskim zawodnikiem na konsoli XBOX. Już sam fakt, że na turniejach w Atlancie czy w Paryżu, nazwa Arka Gdynia eSports pojawiała się obok takich firm jak AS Roma, Sporting czy Ajax Amsterdam, świadczy o tym, że sezon 2019/2020 w gamingu wyprzedził o kilka długości piłkarską rzeczywistość w tym klubie. Fajnie byłoby gdyby nowy właściciel klubu także to dostrzegł, bo uważam, że z Gracjanem oraz Dominikiem Bogusiem w składzie, przy odpowiednim nakładzie finansowym, tych sukcesów może być jeszcze więcej w przyszłości.

WISŁA KRAKÓW

Wisła Kraków Foto: Materiały prasowe

Chyba najciekawsze wejście w polski esport. Wielka umowa opiewająca na kwotę 1,8 miliona złotych zrobiła wrażenie na każdym fanie gier komputerowych online. Było to wydarzenie bez precedensu, nigdy nikt tak nie zainwestował w polską branżę esportu. W sekcji FIFA pojawił się najbardziej rozpoznawalny zawodnik FIFA w Polsce - Bartosz “bejott” Jakubowski. Jego kompanem został Jakub “cyanide” Mikołajewski, który jeszcze kilka miesięcy wcześniej przed podpisaniem kontraktu z Białą Gwiazdą reprezentował barwy Legii Warszawy na Ekstraklasa Games. Do tej pory zawodników krakowskiego klubu mogliśmy oglądać podczas meczów pokazowych oraz na Finałach Rundy Zimowej Ekstraklasa Games 2. Tam - delikatnie mówiąc - dwójka reprezentantów zawiodła oczekiwania fanów i poziom, który zaprezentowali był poniżej ich oczekiwań.

Kuba Polkowski:

Aktualnie chyba najbardziej profesjonalna ekipa spośród wszystkich drużyn działających pod szyldem klubu piłkarskiego. Rzadkością na polskiej scenie FIFA jest, aby zawodnicy mieli podpisane kontrakty, dzięki którym mogą wyłącznie skupić się na rozwijaniu swoich umiejętności i turniejach. Wisła im to umożliwia, dodatkowo ma w swoich strukturach Łukasza Twardowskiego, który bardzo dobrze czuje świat esportu. Oby tak dalej.

Tomasz Chomczyk o sekcji CS:GO - Wisła All in! Games Kraków:

Wisła jest bardzo ciekawym projektem, który tworzony jest na podstawie mieszanki młodości z doświadczeniem. Ściągnięcie do drużyny Loorda, czyli najbardziej utytułowanego trenera w Polsce, to moim zdaniem strzał w dziesiątkę. Na pewno obecnie drużyna ma zupełnie inne priorytety niż wcześniejszy skład, ale też pamiętajmy, że to dopiero pierwsze miesiące jej funkcjonowania. W mojej opinii jednak obecnie mają większy potencjał, ale jak to się zwykło mawiać na polskiej scenie "kantera" - potrzebują czasu. Loord, szpero i mynio z pewnością ten czas wykorzystają bardzo dobrze.

KORONA KIELCE

Korona Kielce Foto: Materiały prasowe

Choć sytuacja Korony Kielce w Ekstraklasie do tej pory jest wielką niewiadomą, to przy ogłaszaniu sekcji esportowej we wrześniu ubiegłego roku, sprawa nie była jeszcze tak tragiczna. Klub udostępnił film promocyjny reklamujący wejście w świat gier, który przez fanów z województwa świętokrzyskiego nie został odebrany zbyt dobrze - wówczas piłkarze z Kielc nie spisywali się dobrze. Sekcja od samego początku posiada drużynę w trybie FIFA Wirtualne Kluby 11 vs 11. Do tego zakontraktowali dwóch młodych zawodników w trybie 1 vs 1. Bartosza “Aza” Dworzaka oraz Adriana “Adek” Kieresia. Ciekawą sprawą jest to, że trenerem chłopaków został weteran sceny FIFA w Polsce - Bartosz “Bartas” Tritt, który osiągał sukcesy nie tylko w kraju, ale również za granicą. Poza kilkoma wydarzeniami offline w postaci turniejów dla kibiców w centrach handlowych, to nikt nie wie, jak wygląda rozwój sekcji. Dwa tygodnie temu, w końcu mogliśmy podziwiać drużynę 11 vs 11 na oficjalnym fanpage’u Korony. Porażka z tureckim zespołem podczas tej transmisji chyba na trwałe pogrzebała przyszłość tej sekcji w dalszym jej promowaniu. Ponad połowa komentarzy od kibiców Korony była w stylu - “to my mamy sekcję esportową?”. To mówi wiele za siebie...

Naszym zdaniem:

Korona Kielce oraz Lechia Gdańsk to prawdopodobnie dwie najgorzej promowane przez klub sekcje esportowe. Z tym że Lechia ostatnio próbowała wypłynąć na powierzchnię nabierając trochę powietrza. Zobaczymy, na ile czasu starczy im zapas tlenu znad Bałtyku. Korona nawet nie próbuje wyjść do ludzi, prawdopodobnie pierwszym celem klubu jest utrzymanie w ekstraklasie. Wydaje nam się, że jest to główny problem braku wsparcia od macierzystego klubu.

ŚLĄSK WROCŁAW

Śląsk Wrocław Foto: Materiały prasowe

Najświeższa klubowa sekcja esportowa w kraju. Trzeba być naprawdę odważnym, żeby w dobie koronawirusa otwierać nowy biznes pod tytułem “gry komputerowe”. Pozyskanie Damiana “natsu” Gajewskiego było świetnym ruchem. Chłopak z miesiąca na miesiąc wchodził na jeszcze wyższe obroty po nieudanym starcie sezonu. Ciekawym wyjściem było pójście w ślady Wisły Kraków i otworzenie sekcji CS:GO. Obecnie jesteśmy po kilku inicjatywach esportowych klubu. Jednak jest to zbyt krótki okres czasu, żeby wyciągać oceny. Każdy zaczyna dobrze, a z czasem tak jakby te chęci uciekały.

Naszym zdaniem:

Zarówno Kuba jak i ja, nie podejmujemy się oceniać Śląska. Jest to jeszcze zbyt młody twór, żeby stawiać mu oceny. Mamy tylko nadzieję, że sekcja nie pójdzie w kierunku Korony Kielce. Huczne otwarcie okraszone meczem pokazowym z Wisłą, a od tamtej pory lekka stagnacja w FIFA. Być może trwają rozmowy na temat pozyskania drugiego zawodnika, co z pewnością uatrakcyjniłoby sekcję.

WISŁA PŁOCK

Wisła Płock Foto: Materiały prasowe

Mimo że reprezentanci Wisły Płock w FIFA najlepsze lata mają już za sobą, to wciąż czynnie przyczyniają się do rozwoju sekcji. Choć do pewnego czasu można było mieć odczucie, że ich tam nie ma. Od jakiegoś czasu, na stronie Wisły Płock pojawiają się luźne transmisje na żywo z udziałem chłopaków. Dodatkowo z piorunującą częstotliwością zawodnicy Nafciarzy przystępują do spotkań pokazowych z polskimi drużynami, a nawet udało im się zmierzyć z VfL Wolfsburg dzięki współpracy z firmą Turtle Beach. Klub z Płocka jeszcze jakiś czas temu w swoim szeregach posiadał drużynę w League of Legends, która występowała w najwyższej klasie rozgrywkowej w Polsce. Niestety obecnie nic nie wiadomo o powrocie do tej gry.

O Wisłę zapytaliśmy kolejnego przedstawiciela obu tych środowisk. Grzegorz Łagowski, osoba odpowiedzialna za działania Ekstraklasy na polu esportowym.

Grzegorz Łagowski:

Wisła Płock to klub, który w sposób bardzo rozważny i profesjonalny jako jeden z pierwszych w Polsce podszedł do tematu prowadzenia działań w obszarze esportu. Klub zaczął od zatrudnienia specjalisty związanego z Płockiem, z wieloletnim doświadczeniem w branżach esportowej i eventowej (Marcina Sieczkowskiego) i na pewno nie żałuje tej decyzji. Na potrzebę rozwijania projektów esportowych została stworzona dedykowana struktura w oddzielnej spółce, która z jednej strony prowadzi działania w esporcie pod własnym brandem Wisła Płock eSports, a z drugiej koordynuje wszelkie inicjatywy gamingowe czy esportowe klubu piłkarskiego.

***

WIDZEW ŁÓDŹ

Widzew Łódź Foto: Materiały prasowe

Jeszcze na chwilę zejdźmy dwa piętra rozgrywkowe niżej. Mamy tu odbudowujący się Widzew Łódź. W lutym bieżącego roku, klub postanowił wejść w świat esportu. Autor tego tekstu jest częścią tego przedsięwzięcia; zostałem wybrany twarzą tego projektu. Nic to nie zmienia, dalej obiektywnie podejdę do tematu esportu w czerwono-biało-czerwonej części Łodzi. W jakiś sposób pozyskanie oraz danie szansy osobie niepełnosprawnej takiej jak Sebastian “kotwicz” Kolczyński było czymś niezwykłym. To pierwszy taki przypadek w Polsce. Mogę z ręką na sercu powiedzieć, że jest to obecnie najlepiej rozwijająca się klubowa sekcja esportowa w Polsce. Liczne turnieje dla kibiców klubu, showmatche, wydarzenia promujące przyjazną stronę wirtualnej rozgrywki czy jakiekolwiek włączanie piłkarzy pierwszej drużyny Widzewa w promocję esportu.

Przed koronawirusem odbyło się również spotkanie tematyczne z kibicami. Podczas, którego razem z Wojtkiem Pawłowskim opowiadaliśmy o grach oraz naszych spojrzeniach na ten świat. Natomiast dostrzegam błędy w komunikacji. Widzew jako pierwszy w Polsce otworzył się na sekcje 10 vs 10 w grze PES. Dotąd mało znany tryb przykuł uwagę osób zarządzających. Jednak w Red Wolves, bo pod taką nazwą funkcjonuje drugoligowiec, od samego początku w szeregach trzyma drużynę 11 vs 11 w FIFA. Przesyt? Na to wygląda, nie jesteś w stanie budować storyline zespołu, jeżeli kibice nie potrafią rozróżniać zawodników. Po prostu bliźniaczy tryb w symulatorach sportowych nie może być pod jedną banderą. Wróćmy na chwilę do nazwy, duża rzesza kibiców była zawiedziona, dlaczego sekcja nazywa się “Red Wolves”, a nie po prostu Widzew Łódź. Środowisko kibicowskie wręcz naciska, żeby sekcja zmieniła swoją wizję budowania marki. Jak to ostatecznie będzie, zobaczymy…

***

To oczywiście nie wszystkie kluby, które miały coś wspólnego z esportem. Swoich sił próbował Zawisza Bydgoszcz. Natomiast tu poległ koordynator, który na publicznej grupie wypisywał homofobiczne komentarze. Od tamtej pory sekcja esportowa Zawiszy straciła zawodników 1 vs 1 oraz skład w trybie wirtualnych klubów (11 vs 11). Obecnie ratują się tam zawodnikiem WRC, mało popularnego symulatora wyścigowego. Ostatnio do esportu włączył się Górnik Zabrze, niestety jednorazowo. Klub uczcił mecz sprzed ponad pięćdziesięciu lat z AS Roma. Spotkanie zostało rozegrane na wirtualnych boiskach, a udział w wydarzeniu wziął najlepszy polski gracz FIFA. Damian „damie” Augustyniak, który jeszcze do wtorku reprezentował barwy rzymskiego klubu. Swoich sił próbowała również Jagiellonia, ale tu otwarcie z nami wyznał Kamil „Riptorek” Soszyński. Po prostu nie było pieniędzy na rozwój esportowej sekcji i pomysł został zamknięty. Na esportowej mapie Polski znalazł się również Piast Gliwice. Tutaj wszystko wyglądało bardzo ciekawie. Reprezentanci wielu tytułów, którzy rozwijali odnogi gier w klubie. Nawet udało się zorganizować showmatch z reprezentantami FC Barcelona w grze Rocket League. Tam jednak bezlitośni okazali się Katalończycy. Czas prysł, gdy na wierzch wyszły wszystkie brudy dotyczące klubu, gdzie Piast kompletnie nie dokładał swojej cegiełki do rozwoju sekcji, a wręcz ją bojkotował.

*** OCENA ***

A więc, co z tym esportem w polskich klubach… Odpowiada dalej Grzegorz Łagowski z SPORTFIVE (wcześniej Lagardere Sports).

Jak oceniasz ogólne zaangażowanie polskich klubów w esport?

Grzegorz Łagowski: W polskiej piłce nożnej mamy do czynienia z przekrojem przeróżnych modeli podejścia do projektów związanych ze sportem elektronicznym. Kluby Ekstraklasy można podzielić ze względu na zaangażowanie w to zjawisko na trzy rodzaje: kluby, które już realizują projekty esportowe i mają na to wyznaczoną bardziej lub mniej złożoną strategię; kluby, które chętnie angażują się w inicjatywy ligowe związane z wirtualną rywalizacją, ale działania te nie są powiązane z długoterminową strategią; oraz kluby, które z różnych powodów nie prowadzą i na ten moment nie planują prowadzić działań w tym obszarze. Znamienne jest, że w większości przypadków z najlepszą recenzja działań w esporcie spotykają się kluby, które albo zatrudniły do tego dedykowane osoby – ekspertów w swoich klubowych strukturach, albo te, które zaangażowały się we współpracę z podmiotami zewnętrznymi tj. agencjami pracującymi w esporcie na co dzień. Fakt ten potwierdza, że tak jak skoordynowanie ad hocowych działań esportowych prowadzonych z inicjatywy ligi może być skutecznie zrealizowane przez osoby na co dzień pracujące np. w działach marketingu lub PR klubów piłkarskich, tak, by te działania miały zalążek strategii i by były skuteczne i autentyczne dla docelowych odbiorców, to powinny być one konsultowane i realizowane przy współpracy z ekspertami.

Co robią źle?

Uważam, że w ocenie efektywności polskich klubów piłkarskich w obszarze prowadzenia działań w esporcie powinniśmy mierzyć siły na zamiary. Działalność klubów piłkarskich jest oparta o piłkę nożną i tak jak faktem jest, że esport jest dynamicznie rozwijającym się zjawiskiem i trendem konsumenckim, który może być na wiele różnych sposobów wykorzystanym w celu m.in. budowania więzi i zaangażowania szczególnie wśród młodych kibiców, tak jednocześnie w modelu biznesowym klubów piłkarskich esport jest i będzie dodatkiem – bardzo ciekawym i angażującym, ale dodatkiem, do piłki nożnej. Osoby pracujące w działach marketingu i komunikacji klubów Ekstraklasy są w pełni zaangażowane w swoją pracę i czasami ciężko może być im wyegzekwować wystarczającą ilość czasu by poświęcić go na rozwój projektów esportowych zakrojonych na szeroką skalę, wychodzącą poza ramy sytuacyjnych inicjatyw. Tym bardziej, że powinno się to wiązać z dedykowanym budżetem, którego może czasem brakować ze względu na priorytetyzację zadań w klubach.

Jak temu zaradzić?

Tak jak nie od razu Rzym zbudowano, tak samo temat esportu w klubach Ekstraklasy powinien się co do zasady z roku na rok rozwijać, czasem lepiej czasem gorzej w zależności od aktualnej sytuacji ekonomicznej w kraju i w skali mikro danego klubu. By działania sekcji esportowej były związane z rozbudowaną i przemyślaną strategią, to powinny się opierać na różnych filarach – tak na uczestnictwie w oficjalnych rozgrywkach od wydawcy gry EA Sports lub w turniejach organizowanych przez ligę (Ekstraklasa Games), jak i na towarzyskich meczach pokazowych przeciwko innym klubom z rodzimej Ekstraklasy lub z zagranicy. Profesjonalni gracze FIFA oficjalnie związani z sekcją esportową danego klubu powinni tez być wykorzystywani na różne sposoby do aktywowania młodych kibiców (poprzez streamingi na klubowych kanałach esportowych online lub obecność w dedykowanej strefie gamingowej np. przy trybunie rodzinnej podczas meczów piłkarskich w roli gospodarza) lub prowadzenia akcji marketingowych (np. aktywacja sponsorów lub inne niestandardowe aktywacje). To tylko przykłady, ale dopiero gdy działania i komunikacja są konsekwentnie planowane i realizowane przez dłuższy czas, można mówić o wzroście zasięgów i społecznej świadomości tych działań.

Który z polskich klubów najlepiej “bawi się w esport”?

W mojej ocenie na wyróżnienie, jeżeli chodzi o aktywność w przestrzeni esportu zasługują Legia Warszawa (za liczne towarzyskie mecze pokazowe z dużymi markami piłkarskimi). Wisła Płock (za konsekwencje i profesjonalizm) oraz Wisła Kraków (za współpracę z agencją zewnętrzną, która przynosi pozytywne wyniki).

Zobacz komentarze

Zobacz także

Lista artykułów

Rozwiń więcej