Carmac: Kupić można prawie wszystko, poza historią. To wyróżnia IEM i Katowice na tle innych

Carmac Foto: Materiały prasowe

Nie ma lepszej osoby, która wytłumaczy czym jest IEM i dlaczego kibice tak chętnie przybywają na ten event, niż Michał Blicharz, wiceprezydent do spraw pro gamingu w ESL.

Dlaczego major wraca do Katowic? Czuliście, że go brakowało?

Michał „Carmac” Blicharz, wiceprezydent ds. pro gamingu w ESL: Ciężko powiedzieć, że brakowało. My jesteśmy w stanie kontrolować tylko ciężką prace. Wydaje mi się, że udało nam się stworzyć turniej najwyższej próby, który wytrzymuje porównania z majorem. Mieliśmy najlepsze drużyny, wspaniały publiczność, pełny Spodek i scenę, która wyróżnia się na tle tych na innych turniejach. Wydaje mi się, że były to rogrywki jak major, bez statusu majora. Na pewno się cieszymy, że wraca do nas to prestiżowe wyróżnienie, bo jesteśmy w stanie przekroczyć pewną barierę. Możemy rozegrać fazę grupową bez publiczności. Cieszy mnie to, bo uważam, że CS jest na tyle popularny w Polsce, że kibice na pewno licznie się zjawią. Moim zdaniem będą to najpiękniejsze mecze Counter-Strike w historii, ponieważ na ogół tak wczesny etap rozgrywek produkuje się w zamkniętych studiach.

Twoi współpracownicy nie marudzili, że już po raz siódmy z rzędu gospodarzem będą Katowice, a nie wielkie metropolie typu Nowy Jork czy Sydney?

Michał „Carmac” Blicharz, wiceprezydent ds. pro gamingu w ESL: Esport jest bardzo młody, więc stosunkowo łatwo jest zdobyć pieniądze. Jest bardzo wielu inwestorów i firm zainteresowanych esportem. Kupić można prawie wszystko, poza historią. Spodek ma tę historię. W marcu po raz siódmy Katowice będą gospodarzem imprezy, a takiego doświadczenia nie ma nikt. Rezygnować z tego byłoby jednym z większych strzałów w stopę w historii esportu.

Czy rozgrywanie grup przy udziale publiczności nie będzie faworyzować polskich zespołów?

Michał „Carmac” Blicharz, wiceprezydent ds. pro gamingu w ESL: Zdecydowanie doping publiczności pomaga zawodnikom, natomiast taka jest natura rywalizacji. Przykładu nie trzeba szukać daleko, bo wystarczy spojrzeć na mistrzostwa świata w Rosji, gdzie gospodarze przy wsparciu swoich kibiców wykręcili bardzo dobry wynik. Przecież nie pojedziemy na bezludną wyspę.

A co jest najtrudniejsze przy organizacji takiej imprezy?

Michał „Carmac” Blicharz, wiceprezydent ds. pro gamingu w ESL: Uhu... chyba co nie jest najtrudniejsze? Powaznie, to pod każdym względem IEM jest niesłychanie ciężką imprezą do organizacji. To bardziej skomplikowanie przedsięwzięcie niż koncert najlepszego zespołu i mecz sportowy jednocześnie. Oprócz logistyki i transmisji, zdarzały nam się problemy z wizami, które trzeba było ratować w ostatnim momencie. Byli też psychofani. Nie chce wnikać szczegóły, co konkretnie przeskrobali, ale musiała interweniować policja. Margines błędu nie istnieje. Czynników, które decydują o sukcesie jest kolosalna liczba, a każde nawet najdrobniejsze potknięcie jest surowo oceniane przez oglądających.

Co czeka kibiców poza Majorem w CS:GO?

Michał „Carmac” Blicharz, wiceprezydent ds. pro gamingu w ESL: Rozmawiamy, prowadzimy negocjacje z różnymi stornami, pracujemy nad programem pozostałej części imprezy, ale nie jesteśmy jeszcze gotowi, by dzielić się ze światem owocami naszej pracy. Mogę jedynie zagwarantować, że będzie to jak co roku wyjątkowe widowisko dla każdego fana sportów elektronicznych.

Co wyróżnia IEM, że zawsze macie komplet publiczności, bo ostatnio lany organizowane w Polsce mają z tym problem?

Michał „Carmac” Blicharz, wiceprezydent ds. pro gamingu w ESL: Wspólnie z zawodnikami i widzami udało nam się wytworzyć coś na czym po prostu każdy miłośnik sportów elektronicznych musi być. Wszyscy wiedzą, że przyjadą najlepsze drużyny i zawodnicy, a osoba siedząca obok ciebie na publice będzie tym pochłonięta tak jak ty. My też robimy takie drobne rzeczy, które naprawdę mają wpływ na kibiców. Na przykład, kiedy gracze wygrają mecz muszą iść bardzo długo, by dotrzeć do pucharu. Podczas tej drogi tysiące ludzi jednocześnie bijących brawo jest w nich dogłębnie wpatrzonych. Te emocje, ciarki, i ten wyjątkowy moment, to zwieńczenie po co ci chłopcy trenują całe życie. Seria takich drobnostek składa się na ten cały efekt powoduje, że gracze wpadają sobie w ramiona czy nawet płaczą. Gdybym wiedział jak przenieść to co mamy w Katowicach na inne eventy, to pewnie przyjechałbym Bentleyem na tę konferencję. Pomijając żarty wydaje mi się, że odpowiedzią na twoje pytanie będzie – organizatorzy muszą stworzyć coś wyjątkowego.

A jak dotrzeć do nowych widzów?

Michał „Carmac” Blicharz, wiceprezydent ds. pro gamingu w ESL: Nad tym głowi się całe środowisko i wydaje mi się, że nie ma jednej odpowiedzi. Cały czas podglądamy się wzajemnie. U nas dużym magnesem jest Expo, gdzie Ci kibice grający raz na jakiś czas mogą przyjść i zobaczyć nowe technologie. Inaczej esport ogląda się w domu czy w pracy na telefonie, a inaczej wśród 10 tysięcy osób, które wiwatują, skaczą i pasjonują się tym. Nagle intuicyjnie zaczynamy rozumieć o co w tym wszystkim chodzi. Najtrudniej kogoś zagonić na stadion czy halę, ale jak już przyjdzie, to nie trzeba mu nic udowadniać, bo sam szybko się zreflektuje, że będzie chciał odwiedzić kolejny turniej.

Zobacz komentarze