Afera dopingowa wśród graczy zaczęła się w Polsce. O walce z nielegalnymi substancjami w esporcie [MAGAZYN ESPORTMANII]

Nie tylko kolarze, bokserzy czy lekkoatleci korzystają z dopingu. Od czasu ESL One Katowice 2015 wiemy, że problem ten dotyka także wirtualnej rywalizacji, ale rzadko się o nim mówi. Tam, gdzie znajdują się ogromne pieniądze, zwiększa się liczba potencjalnych oszustów. Jak wygląda walka z dopingiem w esporcie? Co i po co zażywają gracze, a także jakie są tego konsekwencje?

Zawodnik w trakcie turnieju siada przed komputerem i rozgrywa swój pierwszy mecz. Niezależnie od wyniku ma kilka godzin odpoczynku. W tym czasie często rozpamiętuje poprzednie spotkanie, szczególnie jeśli zakończyło się porażką. Stresuje się także nieuchronnie zbliżającym się starciem, które zadecyduje o jego przyszłości. Odpadnięcie z rozgrywek może przybliżyć się do wyrzucenia go z zespołu. Dodatkowo w grze są ogromne pieniądze, więc szkoda byłoby, gdyby przeszły przez palce. Po przerwie zawodnik znowu przystępuje do walki i tak kilka dni z rzędu. Wspomniana kombinacja negatywnych czynników skłania graczy do korzystania z dopingu, dzięki któremu zwiększają koncentrację na grze i obniżają stres.

W 2015 roku Kory "Semphis" Friesen, czyli profesjonalny gracz Counter-Strike: Global Offensive, przyznał się do zażywania Adderallu podczas turnieju w katowickim Spodku. Substancja ta wydawana jest na receptę dla osób cierpiących na ADHD. Służy przede wszystkim poprawie koncentracji, a także ogranicza potrzebę snu i dodaje energii, przez co w Stanach Zjednoczonych kojarzony jest często ze studentami. Adderall jest zakazany w takich ligach jak NFL, MLB, NBA, NHL czy MLS. Nie można z niego korzystać także na igrzyskach olimpijskich.

W Polsce wszyscy graliśmy wspomagani Adderallem. Myślę, że było to widoczne, bo zachowywaliśmy się dziwnie i gadaliśmy od rzeczy. Szczerze mówiąc – nie dbam o to. Ludzie mogą sądzić, co chcą – powiedział Semphis. Były reprezentant Cloud9 wywołał medialną burzę, za której sprawą New York Times porównał go i kolegów z drużyny do Lance'a Armstronga.

Semphis Foto: ESL

ESPN z kolei dotarło do Tylera "Calm Mentality" Mozingo, profesjonalnego gracza Halo, który potwierdził, iż Adderall jest stosowany wśród esportowców. Również w społeczności Call of Duty podniosła się dyskusja na ten temat. Co ciekawe esport w obydwu tytułach rozwija się najprężniej w Stanach Zjednoczonych, a gracze zapytani po wywołanej przez Semphisa aferze o Adderall często nie wiedzieli, czym jest. Nie jest to rzecz jasna sugestią, jakoby problem występował wyłącznie w Ameryce Północnej.

W związku z nagłośnieniem sprawy świat esportu wyszedł z różnymi inicjatywami, aby zwiększyć świadomość występowania dopingu wśród graczy. Tematem zainteresował się przede wszystkim ESL, który stworzył politykę antydopingową. Organizacja wydaje rocznie 40 tysięcy dolarów na testowanie zawodników pod kątem zażywania zakazanych substancji. Samo ESL to jednak za mało.

Do sprawy dołączyło się także Esport Integrity Coalition, które w trakcie ESL One Cologne 2018 opublikowało ciekawy materiał. Komisarz Ian Smith poinformował w nim, że tylko jeden na czterystu przebadanych zawodników korzystał z dopingu. Pracownik ESIC uwzględnił przy tym leki, które zostały wydane dla zawodników na receptę, w tym Adderall. Jego wniosek jest prosty – wśród najlepszych esportowców doping praktycznie nie istnieje. Jednak w drużynach półprofesjonalnych zjawisko to może występować częściej, ponieważ nie opłaca się przeprowadzać tam testów.

W walkę przeciwko dopingowi zaangażowało się także Sporting Integrity, które zajmuje się przeprowadzaniem testów m.in. podczas turniejów CS:GO, League of Legends czy StarCraft II. Jej założycielka, Michele Verroken, w kwietniu rozmawiała z Reutersem na ten temat. Z jej wypowiedzi wynika, że nieuczciwi zawodnicy stopniowo porzucają Adderall na rzecz innych środków. Jej informacje nie są wyssane z palca, ponieważ Verroken współpracuje z graczami, aby ustalić, które narkotyki zwiększają wydajność zawodników. Dzięki temu wraz z organizatorami wydarzeń esportowych będzie w stanie zakazać kolejnych środków dopingujących.

IEM Katowice Foto: ESL

Jednym z narkotyków, które ostatnio bada Sporting Integrity, jest marihuana. Często kojarzy się ona z relaksem i właśnie pod tym kątem sprawdza ją Verroken. Dopuszcza ona, że ten narkotyk może pomagać zawodnikom w stresujących momentach, gdy zbyt duża panika może szybko przyczynić się do porażki. Idealnym przykładem jest sytuacja, w której zawodnik CS:GO zostaje sam na polu bitwy, a gdzieś na mapie czeka na niego dwóch bądź więcej graczy. Jeśli chce on wygrać walkę, powinien nie tylko dysponować znakomitym refleksem, ale także musi zachować spokój.

Jak to z narkotykami bywa, każdy człowiek reaguje na nie inaczej. Marihuana jedną osobę może zrelaksować, a drugą uśpić. Z kolei Aderrall może być zastrzykiem energii, ale także tzw. złotym strzałem. – Nie jest tak, że bierzesz Adderall i od razu grasz lepiej. Na każdego działa to inaczej. Nas to po prostu pobudzało, a przecież nie jest łatwo przylecieć z USA do Europy i grać w innej strefie czasowej – mówił Semphis.

Verroken przeprowadza m.in. testy doustne, w przeciwieństwie do sportu, gdzie częściej bada się mocz. – Zapytaliśmy graczy, co ich zdaniem powinno znaleźć się na liście zakazanych substancji, a oni po prostu nam to powiedzieli. Te narkotyki znacznie łatwiej wykryć drogą doustną, a przy okazji na tym oszczędzamy – powiedziała. Badania przeprowadziła na ponad 300 graczach i trenerach. Zdarzyło jej się nawet dyskutować z zespołami na temat, który narkotyk zalicza się do "imprezowych", a który do "dopingowych", ponieważ u jednej z drużyn wykryła MDMA, znane też pod nazwą ekstazy. – W takich przypadkach zapraszamy ich do naszej siedziby, rozmawiamy z nimi i informujemy, że następnym razem przeprowadzimy na nich testy antydopingowe – skomentowała.

Zdaniem Verroken esport różni się tym od tradycyjnego sportu, że aktywnie angażuje graczy i inaczej podchodzi do kwestii dopingu. – Prowadziłam program antydopingowy w Wielkiej Brytanii, ale moim zdaniem nie był on dobrze skonstruowany. Teraz pracuję w środowisku esportu, gdzie spotykam się z ogromnym zaangażowaniem ze strony graczy. To świetne – powiedziała.

Schalke 04 Foto: Schalke 04

Do dyskusji na temat dopingu dołączył także swego czasu Tim Reichert, Managing Director w esportowym oddziale FC Schalke 04. – Przeprowadzamy testy na każdym graczu, w tym badania krwi. Nie są one tak zaawansowane, jak testy przeprowadzane na naszych piłkarzach, ale nadal są bardzo obszerne – skomentował. Poinformował także, że gracze, u których zostanie wykryty doping, żegnają się z drużyną. – Przyzwyczailiśmy się do przeprowadzania testów w piłce nożnej, a jest to coś, co spłaciło się dopiero po dwudziestu, może trzydziestu latach. Z tego powodu uważam, że to pożyteczna procedura w esporcie. Reputacja po wykryciu dopingu niewiarygodnie szybko spada. Pobieranie próbek jest po prostu sensowne – dodał.

Organizacje takie jak Niemiecka Agencja Antydopingowa czy Światowa Agencja Antydopingowa także dołączają do walki z dopingiem w wirtualnej rywalizacji, ale stoi przed nimi masa wyzwań. Z jednej strony nielegalne wspomagacze w esporcie nie są brane na poważnie. Ludzie jakby przechodzą obok tematu i nie zwracają na niego uwagi. Z drugiej strony ciężko się dziwić, skoro edukacja o dopingu nie jest rozwinięta, o ile w ogóle istnieje. Lista zakazanych środków wciąż jest krótka, przez co nieuczciwi gracze mogą przechytrzyć organizatorów turniejów, a czasami nawet nie muszą, bo jak sprawdzić, czy ktoś zażywa narkotyki przed udziałem w rozgrywkach internetowych?

David Howman, były szef Światowej Agencji Antydopingowej, nazwał esport Dzikim Zachodem, ponieważ branża ta cierpi na brak ustrukturyzowanej polityki antydopingowej. To kolejne wyzwanie, które stoi przed profesjonalną grą. Argumentem tym posługuje się Międzynarodowy Komitet Olimpijski w rozmowach o dołączeniu esportu do igrzysk. Zdaniem Komitetu aktualnie nie ma organizacji, która regulowałaby doping. Wolność i mnogość jest piękna, ale do czasu.

Ciężko stwierdzić, czy branża poradzi sobie ze wspomnianymi wyzwaniami w najbliższym czasie, a przy tym z samym zjawiskiem dopingu. Na duchu podnosi fakt, że korzystanie z nielegalnych substancji jest swego rodzaju aktem desperacji. Czy ktoś wyobraża sobie Astralis, które po godzinach łyka tabletki? Duńczycy stawiają na ciężką pracę i treningi, a wspierają się nie dopingiem, lecz odpowiednią dietą, ćwiczeniami czy poradami psychologa. Miejmy nadzieję, że o korzystaniu z narkotyków w wirtualnej rywalizacji słyszymy rzadko nie dlatego, że ktoś zamiata sprawę pod dywan, ale z powodu bardzo rzadkiego występowania tego zjawiska.

Tematy

FC Schalke 04

cloud9

Counter Strike: Global Offensive

Call of Duty

ESL

esl one katowice

Zobacz komentarze

Zobacz także

Lista artykułów

Rozwiń więcej