15-latek spod Łukowa tworzy gry, w które gra się na całym świecie

Ależ zdolną mamy młodzież! Bartek Lenk jest uczniem pierwszej klasy technikum w Łukowie (woj. lubelskie). Od kilku lat samodzielnie produkuje gry wideo. Zaczynał od symulatorów, przeszedł przez tematykę bitcoinów, a ostatnio opracował jedyny w swoim rodzaju symulator przedsiębiorstwa, i to dość wyjątkowego. Nad najnowszą produkcją spędził pół roku. Zagrano w nią już ponad milion razy.

Co robi nasz bohater? Od kilku lat produkuje gry komputerowe. Chciałby założyć własny software house. Lubi jazdę na rowerze i podróże. Chodzi do pierwszej klasy Zespołu Szkół nr 3 w Łukowie. Koledzy? – Przypuszczam, że niewielka część z nich gra w moje gry. Gratulacji wielkich nie słyszę i ich nie oczekuję, ale tak, niektórzy napiszą naprawdę miłe słowa – mówi. Zwykły chłopak. Ale z niezwykłą pasją, która przynosi mu coraz większą sławę. O pieniądzach na razie nie chce mówić. – Powiem tak: na mój wiek zarabia się na tym bardzo fajnie – dodaje.

Bartosz Lenk

W najnowszej i najbardziej popularnej grze Bartka – Esports Empire – wcielamy się w rolę właściciela esportowej organizacji. Innymi słowy, to coś jak Football Manager, tylko że osadzony w świecie esportu i na nieco innych zasadach, dający inne możliwości. – Pewnej nocy leżałem i myślałem. Nie interesuję się esportem, zupełnie. Wpadłem na ten pomysł, bo zastanawiałem się, jaki symulator mógłbym stworzyć; zależało mi na takim, którego jeszcze nie było. Chciałbym, żeby gracze mogli też maksymalnie ułożyć rozgrywkę pod siebie, według własnych gustów. To była luka, jaką warto wypełnić. W tamtym momencie pracowałem nad innym projektem. To miała być gra surwiwalowa, coś na zasadzie przetrwania w czasach apokalipsy. Siedziałem nad tym bardzo długo, ale w końcu zrozumiałem, że to nie jest coś na jedną osobę, że rozmiar tego pomysłu przerośnie mnie, że potrzeba do tego kilku osób. Wszystko poszło do śmietnika, usiadłem na Esports Empire. Pracowałem nad nią od czerwca do grudnia 2019 roku – opowiada 15-latek.

Bartek tłumaczący zasady Esports Empire

Wycisnąć maksa

Bartka nietypową jak na swój wiek pasją zaraziła nauczycielka, gdy był w piątej klasie podstawówki. Opowiedziała mu o ogólnopolskim konkursie matematycznym. Lenk stworzył grę o ułamkach, siedział nad nią przez jeden weekend. Praca została wysłana i otrzymała trzecie miejsce. Szkoła Bartka dostała 3000 zł, a on sam już wiedział, co chce robić w życiu. Jak sam mówi, pasja szybko przemieniła się w coś twórczego i dobrego.

W jego Esports Empire gra w tej chwili około stu osób z całego świata. Zarejestrowanych unikalnych kont jest 375 tysięcy, zagrań łącznych 1,185 mln. Dziennie rejestruje się około 1500-2000 osób. – Teraz trochę to zwolniło, ale nie powiedziałem ostatniego słowa. Bywały dni, że miałem nawet 60 tysięcy zarejestrowań dziennie. Póki co chcę tę grę maksymalnie wypromować, nie chcę zaprzepaścić tego, co stworzyłem. Chcę projekt doprowadzić do takiego stanu, by móc powiedzieć, że wycisnąłem z niego tyle, ile się dało – tłumaczy. Spory rozgłos jego Esports Empire uzyskał dzięki współpracy z youtuberami – dosłownie z każdej części świata.

Bartek wiedział, jak sprawić, by o grze mówiono. Interesuje się marketingiem, reklamowaniem produktów. Wpadł na pomysł, by odezwać się do internetowych twórców z prośbą o pomoc – w końcu czemu by nie spróbować?

Esports Empire Foto: Materiały prasowe

– Stworzyłem bazę. Kontaktowałem się z nimi następująco. Pisałem: „Cześć, widzę, że zajmujesz się grami z Robloxa (platforma do tworzenia gier – przyp.red.), mam 15 lat, jestem z Polski. Może zechciałbyś mi pomóc?”. W zamian dawałem im specjalne bonusy do moich gier, mieli w niej większe możliwości. Pisałem, że gra jest warta uwagi, ale nie mam jak trafić do szerszej publiki. Odpowiedzi dostawałem bardzo, bardzo miłe. Pisano do mnie, że gra jest świetna, że ma wielki potencjał. To byli twórcy, którzy mieli duże grupy odbiorców. Niech jeszcze zerknę – zastanawia się Bartek… – pochodzili z Indonezji, Brazylii, Hiszpanii, Stanów Zjednoczonych, Tajlandii, Wietnamu, Danii, Czech… było tez kilku polskich – opowiada. Sam również prowadzi kanał, na którym dzieli się spostrzeżeniami o swoim „dziełku”.

Przejdźmy do samego koronnego tytułu naszego bohatera. O co chodzi w Esports Empire i na czym polega jego sukces?

Esports Empire Foto: Materiały prasowe

Tego w realu nie zrobisz

EE to gra symulacyjna. Wcielamy się w określoną rolę, naśladując realne życie – tutaj w rolę właściciela drużyny esportowej. W dzisiejszych czasach to normalny zawód, a rosnąca popularność esportu sprawia, że wiele osób chciałoby spróbować tego zajęcia, nawet w wirtualnym świecie. Zaczyna się od tego, że ma się jeden komputer i to jest nasz cały dobytek. W komputerze gra się we wbudowane mini gierki – Counter-Strike’a, Overwatch, Fortnite’a oraz Dotę 2. Te tytuły funkcjonują na mocno uproszczonych zasadach, właściwie to ich parodie. Grając w nie, zarabiamy pierwsze pieniądze. Je inwestujemy w pracowników, komputery, itd. Naszych pracowników, właściwie to graczy, możemy szkolić; za szkolenia się płaci, a efekt będzie taki, że pracownik będzie zarabiać więcej. W grze istnieje też kilka lokacji, m.in. sklep ze sprzętem "Computer World", gdzie można kupować monitory, jednostki centralne, itd. Tak rozwija się swoją siedzibę. Można budować pokój dla pracowników, mieszkanie, lobby, kuchnię… Powstaje miejsce, gdzie zatrudnieni przez nas gracze pracują i mieszkają, taki gaming house. – Cały czas dodaję różne nowości, ale trochę nauka nie pozwala mi się temu oddać w pełni. Cały czas wolny poświęcam mojej grze. Dodałem tam wiele fajnych funkcji, na przykład salon samochodowy. Mamy tam SUV-y, sedany i supersamochody. Można wybierać rejestracje. To wszystko wpływa na grywalność… – wymienia Bartek.

Samochód pozwala przemieszczać się po mapie. To daje frajdę, nasz świat jest naprawdę dopracowany; wkrótce powstanie kawiarnia, będzie można kupić shaki, kawy, ciasteczka… Jest sklep z ubraniami, można iść na plażę. To otwarty, nieduży świat, dla laika może nieco przypominać to dobrze znany mechanizm z serii Grand Theft Auto (GTA). Teraz ambicją Lenka jest to, by wprowadzić tam jak najwięcej elementów, dzięki czemu możliwy będzie modny teraz roleplay (odgrywanie ról z prawdziwego życia).

Esports Empire

Ciekawym mechanizmem jest odrodzenie. W skrócie – to coś, co pozwala na granie w nieskończoność, budując sobie coraz sprawniejszy silniczek gry. Gdy dojdziesz do określonego poziomu, można dokonać odrodzenia, czyli cała gra się kasuje, ale w kolejnej nasi gracze zwiększą przychody o 0,5%. Rekordziści spędzili w grze dziesiątki godzin, mają po 50 odrodzeń. – Elementu konfrontacji jeszcze nie wprowadziłem, ale myślę o tym. Wkrótce to zrobię. Na razie w grze znajduje się tablica statystyk, jest tam top 10 graczy z całego świata z największą liczbą odrodzeń i punktów – tłumaczy nasz twórca.

Reagować na rynek

Brzmi imponująco? To jaki krok w rozwoju Bartka będzie następny? Najpierw przyjrzyjmy się poprzedniemu. Zanim stworzył świat Esports Empire, zajął się symulacją kopalni kryptowalut. Na pomysł wpadł, gdy wrócił z wakacji w Kołobrzegu i długo nie mógł zasnąć. W tym tytule gracz kupował sobie koparki bitcoinów. Pierwsza była darmowa, można było ją sobie ulepszać. Z czasem kryptowaluty można było zamieniać na dolary, a za nie rozwijać siedzibę. Elementem dającym dreszczyk był zmieniający się co parę sekund kurs. A jeszcze przed tym projektem Bartek stworzył prosty i krótki symulator youtubera. Pomysł może i dziwny, ale cóż, takie są obecnie zapotrzebowania rynku…

Co dalej? – Na razie mam 15 lat i otrzymuję dużo wsparcia od rodziców. Chcą, bym się rozwijał, motywują mnie, wspierają sprzętowo. A to bardzo ważne, bo na laptopie trudno było to wszystko zgrać. Trzeba mieć uruchomione kilka programów, by tworzyć modele, a do tego potrzebny jest otwarty podgląd gry. Komputer musi być niezły, bo zależy mi na ładnym wyglądzie gry, a do tego potrzebnych jest wiele detali – tłumaczy.

Esports Empire

W dalszej kolejności ma być nauka programowania gier i aplikacji na telefony. Następnie dalsze zdobywanie wiedzy. Studia? Niekoniecznie. Jeśli tak, to gdzieś na Zachodzie – w Niemczech albo Szwajcarii. A co do planów zawodowych – założenie własnego software house’u – firmy tworzącej gry i oprogramowania. „Czegoś, co dawałoby ludziom radość”.

Nieźle jak na 15-latka?

<< W Esports Empire zagrasz TUTAJ>>

Napisz do autora!

marcin.stus@esportmania.pl

Zobacz komentarze

Zobacz także

Lista artykułów

Rozwiń więcej